W cieniu krzyża na Madagaskarze

W niektórych listach od naszych Dobrodziejów otrzymuję pytanie: „Ojcze, jakie są tradycje na Madagaskarze związane z Wielkanocą czy innymi świętami?”. Niekiedy bez wahania daję szybką odpowiedź: „To ja jestem tradycją!”. Być może taka odpowiedź jest niezrozumiała, dlatego spieszę z wyjaśnieniem, w jaki sposób misjonarz jest źródłem tradycji – zwyczajów i celebracji chrześcijańskich w kontekście pierwszej ewangelizacji.

Pracę na misjach na Madagaskarze w 90% stanowi pierwsza ewangelizacja. Nasza misyjna pasja przejawia się często w zakładaniu nowych wspólnot, w których będzie czczony Jezus Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały oraz będzie wzywane Jego imię. Pytanie o tradycje związane ze świętowaniem Wielkanocy czy innymi tajemnicami wiary, może odnosić się jedynie do Kościołów i misji, gdzie wiara chrześcijańska jest już bardziej utrwalona, jak np. na kontynencie Ameryki Południowej.

 

Tekst autorstwa o. Zdzisława Grada SVD oraz fotografie pochodzą z numeru 4/2012 miesięcznika MISJONARZ

W fazie pierwszej ewangelizacji

Madagaskar wciąż pozostaje w większości w fazie pierwszej ewangelizacji. Jednak są też diecezje, o których można powiedzieć, że istnieje w nich Kościół lokalny, a pewne tradycje chrześcijańskie nabrały kolorytu malgaskiego czy przeszły etap inkulturacji. Pracując w regionie Pangalany, w diecezji Mananjary na południowo-wschodnim wybrzeżu Czerwonej Wyspy, pośród plemion Antambahoaka, Betsimisaraka i Antemoro, miałem za zadanie zakładanie nowych wspólnot wierzących, a co za tym idzie nauczanie tradycji chrześcijańskich i modlitwy, począwszy od kreślenia znaku krzyża.

Moim ogromnym pragnieniem w dystrykcie Pangalana było stawianie chrześcijańskich znaków wiary – krzyży czy grot Matki Bożej. Sam potrzebowałem tych znaków, a tym bardziej młodzi chrześcijanie, tylko co zrodzeni przez wodę i Ducha Świętego. W krótkim czasie liczba nowych wspólnot doszła do kilkudziesięciu, więc głowiłem się, w jaki sposób umożliwić większej liczbie osób przeżycie Triduum Paschalnego.

Szczególnie w okresie Wielkiego Tygodnia jako misjonarze mobilizujemy wszystkie nasze siły, aby dotrzeć do jak największej liczby wiosek. Mamy do czynienia ze swoistym misjonarskim tournée, czyli wizytą misjonarza w wioskach.

Takie odwiedzanie wiosek w naszym regionie to podstawowa forma ewangelizacji i animacji. Trzeba wówczas pieczołowicie przygotować się, zabierając bagaż na plecy czy do motorówki i udać się w drogę do buszu na blisko dwa tygodnie na tydzień przed Niedzielą Palmową. W ten sposób w jednej wiosce mogłem celebrować Wielki Czwartek, w innej Wielki Piątek czy Wielką Sobotę, a w jeszcze innej Niedzielę Zmartwychwstania.

Ludzie cieszyli się z tych naszych wizyt, bez względu na dzień. Często kilka razy powtarzałem procesję z palmami, aby podkreślić wyjątkowość tego czasu i aby malgascy chrześc ijanie powoli wchodzili w ducha pasyjnego naszej wiary.

 

Misjonarz – na styku dwóch kultur

 

Niekiedy zauważałem, że za szybko chciałem przeskoczyć etap dojrzewania w wierze. I tak w jednej z wiosek, która była na początku drogi wiary, ambitnie „szarpnąłem się” na celebrację Wielkiego Piątku w wielkim stylu, a ludziska niewiele zrozumieli z tej uroczystości. Potrzeba czasu.

