W dniu, gdy świętujemy VI Niedzielę Zwykłą, wspominamy Matkę Bożą z Lourdes, obchodzimy Światowy Dzień Chorego, gdy radujemy się 100-leciem urodzin naszego umiłowanego o. Mariana Żelazka, w obecności biskupa reprezentującego episkopat Polski, wicegenerała Zgromadzenia Słowa Bożego, prowincjałów polskich i indyjskich werbistów – niniejszym ogłaszamy, że aby czcigodny o. Marian Żelazek, święty człowiek Boga, mógł być wyniesiony przez Kościół na ołtarze, uroczyście rozpoczynamy jego proces beatyfikacyjny. Po tych słowach arcybiskupa Johna Barwa SVD kościół parafialny w Puri wypełnił się gromkimi brawami. Odniosłem wrażenie, że były one nie tylko wyrazem uznania dla decyzji miejscowego pasterza, ale przede wszystkim manifestacją miłości do ojca Mariana. Miłości, która była odpowiedzią na jego miłość.

Przez tydzień w 11-osobowej grupie z Polski dotykaliśmy śladów, które pozostawił po sobie nasz wielki współbrat. Zamieszkaliśmy w domu, którego stworzenie, było ostatnim marzeniem ojca Mariana – Centrum Duchowości Ishopanthi Ashram. Ludzie Zachodu, którzy przyjeżdżają do Indii w poszukiwaniu duchowości, często stają się jeszcze bardziej pogubieni. Tutaj mają szansę odnaleźć głębię, sens i nadzieję, które daje chrześcijaństwo. My znaleźliśmy tu gościnność miejscowych współbraci i okazję do długich wieczornych rozmów w polskim gronie.

Nieopodal znajduje się miejsce, gdzie ojciec Marian mieszkał. Spory ogrodzony teren, porośnięty wysokimi palmami i kwitnącymi krzewami, ze stawem pośrodku. Przy wejściu stoi niewielka kapliczka, w której codziennie rano ojciec Marian odprawiał Mszę świętą. I my tak robiliśmy. W budynku po przeciwnej stronie było mieszkanie ojca Mariana, teraz zamienione na muzeum. Jego otwarcia dokonał wicegenerał o. Robert Kisala SVD. W odnowionych pomieszczeniach stoi oryginalne łóżko ojca Żelazka, biurko z polską flagą. W gablotach umieszczono dokumenty, rzeczy osobiste i nagrody. Na ścianach wiszą zdjęcia, które opowiadają historię życia ojca trędowatych.

            

            

         

Najważniejszym miejscem jest jednak grób ze szczątkami ojca Mariana. Rozmawiałem ze współbratem, który przewoził ciało ojca Żelazka z Puri na werbistowski cmentarz przy domu prowincjalnym w Jharsugudzie. 10 lat później, ten sam współbrat, przywiózł kości prawej stopy ojca Mariana z powrotem do Puri. Do tego faktu nawiązał biskup Jerzy Mazur SVD. W trakcie modlitwy poświęcenia odnowionego miejsca pochówku zacytował fragment List do Rzymian: „O jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę”. W szczycie grobu ustawiono figurę ojca Żelazka, który z czułością pochyla się nad trędowatą staruszką. Trudno o lepsze podsumowanie jego misji i określenie tego, czym jest owa „dobra nowina”.

W trakcie obchodów 100-lecia urodzin ojca Żelazka w założonej przez niego szkole Beatrix miało miejsce wiele wydarzeń. Najbardziej poruszyły mnie dwa. Trędowaty mężczyzna opowiadał jak pewnego dnia do jego domu przyszedł ojciec Marian. Zaczął go bezinteresownie leczyć, a jego dzieci posłał do szkoły. Dzieci dziś są już dorosłe i dobrze się im powodzi, a on sam jest szczęśliwy. I dodał, że jest żywym przykładem tego, co robił ojciec Marian, bo święci są po to, by zmieniać życie ludzi. Następnie na scenę poproszono emerytowaną nauczycielkę, jedną z pierwszych w szkole Beatrix. Ojciec Żelazek zatrudnił ją, mimo że była trędowata. To też zmieniło jej życie. Swoje wystąpienie zakończyła słowami: „Ojcze Marianie, byłbyś tu z nami, gdyby niebo nie było tak daleko”.

Wizyta w kolonii trędowatych na każdym z nas zrobiła wielkie wrażenie. O. Baptista, przełożony wspólnoty w Puri, szczegółowo opowiadał o każdym miejscu i przedstawiał nas mieszkańcom. Powoli i w zadumie przeszliśmy ostatnią drogę ojca Mariana. Prowadziła ona od miejsca jego spotkania z trędowatymi w czasie hinduistycznego święta do miejsca, gdzie upadł i zmarł. To miejsce upamiętnia teraz tablica z płaskorzeźbą ojca Mariana, którą uroczyście odsłonił jego bratanek, Wojciech Żelazek. Na tablicy umieszczono napis w języku Orija, który brzmi: „Do końca ich umiłował”. I chodź w oryginale te słowa odnoszą się do Chrystusa, to nie są przesadą w stosunku do ojca Żelazka.

Wracaliśmy z Indii jacyś wyciszeni. Nie wynikało to ze zmęczenia czy natłoku wrażeń. Powodem była raczej świadomość uczestniczenia w historycznym wydarzeniu i zanurzenia w świecie, w którym żył „święty człowiek Boga”.

Andrzej Danilewicz SVD
Za: Komunikaty SVD

0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1