Kiedy w Obwodzie Kaliningradzkim nastąpił przełom pierestroiki, pozwolono w końcu powrócić wygnanemu Bogu. Wrócił do dawnych miejsc wraz z tymi, którzy zachowali Go w swoim sercu. Jednak los powracającego wygnańca nie jest łatwy. Bywa przecież i tak, że powracający nie ma on dokąd wracać.

W końcu 700 letniej historii Prus Wschodnich, na terytorium które włączono po drugiej wojnie światowej do Związku Sowieckiego, znajdowały się 224 kościoły, częstokroć sięgające swymi początkami XIII i XIV w. Po zakończeniu działań wojennych w 1945 r., mimo ciężkich walk i bombardowań w wielu rejonach, 134 kościoły przetrwały zupełnie nietknięte, a 70 w różnym stopniu uległo częściowemu uszkodzeniu. 

Większość zburzonych i uszkodzonych kościołów znajdowała się w samym Kaliningradzie. One najbardziej ucierpiały podczas dywanowego nalotu aliantów w sierpniu 1944 r. i podczas szturmu Armii Czerwonej w styczniu 1945 r. Natomiast nie zachowały się żadne przekazy dotyczące pozostałych 20 budynków kościelnych w obwodzie i trudno ustalić ich los.

Czego nie zniszczono podczas zawieruchy wojennej tego dokonano w latach sowieckiej ateizacji. W życiu nowego człowieka nie było miejsca już dla Boga. Wyrzucono Boga ze świątyń, systematycznie i planowo wyrywano Boga z ludzkiego serca. Potem zaczęto niszczyć i same świątynie. Powstało kaliningradzkie lapidarium.

Jaki los czeka martwe świątynie... dziesiątki ogromnych średniowiecznych budowli, które były przeznaczone do konkretnego celu – oddawania czci Bogu?... 224 świątynie zbudowane częściowo przez Krzyżaków kiedyś były potrzebne, stąd dziś na nowo rodzi się pytanie o samo chrześcijaństwo. Na ile ono może domagać się u nas swoich praw, w narodzie rosyjskim, gdzie prawie każdy uważa się za wierzącego?

 

Prawosławni spadkobiercami Krzyżaków

Jeszcze pod koniec lat 90 w neogotyckim kościele Św. Rodziny, który po wojnie zamieniono na salę koncertową, pozwalano odprawiać nabożeństwa i spotykać się katolikom. Jednak w 2000 r. odprawiono tam Mszę św. po raz ostatni. Jeszcze latem ubiegłego roku w Marino (niem.Arnau) trwały prace renowacyjne sponsorowane przez luteran nad unikalnymi XIII wiecznymi freskami w miejscowym kościele. I naraz, w końcu października ubiegłego roku Kaliningradzka Duma Obwodowa postanowiła przekazać na własność Cerkwi prawosławnej 15 obiektów kościelnych i co najciekawsze w tym także 5 zamków pokrzyżackich. Prawosławny biskup Serafim logicznie wyjaśnił wszystkim wątpiącym, że krzyżacy jako zakonnicy budowali w swych zamkach zakonne kaplice i przez to zamki stały sie obiektami kultu, a skoro znajdują sie na terenie kanonicznym Cerkwi prawosławnej to stanowią jej wlasność. Nie udało się jedynie przeforsować prawa własności na katedrę usytuowaną w centrum Kaliningradu na wyspie Knipawa, gdzie pochowany jest filozof Immanuel Kant. Tę wpierw katolicką a potem protestancką katedrę odbudowują Niemcy kosztem milionów euro i pewnie bez skandalu miedzynarodowego nie obyłoby się, gdyby naraz katedra stała się prawosławnym centrum. Po przejęciu własności w Kaliningradzie, Cerkiew prawosławna zaczęła domagać się także wszystkich budynków kościlnych w całym obwodzie.

