W drodze, siedząc bez ruchu w rikszy, zmarzłem okrutnie, zaproponowałem więc rikszarzowi zamianę miejsc. Bardzo się temu sprzeciwiał, a kiedy wreszcie go uprosiłem, natychmiast spowodowałem wypadek, skutkiem czego wraz z rikszą i jej właścicielem znaleźliśmy się w rowie. Na szczęście ani nam, ani pojazdowi nic groźnego się nie stało.

Na drugi dzień po tej nocnej eskapadzie musiałem w akademiku wysłuchać umoralniających nauk niektórych gorliwych polskich kolegów na temat dobrego prowadzenia się porządnych studentów. Po informacji o tym, że byłem na pasterce ich zapał do pouczania mnie i nawracania na naukowy światopogląd jeszcze się wzmógł, ale bez skutku. Moje wyprawy do kościoła stały się regularne.

 

Propozycja studiów w Chinach

Artykuł pochodzi z biuletynu "Chiny Dzisiaj",
Rok IX (2014), Nr 1(30), s. 36-42. 

W swoim długim życiu, od czasu studiów w Centralnej Akademii Sztuki Użytkowej i Dekoracyjnej w Pekinie w latach 1955–1960 aż do dziś, związany jestem z Chinami51. Moją wielką pasją jest opowiadanie o tym kraju i jego mieszkańcach, z którymi jestem w stałej, przyjacielskiej łączności.

Jak to się stało, że znalazłem się na studiach w Chinach? Otóż po drugim roku studiów we wrocławskiej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (WSSP) dowiedziałem się, że zakwalifikowano mnie jako stypendystę państwowego na studia artystyczne z zakresu ceramiki w Chinach. Ogarnęły mnie wówczas dwa skrajne uczucia. Pierwsze, to nieskończona radość z możliwości studiów artystycznych, a zwłaszcza okazji uczenia się ceramiki w kraju, w którym ta dziedzina na przestrzeni wieków osiągnęła najwyższy poziom artystyczny i techniczny. Drugie uczucie to przerażenie innością i tajemniczością tamtego świata, a przede wszystkim odmiennością języka, odrębnością kultury i ogromną odległością od własnego kraju, było to wszak prawie 60 lat temu.

Najbardziej zapadła mi w pamięć reakcja mojej matki: „Synu, jak tam pojedziesz, to stracisz wiarę”. Otuchy natomiast dodawał mi licealny nauczyciel, profesor Stanisław Fischer. Kiedy zwróciłem się do niego z prośbą o radę – jechać czy nie jechać – jego odpowiedź była zdecydowana: „Staszek, jedź!"

 

Ceramika i inne techniki

11 września 1955 roku wraz z grupą polskich studentów znalazłem się na Uniwersytecie Pekińskim, aby rozpocząć naukę języka chińskiego. Przy miernych zdolnościach językowych nauka chińskiego była dla mnie trudem doprowadzającym do rozpaczy.

W 1956 roku, po zakończeniu kursu językowego, zostałem zakwalifikowany na drugi rok studiów w nowo powstałej uczelni artystycznej – Centralnej Akademii Sztuki Użytkowej i Dekoracyjnej z dwoma wydziałami – tkactwa i ceramiki. Razem ze mną na tej uczelni studiowało jeszcze troje Europejczyków oraz około 200 Chińczyków, a wśród nich Han Meilin, z którym bardzo się zaprzyjaźniłem – obecnie słynny malarz i historyk sztuki, najsłynniejszy artysta chiński, zwany Wielkim Mistrzem lub chińskim Picasso.

Lata 1957–1960 to okres zawieruchy politycznej w Chinach, czas tzw. „wielkiego skoku” i kampanii określanej jako „walka z elementami prawicowymi”. Studenci europejscy byli niewygodni dla gospodarzy. Program naszych zajęć był wówczas bardzo niestabilny, jednak dla moich studiów ta sytuacja okazała się zdecydowanie korzystna, gdyż „niewygodni studenci” zostali objęci indywidualnym tokiem nauczania. Dzięki temu, kiedy przerywano naukę na uczelni i wysyłano nas na praktyki poza Pekin, miałem możliwość uczyć się malarstwa tuszowego w pracowniach wybitnych artystów oraz wielu innych dyscyplin sztuki użytkowej.


