Czas budowania w Znamieńsku?

Na początku 1945 roku podczas zażartych walk o zdobycie miasta kościół św. Jakuba w Znamieńsku ocalał szczęśliwym trafem. Bezspornie cudem. W centrum miasta nie ostał się bowiem ani jeden budynek z przedwojennej zabudowy tego dość znaczącego miasta w byłych Prusach Wschodnich. Tylko kościół świadczy o starodawnej historii tego miejsca..

Prusowie, pierwotni gospodarze tej ziemi pobudowali w widłach rzek Pregoły i Łyny fort obronny i nazwali go Velove. Potem przyszli Krzyżacy i wybrali to miejsce na swój zamek i gród. Nazwali go Wehlau, po polsku Welawa. Już w 1260 roku rozpoczęli budowę pierwszego kościoła. Budowa zajęła im to prawie 20 lat.  

Welawa była miejscem podpisania Paktu Welawskiego - układu miedzy Polską a Elektorem Brandenburskim, który stał się od 1657 roku zwierzchnikiem całych Prus. Pokrzyżacki kościół stał sie luterańskim zborem.

Przynajmniej dwukrotnie każdego dnia przechodzę obok kościoła św. Jakuba. Nie zniszczyły go wojny, nie zniszczyły pożary, przetrwał reformację, przetrwał rok 1945 i dopiero nowi władcy tej ziemi skazali go na zagładę. Kościół nie wpisał się bowiem w nową sowiecką rzeczywistość. Nie uznali go nawet godnym przemianować na magazyn, archiwum albo miejscowe kino. A wczoraj zauważyłem na wierzchołku więźby dachowej parę bocianów pracujących nad budową gniazda. To na pewno dobry znak nowego życia. Pierwsi parafianie już są.

Ponieważ w kościele od XVI w. modlili się luteranie, w początkach XX wieku, tutejsi katolicy zaczęli wznosić nową świątynię. Większość z nich stanowili Niemcy, lecz byli również parafianie polskiego oraz litewskiego pochodzenia. Gdy w 1914 wybuchła Pierwsza Wojna Światowa, budowa została wstrzymana z powodu skromnych sił oraz niewielkich środków jakie mieli do swojej dyspozycji znamieńscy parafianie, gdyż katolików było tu niewiele ponad pięciuset. Jednak po wojnie, ci wierzący, którzy szczęśliwie wyszli z wojennej zawieruchy, ofiarowali na budowę wszystko, co tylko mogli. I tak, powoli, krok po kroku, doprowadzili swoje dzieło do szczęśliwego końca. W 1928 roku świątynia Matki Bożej Bolesnej została poświęcona, ale znów służyła ludziom tylko do czasu drugiej wojny...

Nowy kościół podzielił dolę wszystkich budynków sakralnych. W Znamieńsku wyburzono wieżę, podzielono świątynię na dwa piętra i stała się ona długie lata warsztatami szkolnymi. Kiedy już nie było pieniędzy na remonty szkoła porzuciła budynek, który objęli w swoje posiadanie wandale i bezdomni. A nam nie chciano nam oddać naszej własności.

I pewnie znów stał się cud. Po prawie trzech latach procesów sądowych, bieganiny po wszystkich możliwych urzędach z Dumą Państwową włącznie, po pukaniu do wszystkich możliwych drzwi możnych tego świata, dnia 24 lutego br. oficjalnie otrzymaliśmy budynek kościoła na własność i przyległą działkę w dzierżawę na 49 lat.

Straciłem wiarę, że to kiedyś nastąpi i dlatego jeszcze w ubiegłym roku rozpocząłem zbierać fundusze na zakup działki pod nową kaplicę. I nastąpił zupełny przełom w rozmowach z władzą. Nagle urzędnicy rozpoczęli z nami rozmawiać zupełnie innym językiem. Nawrócenie prawie jak u św. Pawła. Co się stało? Po pierwsze, Pan Bóg ma swoje plany. Po drugie, po prostu przybliżają się wybory, a katolików jest coraz więcej i powoli zaczynają się z nami liczyć. Nasi władcy policzyli potencjalne głosy wyborców i widocznie to ich przekonało, że nie warto z nami dalej walczyć i kościół trzeba oddać. A nasza radość była wielka. Niektórzy z parafian, starym sowieckim zwyczajem pobiegli po szampana i mimo trwającego postu zaraz to zwycięstwo „odświętowali”, no bo jakże możnaby inaczej. Niestety świętowanie szybko się skończyło i przed oczyma stanął... bliski remont.

W zniszczonym budynku wiele śmieci i gruzu, ale dość sucho, co nieźle rokuje o fundamentach. Prawie kompletne ściany z cegły. No i tylko jedno dodatkowe piętro, a zwykle sowieccy gospodarz „ulepszali” takie budowle rozdziałem na wiele pięter. To cieszy niezmiernie, bo nie trzeba będzie, jak w większości przypadków, usuwać zbytecznych stropów.