 

Dyskryminacja Katolików

Reakcja katolików nastąpiła szybko. Katolicki metropolita w Moskwie abp Paolo Pezzi wystąpił z ostrym sprzeciwem wobec zapowiedzi przekazania Patriarchatowi Moskiewskiemu 15 „budynków o przeznaczeniu religijnym” w obwodzie kaliningradzkim. W ogłoszonym w listopadzie w stolicy Rosji oficjalnym oświadczeniu zaznaczył, iż jednym z obiektów, które mieliby otrzymać prawosławni, jest dawny kościół katolicki pw. Świętej Rodziny, o którego zwrot bezskutecznie zabiega już bez mała 20 lat miejscowa wspólnota katolicka. Arcybiskup zwrócił uwagę, że wspomniany projekt ustawy, przegłosowany przez Kaliningradzką Dumę Obwodową w drugim czytaniu, był przygotowywany „zgodnie z techniką lobbingu, w tajemnicy”, bez odwołania się do szerszej dyskusji ani nawet bez konsultacji z zainteresowanymi stronami, czyli rosyjskimi wspólnotami religijnymi, „nie należącymi do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego”.

„Pamiętając o historii Prus Wschodnich, które w latach powojennych stały się obwodem kaliningradzkim, trudno chyba liczyć na znalezienie na tych ziemiach bodaj jednej cerkwi prawosławnej, zbudowanej przed wojną” – przypomniał abp Pezzi. Podkreślił, że okoliczność ta sprawia, iż postanowienie Dumy jest „szczególnie sporne i pociąga za sobą mnóstwo łatwych do przewidzenia nieporozumień”, a „taka nieodpowiedzialność w podejmowaniu decyzji zasługuje bezsprzecznie na wyrażenie ubolewania”.

Arcybiskup przypomniał, że gdy dawne Prusy Wschodnie po wojnie stały się częścią ZSRR, zostały niemal całkowicie opuszczone przez swych dawnych mieszkańców, a na ich miejsce przybyli przesiedleńcy „z różnych regionów nieogarnionego kraju-zwycięzcy”. Było wśród wielu wychodźców z tych części kraju, w których tradycyjnie mieszkali katolicy i to oni, wraz z innymi współobywatelami, odbudowywali zrujnowane ziemie, zniszczoną gospodarkę i „w ciągu dziesięcioleci pomnażali bogactwo i rozkwit” kraju. „Należy o tym pamiętać przy rozpatrywaniu dalszych losów «dziedzictwa pruskiego», w tym także «o przeznaczeniu religijnym»” – zaznaczył abp Pezzi.

Wyraził zdumienie, iż „byli przesiedleńcy, wyznający katolicyzm, którzy całe swoje życie oddali dla dobra swej nowej «małej ojczyzny» i ich potomkowie, stali się obecnie, w oczach działaczy z Dumy Kaliningradzkiej, obywatelami drugiej kategorii, których słuszne interesy, gwarantowane przez Konstytucję Rosji, można tak łatwo zlekceważyć”.

 

Sojusz tronu i ołtarza

Zdaniem arcybiskupa Pezzi, przegłosowana ustawa, „choćby ze względu na swą krzyczącą niesprawiedliwość”, jest błędna i winna zostać zrewidowana z uwzględnieniem interesów wszystkich wspólnot religijnych, obecnych w obwodzie. „Z żalem należy stwierdzić, że bardzo spolegliwe wobec RKP stanowisko Dumy w tej sprawie wyrządza istotną szkodę stosunkom międzykościelnym, jakie nie bez powodzenia, chociaż z dużym trudem, nawiązuje się tam w ostatnich latach” – napisał arcybiskup.

Nie jest tajemnicą, że władze świeckie i cerkiewne bardzo dobrze się przygotowały do głosowania w Dumie. W obradach uczestniczyli nowy gubernator Kaliningradu Nikołaj Cukanow i biskup bałtycki Serafim. Ten widoczny znak sojuszu tronu i ołtarza skutecznie skłonił posłów do przyjęcia uchwały w sprawie oddania zabytków prawosławnym.

Decyzję miejscowej dumy prawosławni uważają za jak najbardziej prawidłową i nie podlegającą dyskusji. Zgodnie z ich słowami, jeśli katolicy chcą użytkować swój „były kościół”, to powinni uczestniczyć materialnie we wzniesieniu nowego gmachu filharmonii, a potem ewentualnie uzyskać pozwolenie prawosławnych na użytkowanie kościoła. Postawiono zarzut, że swoim „nieprzemyślanym oświadczeniem abp Pezzi pogorszy stosunki prawosławno-katolickie i to nie tylko w okręgu kaliningradzkim”.

Piszę tak szczegółowo o tym sporze, bo brak miejsca na modlitwę i spotkania wspólnot parafialnych to kluczowy tutejszy problem

 

"Putinowcy! Nie płaćcie za odpuszczenie grzechów dobrem państwowym!"