Odnowione piece ceramiczne z okolicy Handan,
obecnie muzeum

Poznałem ośrodki rękodzieła artystycznego, w których uczyłem się obróbki nefrytu, laki i emalii komórkowej. Przez pół roku przebywałem w znanym ośrodku ceramicznym koło Kantonu. Przez następnych kilka miesięcy nabywałem praktyki w ośrodku kamionki chińskiej, istniejącym od czasów dynastii Song (960–1279) w okolicach obecnego miasta Handan (prowincja Hebei).

W zajęciach w różnych miejscach często towarzyszył mi promotor mojej pracy dyplomowej prof. Mei Jianying.W Handan odbywaliśmy wyprawy archeologiczne do miejsc starych pieców i wypałów ceramicznych.

 

Kontakty z Kościołem

Pamiętając słowa mojej matki wypowiedziane na pożegnanie, będąc w Chinach nie przestawałem dbać o kontakt z Kościołem. Już w pierwszym roku pobytu wybrałem się na pasterkę do kościoła Zachodniego52. Był on oddalony od uniwersytetu ok. 10 km. Wieczór wigilijny był mroźny, a pasterka oczywiście o północy. Zamówiłem więc rikszę rowerową i niepostrzeżenie wymknąłem się z akademika. W drodze, siedząc bez ruchu w rikszy, zmarzłem okrutnie, zaproponowałem więc rikszarzowi zamianę miejsc. Bardzo się temu sprzeciwiał, a kiedy wreszcie go uprosiłem, natychmiast spowodowałem wypadek, skutkiem czego wraz z rikszą i jej właścicielem znaleźliśmy się w rowie. Na szczęście ani nam, ani pojazdowi nic groźnego się nie stało.

Na drugi dzień po tej nocnej eskapadzie musiałem w akademiku wysłuchać umoralniających nauk niektórych gorliwych polskich kolegów na temat dobrego prowadzenia się porządnych studentów. Po informacji o tym, że byłem na pasterce ich zapał do pouczania mnie i nawracania na naukowy światopogląd jeszcze się wzmógł, ale bez skutku. Moje wyprawy do kościoła stały się regularne.

Kiedy już zacząłem nieco lepiej posługiwać się językiem chińskim, odkryłem, że w Pekinie funkcjonują jeszcze trzy kościoły: Północny, Południowy i Wschodni. Katedrą był kościół Północny, do którego co niedzielę chodziłem na Mszę Świętą. Dzięki temu poszerzał się też krąg moich znajomych.

W czerwcu 1956 roku w katedrze odbyły się ostatnie święcenia kapłańskie. Jednym z nowo wyświęconych księży był nie żyjący już dziś biskup Pekinu Michał Fu Tieshan (19312007). Drugim był ks. Shi Yukun, długoletni proboszcz parafii pekińskiej. Od czasu tej uroczystości serdecznie zaprzyjaźniliśmy się i kontakt trwał przez wiele lat, z wyjątkiem rewolucji kulturalnej. Ks. proboszcza Shi Yukun odwiedziłem w 2008 roku i choć miał wtedy 84 lata i był już na emeryturze, wciąż dzielnie się trzymał.

Pasterkę w 1956 roku na zaproszenie księdza Fu Tieshan spędziłem z grupą chińskiej młodzieży, związanej ze środowiskiem skupionym wokół katedry. Wtedy wielkie wrażenie wywarła na mnie przyjaźń chińskich katolików z mnichami buddyjskimi. Jej dowodem była obecność tych mnichów na chórze w katedrze pekińskiej w czasie Mszy Świętej w pierwszym dniu Bożego Narodzenia. Na moje zdziwienie ks. Fu odpowiedział, że wzajemne odwiedziny różnych wspólnot religijnych w czasie najważniejszych świąt religijnych stanowią tu tradycję. Obecnie wiele mówi się o dialogu międzyreligijnym, a chińscy katolicy już wtedy, za pontyfikatu Piusa XII i na długo przed Soborem Watykańskim II, praktycznie wprowadzali go w życie.

W 1958 roku w Pekinie zamknięto kościoły, otwarty pozostał tylko kościół Wschodni, wokół którego skupieni byli tzw. księża patrioci. Duchowni różnych wyznań zesłani zostali do obozów pracy lub wtrąceni do więzień. Ks. Michała Fu Tieshan wywieziono w nieznane. W tym też roku po raz pierwszy mianowano biskupów bez aprobaty papieża.

