10 stycznia: choroba, która trawi młode państwo

Docierają do nas nowe informacje dotyczące sytuacji w Bentiu. Miasto to położone w stanie Unity jest zajmowane to przez wojska rządowe, to przez rebeliantów. Wielkie grupy ludzi uciekają z tego północnego stanu Sudanu Płd.

Stan Unity graniczy z Sudanem, dawnym swoim wrogiem z czasów wojny domowej, trwającej z przerwami od 1955 roku do czasu uzyskania autonomii w 2007 roku. Niestety młode państwo Sudanu Płd, które powstało 9 lipca 2011 roku i spodziewało się największego zagrożenia od swojego sąsiada z północy, od połowy grudnia 2013 roku jest trapione wewnętrznymi problemami. Rywalizacja miedzy politykami, a w szczególności prezydentem Salva Kiir i jego oponentem Riek Macharem doprowadziła kraj do wojny domowej.

Rząd próbuje uspakajać ludzi i mówi tylko o kryzysie. W rzeczywistości w wyniku tzw. „kryzysu” zginęło jak dotychczas tysiące ludzi. W Dżubie, stolicy kraju, nikt faktycznie nie podał oficjalnej liczby ofiar, gdyż policzono tylko cywilów (ok. 600 osób). Nie podano liczby żołnierzy i tych, którzy w wyniku odniesionych ran zmarli w szpitalu. Cześć ofiar nie została zidentyfikowana, a ich ciała zostały wrzucone do Nilu.

W ciągu miesiąca wojna ze stolicy kraju, Dżuby i stołecznego stanu Central Equatoria rozlała się na stany Jonglei (Bor), Upper Nile (Malakal) i Unity (Bentiu). Mówi się o tysiącach zabitych, ale nie ma oficjalnych informacji. Ludzie paniczne uciekają z Unity state i próbują się dostać przez Central i Eastern Equtoria do Etiopii, Kenii lub Ugandy. Tam jednak już nie chcą przyjmować uchodźców.


Chrzest dzieci w parafii Lainya


Vitos, trędowaty z Lainya

W obozach dla uchodźców kontrolowanych przez ONZ znajduje się ok.70.000 osób na terenie Sudanu Płd. i ponad 30.000 poza jego granicami. Rząd zapewnia, że armia kontroluje sytuację, jednakże w Bentiu i Bor sytuacja często się zmienia i nie wiadomo, kto tak naprawdę kontroluje te regiony. Miasta te zostały bardzo zniszczone, cześć domów spalonych, a ludzie nie mają do czego wracać. Mieszkańcy uciekając i próbując ratować życie zostawili wszystko za sobą,. Najgorsze jest to, że wewnętrzny konflikt rozpoczęty w Dżubie, jak potężna choroba objął kolejne miasta i stany.

W dzisiejszej Ewangelii (Łk 5,12-16) Jezus spotyka trędowatego, który jest świadomy swojej choroby, lecz także mocy uzdrowienia w Jezusie. Trędowaty, którego nie znamy imienia wyraża przekonanie, że jeśli Jezus będzie chciał, zostanie oczyszczony. Czy my mamy takie przekonanie, czy chcemy być oczyszczeni?

W naszym ogródku pracuje Vitos, rodowity Sudańczyk. Vitos jest sumienny i pracowity, chociaż czasem jego organizm potrzebuje więcej wypoczynku. Trafił do nas od Siostr Słuebnic Ducha Świętego(SSpS), które prowadzą w Yei klinikę, a której cześć stanowi leprozorium. W nim to chorzy na trąd powracają do zdrowia.

We wczesnym etapie trądu można go wyleczyć. Vitos właśnie należny do tych, którzy zostali uleczeni. Trąd to jednak choroba, która stawia na marginesie i odłącza od wspólnoty. Często musimy głośno krzyczeć aby zostali usłyszani. W większości przypadków ludzie omijali trędowatego, przekonani o jego nieczystości i karze za popełnione czyny. Na szczęście mamy przykład Hioba, który został trędowatym nie z powodu swoich czynów. Miał jednak nadzieję, że sytuacja zmieni się, gdy przybędą jego przyjaciele. Jednak i oni go nie rozumieli. Pozostaje mu więc ratunek w Bogu.

