PAPUA NOWA GWINEA. Stepan Tcergel SVD jest klerykiem z Irkucka we wschodniej części Syberii. We wrześniu 2016 roku, po zakończeniu studiów w seminarium duchownym w Sankt Peterspurgu,  wyjechał na praktykę misyjną (OTP) na Papuę Nową Gwineę.

Dziś dzieli się z nami swoimi doświadczeniami i przeżyciami, radościami i trudnościami przeżywanymi w Kraju Rajskiego Ptaka.

Na początku mojego pobytu byłem na 30-tygodniowym kursie języka angielskiego na Uniwersytecie Słowa Bożego w Madang. Jest to jedna z największych uczelni wyższych w tym państwie, założona wiele lat temu przez naszych współbraci werbistów oraz siostry Służebnice Ducha Świętego. W tym samym czasie mieszkałem w naszym głównym domu prowincjalnym w bardzo dobrej międzynarodowej wspólnocie.

Po skończonym kursie języka zostałem przeniesiony do miejscowości Bogia, oddalonej około 180 km od Madang. Tam z kolei miałem kurs lokalnego języka Tok Pisin. To był czas mojego bliższego poznawania miejscowej kultury i trybu życia w wiosce z miejscową ludnością.

W tym samym czasie razem z proboszczem o. Michałem Płoszczycą SVD z Polski oraz lokalnym neoprezbiterem z dziecezji odwiedziłem wiele kaplic i wspólnot na terenie naszej parafii. Popłynęliśmy także łodzią na kilka okolicznych wysp, na których również są katolickie wspólnoty. To było dla mnie pierwsze doświadczenie prawdziwego misjonarskiego życia w trudnych warunkach.

Na początku nie było mi łatwo. Czasami czułem się jakbym znalazł się w zupełnie innym świecie: inni ludzie, inne domy i obejścia, inne gospodarstwa, obcy język i absolutnie inna kultura. Później do tego dołączyły różne perturbacje ze zwykłym funkcjonowaniem: ogromny upał, do którego nie byłem przyzwyczajony, tropikalne dawki słońca, prąd z generatora, który mieliśmy tylko trzy godziny dziennie, braki w zaopatrzeniu w wodę. Ale czas, cierpliwość, pomoc i rady współbraci oraz pierwsze znajomości z lokalną ludnością, pomogły mi zauważyć ogromne dobro mnie tu otaczające. Sympatia, z którą się tutaj spotkałem, poprowadziła mnie przez te najtrudniejsze momenty. Teraz już inaczej patrzę na przeróżne wyzwania i drobne niedogodności.

W połowie października [2017 roku - przyp. red.] przeniosłem się w góry. Mieszkam teraz w Dirima. To mała miejscowości w prowincji Czimbu. Dla mnie to szczególny rok praktyki duszpasterskiej i możliwość rozpoznania powołania do życia misyjnego poza miastem. Pomagam przy parafii pw. św. Anny, gdzie proboszczem jest o. Piter Kim SVD z Korei Północnej. Od kilku lat nasi współbracia mają tutaj pod opieką nie tylko ten kościół z pięcioma okolicznymi kaplicami, ale również dwie sąsiednie parafie wraz z kilkunastoma kaplicami w terenie.

Pracy nam nie brakuje. Szczególnie, że w ostatnim czasie proboszcz został sam na tej parafii. Sytuację poprawia tylko fakt, że w PNG jest wielu katechistów i liderów wspólnot. To na nich spoczywa duża odpowiedzialność i ogrom zadań. Prowadzą nabożeństwa biblijne, rozdają komunię świętą we wspólnotach w czasie nieobecności kapłana.

W przyszłym roku szkolnym, który tutaj rozpoczyna się w lutym, prawdopodobnie będę nauczał religii w kilku sąsiednich szkołach, należących do Katolickiej Agencji Edukacyjnej.

Obecnie trochę zajmuję się ministrantami, których przy głównym kościele mamy ponad czterdziestu, czasem pomagam w przedszkolu, które działa również przy naszej parafii, pracuję w zakrystii. Poza tym mam wiele okazji do rozmów z parafianami i dziećmi z sąsiednich szkół. W wolnym czasie poznaję okoliczne tereny, które zachwycają mnie swym pięknem. Tutaj poznaję prawdziwy smak i piękno życia misyjnego.

Za: Komunikaty SVD (grudzień 2017)

0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1