Wszystkie wyżej wspomniane spotkania miały charakter religijno-przyjacielski. Wówczas zbyt mało jeszcze wiedziałem o pojmowaniu sztuki przez Chińczyków i o stosunku do niej chińskich chrześcijan.

Minęło kilka lat zanim zdałem sobie sprawę, że w tradycji i kulturze chińskiej leży odczuwanie Boga i wyrażanie swych uczuć w – szeroko pojętym – słowie i obrazie

 

Słowo, obraz i rzeźba

Moje pierwsze zetknięcie się ze sztuką chrześcijańską w Chinach miało miejsce w 1957 roku. Po Mszy Świętej w katedrze pekińskiej zatrzymałem się, jak zwykle, w małym przykościelnym kiosku z dewocjonaliami. Miejsce to odwiedzałem prawie w każdą niedzielę, zyskując sobie sympatię sprzedawcy, a mój chiński był już na tyle sprawny, że mogliśmy rozmawiać.

Myślę, że to dlatego sprzedawca wyciągnął ze schowka mnóstwo reprodukcji chrześcijańskich obrazków religijnych oraz kolekcję krzyżyków i medalików wykonanych tradycyjną chińską techniką emalii przegródkowej. Część z tych obrazków była jeszcze w firmowym opakowaniu z napisem: CATH. UNIVERSITY PRESS. Z opisu na kopercie z obrazkami wynikało, że są to reprodukcje obrazów malowanych na Uniwersytecie Katolickim w Pekinie na Wydziale Sztuki Religijnej.


Krzyżyk i medaliki z kiosku przy katedrze w Pekinie,
1957 rok

Przed wprowadzeniem komunizmu misjonarze wielu zgromadzeń zakonnych prowadzili w Chinach szkoły katolickie o zróżnicowanym poziomie nauczania. Pod patronatem Zgromadzenia Słowa Bożego (werbistów) do 1951 roku działał w Pekinie Uniwersytet Katolicki Fu Jen. Na uniwersytecie tym był również Wydział Sztuki Religijnej. Werbiści otwierając ten wydział, doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważny jest obraz dla chińskich chrześcijan. Po likwidacji uniwersytetu przez władze komunistyczne został on ponownie otwarty w 1963 roku na Tajwanie, gdzie funkcjonuje do dziś. W upaństwowionym gmachu uniwersyteckim w Pekinie, który pozostał nienaruszony, mieści się obecnie Wyższa Szkoła Pedagogiczna.

W europejskiej filozofii katolickiej obraz nie stanowi tak ważnego elementu przeżyć religijnych jak u wierzących Chińczyków. Tę potrzebę Chińczyków rozumiał już wielki misjonarz – ks. Fu, Fu shenfu, św. Józef Freinademetz SVD, który w latach 80. XIX w., tworząc ośrodek werbistów w Poli, w prowincji Shandong wyposażył go również w pracownię plastyczną. Święty misjonarz dobrze rozumiał potrzebę Chińczyków, by chwałę Boga głosić nie tylko słowem, ale wyrażaniem zachwytu nad otaczającym światem przez obraz lub rzeźbę.

O potrzebie wyrażania duchowości przez sztukę plastyczną przekonałem się jeszcze w czasie praktyk studenckich. W czasie jednej z nich dowiedziałem się, że w okolicznej wsi jest ludowy rzeźbiarz, który lepi z gliny różne figurki, również religijne (buddyjskie i daoistyczne). Postanowiłem go odwiedzić. Moją prośbę skierowaną do kierownictwa fabryki, w której odbywaliśmy praktyki, poparło kilku miejscowych artystów, także zainteresowanych takim spotkaniem.

W miarę zwiedzania pracowni ludowego artysty rosło we mnie rozczarowanie: same socrealistyczne postacie rewolucjonistów i przodowników pracy. Dopiero po natarczywym dopytywaniu: Czy to już wszystko co rzeźbisz? – artysta otworzył zamkniętą szczelnie szafę i naszym oczom ukazało się bogactwo postaci świętych – buddyjskich i daoistycznych. Kupiłem tam buddyjską Boginię Miłosierdzia (Guanyin pusa), która do tej pory czuwa nad moją artystyczną działalnością.