Bezwzględnie jako pierwsza powinna się tu pojawić kaplica pamięci wszystkich, pochowanych na tym cmentarzu, także tych, których przywykliśmy nazywać nowymi męczennikami. Rzeczywiście, już sama logika rzeczy podpowiada, że właśnie tu, na miejscu zbezczeszczonego cmentarza, winny być zanoszone szczególne modlitwy za wszystkich tu pochowanych i tych, którzy tworzyli zręby życia katolickiego w tym mieście; za tych, którzy w nieludzkich okolicznościach dochowali wierności Chrystusowi, ale także za tych, którzy w jakimś szalonym zaślepieniu targali się na świętości i wiarę, a wreszcie i za nas samych, którzy z takim trudem przebijamy się z ciemności niepamięci do Bożego przedziwnego światła.

Oczywiście, nikt nie ma wątpliwości, że kościoła w Znamieńsku nie uda się odtworzyć ani jutro, ani pojutrze. Przed nami ogrom pracy i potrzeba szukania środków. Jednak wierzymy, że da się to rozwiązać.

Trzeba odnotować, że w samej Rosji coraz więcej ludzi pojmuje, iż tak naprawdę Rosja potrzebuje Kościoła katolickiego choćby dlatego, żeby dopomóc sobie „powrócić do rodziny cywilizowanych krajów”, o czym niejednokrotnie wspominał były prezydent Putin. Trzeba rzeczywiście mocno przymykać oczy, żeby tego nie dostrzegać.

Jednak Kościół w Rosji powinien być rzeczywiście mocny i gotowy dać świadectwo prawdzie, tak jak to czyni w innych częściach świata. Odzyskanie świątyni w Znamieńsku to jeszcze jedna szansa, by uczynić poważny krok na drodze do tego. Przecież tak się tu wszystko szczęśliwie układa i samo miasto - Znamieńsk, gdzie tak trudno „uprawiać mitologię” o etnicznej i wyznaniowej czystości i jedności Rosji, gdzie są werbiści, których charyzmat rodzi nadzieję, że wszystko się uda. Słowem, kolejny raz doświadczamy sytuacji przypominającej nam, że tak naprawdę losami Kościoła kieruje Opatrzność.

Mnie osobiście bardzo leży na sercu, aby ten kościół w Znamieńsku znów ożył i znów służył miejscowej wspólnocie, która ustawicznie rośnie szczególnie Polakami przybywającymi coraz liczniej z Kazachstanu.

Zwrot kościoła w Znamieńsku i entuzjazm miejscowych katolików do jego odbudowy jest dowodem na to, że próżne są opowiadania pesymistów iż świat jest nieczuły i zły. Jakże często takie myśli burzą pokój w sercach ludzi żyjących tu - na nieludzkiej ziemi! O tej ziemi najwymowniej świadczy fakt, że jeszcze do niedawna słowo Bóg pisało się z małej litery, a słowo rewolucja - z wielkiej; że w cerkwiach i kościołach były magazyny, publiczne toalety, bary, sale sportowe; że przewóz obrazków, Pisma Świętego i dewocjonaliów przez sowiecką granicę był traktowany jako próba propagowania... pornografii!

Ileż tej ziemi potrzeba miłości, by mogła wyzdrowieć? Czasem nawet jej własne dzieci nie potrafią tej miłości okazać. Trzeba ją ukochać nam - obcym, pomimo historycznych krzywd, o których trudno zapomnieć.

Zakładamy więc kościół. Nasze misyjne zaangażowanie nie idzie na marne. Nasze potrzeby rozszerzenia materialnej bazy świadczą, lepiej niż słowa, o sukcesie w naszej pracy. Trzy pokolenia trwała próba zepchnięcia Boga w niepamięć, i poniosła sromotną klęskę. W ciągu kilkunastu lat (od 1990 roku) Rosjanie na nowo wracają do religii. Jeszcze jest w duszach wiele bałaganu, a w głowach zamętu, powoli jednak, krok za krokiem, ustala się na nowo zapomniana kościelna tradycja.

Jerzy Jagodziński, SVD

O. Jerzy Jagodziński, pracujący na stałe w parafii św. Józefa w Gwardejsku poszukuje byłych pracowników przymusowych zesłanych podczas II wojny światowej na tereny bylych Prus Wschodnich, a szczególnie do Welawy (niem. Wehlau obecnie Znamiensk) i Tapiawy (niem. Tapiau, obecnie Gwardeisk).

Jeśli znacie kogoś bezpośrednio lub wiecie o kimś, kto może coś wiedzieć, o. Jerzy prosi o kontakt na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Czas nagli, lata płyną, a dawni przesiedleńcy szybko odchodzą do Pana.

0
0
0
s2sdefault