Takimi transparentami podczas demonstracji w centrum Kaliningradu zareagowali mieszkańcy. Ponad 1200 kaliningradczyków podpisało się pod listem do prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, w którym "wyrażają zaniepokojenie sytuacją wokół obiektów dziedzictwa historycznego". Domagają się wyjaśnienia, jak ma przebiegać restytucja w regionie. Chcieliby wiedzieć, dlaczego w pośpiechu, bez dyskusji publicznej przekazano Cerkwi to, co należało do innych społeczności religijnych.

Oddzielny protest przeciwko obdarowaniu Cerkwi kościołami, zborami i zamkami krzyżackimi skierowało do prezydenta Medwiediewa, premiera Putina i Patryjarchy Kiryła 50 intelektualistów prosząc wprost o abolicję ustanowionego 28 października 2010 r. prawa.

Z tych protestów niewiele wynikło i jak stwierdził katolicki dziekan i proboszcz obecnej parafii Św. Rodziny Aleksander Krewski; „Teraz wszystko jest w rękach Pana Boga”. W samym Kaliningradzie do naszych czasów przetrwały trzy katolickie kościoły: św. Wojciecha, św. Rodziny, św.Józefa i kaplica w obecnych Zakładach Mięsnych, o której stanie niewiele wiadomo. Ani jeden z nich nie wrócił do katolików - prawowitych właścicieli.

O co chodzi w nowym sporze ? Kiedyś bezwartościowe „opium dla ludu” obecnie nabrało wysokiej ceny i najprawdopodobniej, filharmonie, domy kultury, muzea, archiwa i przeróżne instytucje pozostaną w budynkach katolickich i protestanckich kościołów, ale zmieni się poborca czynszów i pewnie o to chodzi.

Beznadziejnie natomiast przedstawia sie sytuacja 67 uszkodzonych i niszczejących kościołów, które nie mają właścicieli i nikt się nimi nie interesuje. Kościelne lapidarium pozyskuje wciąż nowe i nowe obiekty.

 

Rosja potrzebuje tych kościołów

Rzeczywiście, już sama logika rzeczy podpowiada, że właśnie tu, na miejscach zbezczeszczonych, winny być zanoszone szczególne modlitwy za wszystkich tu pochowanych i tych, którzy tworzyli zręby życia chrześcijańskiego w byłych Prusach; za tych, którzy w nieludzkich okolicznościach dochowali wierności Chrystusowi, ale także za tych, którzy w jakimś szalonym zaślepieniu targali się na świętości i wiarę, a wreszcie i za nas samych, którzy z takim trudem przebijamy się z ciemności niepamięci do Bożego przedziwnego światła.

Oczywiście, nikt nie ma wątpliwości, że tych kościołów nie uda się odtworzyć ani jutro, ani pojutrze. Przed nami ogrom pracy i potrzeba szukania środków. Jednak wierzymy, że da się to rozwiązać. Wystarczy odnotować, że w samej Rosji coraz więcej ludzi pojmuje, iż tak naprawdę Rosja potrzebuje Kościoła choćby dlatego, żeby dopomóc sobie „powrócić do rodziny cywilizowanych krajów”, o czym niejednokrotnie wspominał obecny premier Putin. Trzeba rzeczywiście mocno przymykać oczy, żeby tego nie dostrzegać.

Jednak Kościół w Rosji powinien być rzeczywiście mocny i gotowy dać świadectwo prawdzie, tak jak to czyni w innych częściach świata. Odzyskanie świątyń i ich renowacja to jeszcze jedna szansa, by uczynić poważny krok na drodze do tego. Słowem, kolejny raz doświadczamy sytuacji przypominającej nam, że tak naprawdę losami Kościoła kieruje Opatrzność.

Jerzy Jagodziński SVD

O. Jerzy Jagodziński, pracujący na stałe w parafii św. Józefa w Gwardejsku poszukuje byłych pracowników przymusowych zesłanych podczas II wojny światowej na tereny bylych Prus Wschodnich, a szczególnie do Welawy (niem. Wehlau obecnie Znamiensk) i Tapiawy (niem. Tapiau, obecnie Gwardeisk).

Jeśli znacie kogoś bezpośrednio lub wiecie o kimś, kto może coś wiedzieć o. Jerzy prosi o kontakt na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Czas nagli, lata płyną, a dawni przesiedleńcy szybko odchodzą do Pana.

 

0
0
0
s2sdefault