 

To, co widoczne i niewidoczne

Poznając chińską mentalność i przeżycia duchowe Chińczyków, zdałem sobie sprawę, że najpierw potrzebuję poznać rolę i miejsce sztuki – malarstwa wraz z kaligrafią, muzyki i poezji w kulturze chińskiej. Te trzy dyscypliny nazywane są przez Chińczyków trzema elementami doskonałości w kulturze. Żyjący w VIII wieku Wang Wei w lapidarny sposób ujął związek pomiędzy obrazem a słowem/poezją: „obraz to namalowany wiersz, wiersz to słowami ujęty obraz”53.

Sztuka wszystkich religii w Chinach, a sztuka chrześcijańska szczególnie, też wiążą się nierozerwalnie z takim pojmowaniem duchowych przeżyć. Na doznaniach duchowych w procesie tworzenia opiera się sześć zasad powstawania doskonałego obrazu (zarówno w formie płaskiej, jak i przestrzennej), ustalonych przez Xie He – chińskiego artystę, historyka i krytyka sztuki przełomu IV i V wieku. Uważał on, że w dobrym obrazie oprócz optymalnie wykonanych prac warsztatowych najważniejsze jest to, co jest niewidoczne, czyli myśl określona jako „żywotna harmonia tchnienia”54.

Sformułowane przez tego filozofa-artystę zasady wiążą nierozerwalnie duchowość obrazów zarówno daoistycznych, buddyjskich, konfucjańskich, jak i chrześcijańskich. Najbliższe tej duchowości malarstwa chińskiego są w chrześcijaństwie prawosławne ikony.

Proces tworzenia ikony to sposób modlitwy. Nawet w określaniu jej powstawania nie mówi się o malowaniu tylko o pisaniu ikony. W chińskim malarstwie religijnym (zwykle nie chrześcijańskim) też istnieje pojęcie „obraz zapisanej idei”.

O filozofii sztuki chrześcijańskiej w Chinach i tożsamości artysty pisał w „Chinach Dzisiaj” Dariusz Klejnowski-Różycki55. Z jego wnikliwej analizy wynika postawiona teza, że „ikona może być pomostem między rozumieniem sztuki europejskiej i chińskiej, zwłaszcza jeśli zgłębimy zagadnienie tożsamości artysty”56.

Nie będę tu zgłębiał filozoficznych podstaw sztuki chińskiej, ale wydaje mi się, że przy wszystkich kontaktach z chińskim odbiorcą sztuki, a szczególnie w działalności misyjnej, ogromnie ważne jest, by wyczuwać potrzeby tych, którym niesiemy Ewangelię.

 

Noworoczny obrazek

Dla Chińczyków obraz jest bez wątpienia elementem ściśle związanym z przeżyciem religijnym. Charakterystycznym dowodem takich moich obserwacji jest obchodzenie chińskiego święta Nowego Roku. Jest to najważniejsze, radosne, religijne i rodzinne święto w tradycji Chin. Ściśle z nim związana jest ludowa tradycja wzajemnego obdarowywania się obrazkami ilustrującymi wypowiadane życzenia wszelkich błogosławieństw (szczęścia, długowieczności, bogactwa, radości, zdrowia i wszelkiego powodzenia). Obrazki, bardzo kolorowe i samodzielnie wykonywane w dwóch tradycyjnych technikach twórczości ludowej – wycinanek i drzeworytu wodnego – są najcenniejszym prezentem i przez najbliższy rok zdobią okna i ściany obdarowanych domów.

Miałem wrażenie, że chińscy chrześcijanie są jakby pozbawieni tego typu twórczości, wyrosłej w tradycji ludowej, a nie rozpowszechnionej we wspólnotach chrześcijańskich. Zafascynowany przekazywaniem życzeń przez ofiarowywanie obrazka zacząłem w swojej pracowni w Warszawie i przy wszystkich możliwych okolicznościach propagować konieczność rozwijania w plastyce kierunku „sztuka religijna dla domu”.