Na szczęście Bóg przysyła nam ludzi, którzy troszczą się o innych. Pamiętam, gdy byłem na Madagaskarze, miałem możliwość bycia na grobie błogosławionego o. Jana Beyzyma, który jako jeden z pierwszych dojrzał Jezusa wśród trędowatych na „czerwonej wyspie”. W Fiaranatsoa można jeszcze zobaczyć miejsce, w którym znajduje się leprozorium i poczuć ducha oddania, jakim przepelniony był o. Jan.

Podobnym człowiekiem był o. Marian Żelazek, werbista, który posługiwał wśród trędowatych w Indiach. Widział on w chorych bardziej brata i siostrę, którego z szacunkiem traktował. Dzięki pracy jako rikszarze lub krawcowe trędowaci przestawali być bezimiennymi chorymi. Czuli się potrzebni dzięki wykonywanej przez siebie pracy. Przykład o. Mariana, jego autentyczność i skromność pociągała wielu. Głównie dzięki niemu jestem dzisiaj werbistą i jestem tu, w Sudanie Płd.

Wracając do Vitosa, uleczenie z trądu jest widoczne, jednakże bardziej widoczny jest jego powrót do wspólnoty. Jego ciężka praca jest zauważana i ma on poczucie, że jest potrzebnym, że jest pełnoprawnym członkiem wspólnoty. Codziennie rano przed pracą Vitos pojawia się w kościele na eucharystii. Jednoczy się z innymi, jest częścią naszej młodej wspólnoty, naszego kościoła.

W uleczeniu trądu chodzi o coś więcej niż widoczną chorobę. Pamiętam ostatni epizod z „Potopu”, gdy Andrzej Kmicic powraca półżywy do domu, a następnie prawie cudem uzdrowiony przez wstawiennictwo kochającej go osoby, pojawia się w kościele. Na niedzielnej mszy św. czytana jest właśnie ewangelia o trędowatym. Większość traktuje Andrzeja jako zdrajcę i zabijakę, aż do momentu gdy odczytane zostają w kościele jego zasługi dla ojczyzny, króla i Jasnej Goty. Nagle Andrzej zostaje oczyszczony jak trędowaty z dzisiejszej ewangelii. Czy to nie cudowne?

Pewnie nie przechodziliśmy w swoim życiu trądu. Ale inne choroby już pewnie tak. Może miałeś długotrwałą gorączkę, uczulenie lub kaszel, który wydawał się nie kończyć. Jakie jest cudowne uwolnienie, gdy gorączka, uczulenie czy kaszel się kończą. Może w pierwszej chwili jest obawa, że powróci, ale potem pojawia się Wielka Radość.

W takiej gorączce jest Sudan Płd. Jest ona szczególnie widoczna od 15 grudnia 2013 roku. Ta gorączka trwa nadal i jest mocno widoczna. Niszczy młode państwo, jak trąd niszczy cały organizm. My też w Polsce mieliśmy swój grudzień w 1981 roku.

W dzisiejszym Liście św. Jana (1 Jn 5,5-13) czytamy, że o Jezusie świadczą duch, woda i krew. Właśnie parę dni temu do Ugandy przybył obraz Jezusa Miłosiernego, z którego przebitego serca wypływa krew i woda ... i płynie też światło Miłości. Ze względu na podziały w Sudanie Płd, na społeczny grzech uważania się za lepszych, mądrzejszych, bardziej godnych władzy obraz nie mógł dotrzeć do Lainya, do naszej parafii św. Rodziny. Mam nadzieję, że ten obraz wkrótce dotrze do nas, a jego wizerunek pomoże zatopić się w miłości Jezusa, Jego Miłosierdziu. Tak, by jego promienie przechodzące przez poszczególnych ludzi, otwarły drogę pojednania.

Naprawdę leczenie trądu to powrót do wspólnoty. Światowy Dzień Chorych na Trąd przypada 26 stycznia, ale właściwie codziennie możemy prosić o uwolnienie z trądu obojętności, nienawiści, braku szacunku dla drugiego człowieka. Sami sobie nie poradzimy, ale jest Jezus, który nas uwalnia, również w sakramencie pojednania. Jezus może Cię, może nas, uwolnić z trądu. Jeśli tylko chcesz. Bo On chce. Zaufaj Mu dzisiaj. Jezu, ufam Tobie!

o. Andrzej Dzida, SVD
Lainya, 10 stycznia 2014