 

Chińskie siostry w Warszawie

W ciągu ostatnich dziesięciu lat pogłębiły się moje kontakty ze sztuką religijną i Kościołem w Chinach. Stało się to za przyczyną o. Antoniego Koszorza SVD, który przez naszego wspólnego znajomego dotarł do mojej pracowni. Głównym powodem była inicjatywa chińskich katolików, aby studiujących w Europie księży i siostry zakonne kształcić nie tylko w zakresie teologii, ale również w umiejętności wyrażania uczuć przez obraz. Okazało się, że w Polsce nie ma uczelni katolickiej, na której istnieje ten typ kształcenia. Wtedy wypłynęła moja kandydatura, jako tego, który jest zaangażowany w twórczość „sztuki religijnej dla domu” oraz zna kulturę i język chiński. Ponadto od wielu lat w swojej pracowni prowadziłem naukę sztuki użytkowej i dekoracyjnej, miałem więc kwalifikacje dydaktyczne. Zostałem poproszony o podjęcie się tego zadania. W efekcie działań ojców werbistów (SVD), Zgromadzenia Misyjnego Sióstr Służebnic Ducha Świętego (SSPS) i Związku Polskich Artystów Plastyków Polska Sztuka Użytkowa, w 2007 roku przyjechały do Sulejówka na trzyletnie stypendium dwie siostry Jana i Hiacynta ze Zgromadzenia Ducha Świętego Pocieszyciela z diecezji Handan (w 1959 roku w tej okolicy odbywałem jedną z najmilej wspominanych przeze mnie praktyk ceramicznych).

Siostry uczyły się chętnie i były zainteresowane tym, co robią. Po rocznym, wstępnym etapie nauki technik plastycznych i rysunku oraz równoległej nauce języka polskiego siostry zaczęły nawiązywać przyjacielskie relacje z polskimi koleżankami z pracowni, wspólnie z nimi chodziły na ciekawsze wystawy i pojechały na ok. dwutygodniowe zajęcia w plenerze.

Ponieważ s. Hiacynta lepiej wykonywała prace „płaskie”, a s. Jana lepiej widziała przestrzennie, mogły tworzyć wspólne prace w technice estampażu.

 

Estampaż

W języku chińskim estampaż nosi nazwę tuopian, co dosłownie oznacza ręczne odbijanie. Technikę tę wynaleziono w Chinach w czasie dynastii Tang (618–907). Służyła uzyskiwaniu na papierze odbitki reliefu wykonanego w twardym materiale – najczęściej w kamieniu, ceramice, drewnie lub metalu. Technika ta zwróciła moją uwagę, gdy byłem jeszcze studentem chińskiej uczelni. Pod kierunkiem profesora Han Wen, zainspirowany azjatyckim przykładem, zacząłem uczyć się estampażu poza oficjalnym programem zajęć.

Po powrocie z Chin, kiedy zorganizowałem własną pracownię, zacząłem się zastanawiać, jak wykorzystać fascynację estampażem w naszych realiach. Rozpocząłem poszukiwania twardego materiału, który mógłby służyć jako podłoże projektów.


Siostry Hiacynta i Jana z wykonanymi przez siebie pracami, na tle estampażowych obrazków

Jako ceramik postanowiłem wykorzystać jedną z najstarszych technik zdobniczych, czyli relief wykonywany na podsuszonej płytce z gliny. Po wykonaniu projektu na płytce glinianej, płytka jest wypalana i następnie służy jako matryca do odbijania. W zależności od cierpliwości i talentu odbijającego, powstający obraz nosi wiele jego myśli twórczej. Są tu więc dwa etapy tworzenia – projekt w postaci reliefu i odbitka na bibułce lub tkaninie w postaci gotowego obrazu.

Przez ostatnich kilka lat ta technika twórcza jest przedmiotem nauczania w mojej pracowni. Unikalną cechą pracy nad powstaniem obrazu-estampażu jest wspólne tworzenie dzieła. Każda z czynności tego procesu wymaga innego talentu, zamiłowania i umiejętności, choć czasem bywa i tak, że jedna osoba potrafi zafascynować się wszystkimi etapami powstawania dzieła, od ugniatania gliny do ostatecznego oprawienia ukończonego obrazu. Ponieważ jednak rzadko spotyka się tak wszechstronne zamiłowania jednej osoby, estampaż w mojej pracowni jest dyscypliną, w której jeden projekt wykonuje kilka osób. Wspólność tworzenia jest nie tylko wynikiem obserwacji dydaktyka, ale wypływa też z idei samego estampażu.

Siostry Jana i Hiacynta żywo zaangażowały się w tworzenie estampażu, a za główną tematykę prac przyjęły poczet świętych. Przy ich wykonywaniu wykazały się wielką wrażliwością i dokładnością. I chyba na tyle zaakceptowały tę technikę, że po powrocie do swego zgromadzenia w Chinach, w pracowni, która już wcześniej istniała, zaczęły uczyć inne siostry pracy tą techniką.

O zrozumieniu misji, jaką mają przed sobą siostry wracające do Chin, może świadczyć zdanie, jakie napisała s. Jana przed wyjazdem z Polski po trzech latach życia we wspólnotach zakonno-misyjnych w Polsce i nauki sztuki religijnej w tym czasie: „Nie dał mi Pan Bóg daru języków, ale dał mi ręce. Wyrobami moich rąk chcę głosić Ewangelię ludziom”.

Wydaje mi się, że to zdanie jest niesłychanie ważne i podkreśla wagę twórczości plastycznej w procesie formacyjnym Chińczyków.

 

Ośrodki sztuki religijnej w Chinach

Nawet w obecnych, trudnych dla katolików chińskich warunkach, w każdej większej wspólnocie powstają ośrodki twórczości plastycznej. Naocznie przekonałem się o tym w 2008 roku, gdy byłem członkiem delegacji Komisji Episkopatu Polski do Spraw Misji do Chin. W zespole był wspomniany już o. Antoni Koszorz SVD, ówczesny sekretarz KEP ds. Misji ks. Czesław Noworolnik i ja jako znający język chiński przedstawiciel laikatu. Wyprawa miała na celu zapoznanie się z aktualnymi możliwościami rozwoju Kościoła katolickiego.

Patrząc na nowe gmachy kościołów, seminariów i zgromadzeń przypominały mi się studenckie wędrówki po Chinach w latach 1955–1960, gdy znalezienie kościoła katolickiego graniczyło z cudem. Nie wszystkie kościoły, które mijaliśmy, są współcześnie wybudowane. W górzystym terenie, ok. 30 km od Szanghaju na wzniesieniu znajduje się Sanktuarium Matki Boskiej z Sheshan. Jest to najsłynniejsze chińskie sanktuarium maryjne, tak ważne dla Chińczyków, jak dla nas Jasna Góra.

Kościół, którego początki sięgają lat 60. XIX wieku, rozbudowano w latach 1925–193557. Szczególny rys architektoniczny świątyni stanowi rzeźba umieszczona na szczycie wieży. Jest to postać Matki Boskiej, trzymającej nad swą głową Dzieciątko Jezus z szeroko rozpostartymi ramionami. Z daleka rzeźba ta sprawia wrażenie krzyża.

Przejechaliśmy część Chin od Pekinu do Szanghaju. Byliśmy przyjmowani przez biskupów z kilku diecezji. Zwiedzaliśmy po drodze liczne sanktuaria, kościoły i seminaria. Wielką radością było dla mnie, że wszędzie zauważałem szacunek do obrazu, tak znamienny dla kultury chińskiej, a objawiający się tym, że przy większych ośrodkach działalności katolickiej, przy zgromadzeniach i parafiach utworzono pracownie plastyczne.

Pod tym względem największe wrażenie zrobiła na mnie wizyta u biskupa Szanghaju. Naszej delegacji dane było spotkać się z 93-letnim wówczas biskupem Alojzym Jin (Jin Luxian (1916–2013), swobodnie z nim rozmawiać i wręczyć podarunki58.

W czasie rozmowy z biskupem podarowałem mu swój estampaż przedstawiający oblicze Chrystusa. Biskup był wyraźnie zainteresowany obecnością artysty w delegacji i polecił nam koniecznie zwiedzenie w Szanghaju pracowni plastycznych witrażu i metaloplastyki, które były pod jego szczególną opieką. W pracowniach tych tworząutalentowani chińscy artyści, a ich dzieła zdobią wnętrza kościołów w jego diecezji.

Witraże jako stacje drogi krzyżowej robią wielkie wrażenie we wnętrzu katedry w Szanghaju. Ich projektantką jest Theresa Wo Ye, absolwentka tej samej uczelni, którą ukończyłem 50 lat wcześniej.

W czasie naszej podróży wiele czasu i uwagi poświęciliśmy diecezji Handan, jednej z tych diecezji, w których Kościół katolicki prężnie działa. Odwiedziliśmy główny kościół diecezji i byliśmy goszczeni przez 80-letniego wówczas biskupa Stefana Yang Xiangtai, który do dzisiaj sprawuje swą posługę.

W diecezji Handan ma swój główny dom zakonny Zgromadzenie Sióstr Ducha Świętego Pocieszyciela, do którego należą studiujące w Polsce teologię siostry: Katarzyna i Franciszka oraz uczące się w mojej pracowni Jana i Hiacynta. Moje szczególne zainteresowanie budziła pracownia plastyczna sztuki religijnej przy zgromadzeniu, w której siostry zajmują się projektowaniem rzeźb i wykonaniem innych dewocjonaliów służących katolikom do kultu religijnego. Ze smutkiem stwierdziłem, że są to w większości odlewy europejskich jarmarcznych figurek. W Chinach, gdzie sztuki plastyczne są wyjątkowo wysoko rozwinięte, takie postępowanie było dla mnie zaskakujące. Zrozumiałem wtedy mądrość przełożonej zgromadzenia, która zabiegała o skierowanie swoich podopiecznych (Hiacynty i Jany) na naukę do pracowni zajmującej się sztuką religijną.

Również w Handan miałem inne, z kolei bardzo miłe odczucie, gdy odwiedziliśmy pracownię rysunku przy kościele parafialnym, prowadzoną przez artystkę Marię Shen, absolwentkę Akademii Sztuk Pięknych w Pekinie. W tej pracowni świeccy parafianie i siostry zakonne uczą się prawidłowego rysunku i tworzą oryginalne prace.

W dalszej podróży po diecezji Handan odwiedziliśmy Zgromadzenie św. Józefa. Wśród sióstr tego młodziutkiego zgromadzenia były moje dwie następne uczennice: siostry Maria i Teresa.

Czas nauki tych dwóch sióstr z Chin też już się skończył. Zarówno one, jak i ich poprzedniczki, s. Hiacynta i s. Jana, wróciły do swoich zgromadzeń i wzięły na siebie obowiązek ewangelizacji przez obraz. Należy mieć nadzieję, że będą mogły dalej rozwijać talent plastyczny w służbie Bogu i ludziom.

 

_____________________________ 

51 Stanisław Tworzydło, ur. 1933, ukończył w 1960 r. Centralną Akademię Sztuki Użytkowej i Dekoracyjnej w Pekinie; prowadzi Pracownię Sztuki Dekoracyjnej i Użytkowej w Warszawie, jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków P.S.U. oraz członkiem zarządu Stowarzyszenia Sinicum im. Michała Boyma SJ. Współautorką artykułu jest Maria Ziembińska-Tworzydło, żona artysty. Zdjęcia pochodzą z archiwum S. Tworzydło.  

52 Nazwy czterech największych kościołów Pekinu popularnie łączy się z kierunkami świata, mówiąc o katedrze Północnej (p.w. Odkupiciela – to pierwsza siedziba biskupa Pekinu), katedrze Południowej (p.w. Niepokalanego Poczęcia NMP, jest obecnie siedzibą biskupa Pekinu), katedrze/kościele Wschodnim (p.w. św. Józefa) i Zachodnim (p.w. Matki Bożej z Góry Karmel).

53 Zob. Pál Miklós, Malarstwo chińskie. Wstęp do ikonografii malarstwa chińskiego, tłum. Mieczysław J. Künstler, Warszawa 1987, s. 215.

54 Tamże, s. 12 i 95.

55 „Chiny Dzisiaj” 2012, nr 2, s. 34-36.

56 Tamże, s. 36.

57 Więcej o historii góry She i kultu maryjnego w tym miejscu zob. Roman Malek, Zarys dziejów kultu maryjnego na świętej górze She k. Szhanghaju, „Chiny Dzisiaj” 2008, nr 2, s. 38-49.

58 Bp Alojzy Jin zmarł 26 kwietnia 2013 roku w wieku 97 lat. Zob. „Chiny Dzisiaj” 2013, nr 2, s. 14-16.

 

 
© Misjonarze Werbiści 2017
Templates by Joomla Perfect and Web Design Builders
Design by : Szymon Gołąbek.