 

Klasyczne tournée w czasie Wielkiego Tygodnia umęczyło nas bardzo. Każdy z nas, Polaków, którzy dali swoją cząstkę w ewangelizowanie Pangalany – o. Czesław Sadecki SVD, o. Paweł Gałła SVD czy o. Krzysztof Kołodyński SVD, miał podobne doświadczenia i wyzwania. Szukaliśmy nowych form wyrażania religijności albo w te uniwersalne próbowaliśmy tchnąć ducha malgaskiego.

 

Było to – i nadal jest – wspólne kroczenie misjonarza i rodzącej się wspólnoty, przy obopólnym przenikaniu się dwóch wrażliwości duchowych. Misjonarz staje przed wyzwaniem, aby być osobą na styku dwóch kultur i duchowości.

 

Z jednej strony, musi uważać, aby nie zostać „religijnym kolonizatorem”, lecz pozwolić lokalnej duchowości na dojrzewanie. Z drugiej, mając doświadczenie Kościoła o starszej tradycji, ma szansę na ubogacenie i prostowanie niektórych tendencji.

 

Aby przyspieszyć proces poznawania i przeżywania tajemnic Triduum Paschalnego, zdecydowałem o utworzeniu tzw. pielgrzymki pasyjnej w Pangalanie. Wiedziony intuicją, najpierw zacząłem stawiać krzyże wokół jeziora Rangazavaka, słynącego z przypisywanej mu magicznej siły i z wielu przesądów z nim związanych. W wioskach Vohitrandrina, Anilavinany i Tanandava krzyże te zniszczył jednym podmuchem cyklon w 1996 r. Jednak nie dałem za wygraną. Postawiłem kolejny krzyż przy współpracy z o. Sadeckim i ten stoi do dziś. Jest zarazem miejscem, do którego udaje się co roku pasyjna pielgrzymka.

To właśnie pielgrzymka w Tanandava stanowi rodzaj „katechezy w obrazach” na temat Triduum Paschalnego i ducha pasyjnego. Pragnąłem w ten sposób przygotować cały dystrykt, a więc wszystkie wioski, do pełnego przeżycia Triduum. Tak też zrodziła się tradycja wspólnego przeżywania Triduum. Ludzie schodzili się na trzy dni, przynosząc ze sobą sprzęt do gotowania, zapasy żywności, a nawet chrust.

 

Droga krzyżowa z Najświętszym Sakramentem

Wielkim przeżyciem w Tanandava była Droga krzyżowa z Najświętszym Sakramentem. Było to niebywałe wydarzenie, bowiem z czasem zaczęło w niej uczestniczyć ponad 3 tys. osób. Przy każdej stacji reprezentanci poszczególnych Fiadidiana (odpowiednik polskich dekanatów) zanosili modlitwy w intencji zebranych i całego Kościoła powszechnego.

Ludzie uczyli się modlić i rozważać treści poszczególnych stacji. Początkowo te ich refleksje były bardzo proste, jednak nie licz yła się inteligencja, lecz serce i dobra wola. Sami mieli przygotować refleksje do kolejnych stacji; owszem, podpowiadałem, ale chciałem, aby samodzielnie stawiali kroki, jak dziecko uczące się chodzić.

Dla podkreślenia ducha ofiarności i wynagrodzenia, jaki ma towarzyszyć naszej solidarności z Jezusem cierpiącym i ukrzyżowanym, odległość 200 m do stacji XII pokonywaliśmy na kolanach, po gorącym piasku południa. Nie brakowało pęcherzy i małych zranień, ale to lekcja o tym, że zbawienie ma swoją cenę, a grzech konsekwencje.

Oczywiście, na czele procesji również misjonarz w ornacie posuwał się na kolanach, dając przykład umartwienia. W ten sposób uczyliśmy się Chrystusa ukrzyżowanego.

 

Przykłady inkulturacji

Wieczorem miała miejsce adoracja krzyża, która była kolejną nowością dla wielu, a zarazem okazją do wyrażenia swojej wiary na zewnątrz. Oprócz tradycyjnej formy ucałowania krzyża,można było przejść pod krzyżem. To już klasyczny przykład tradycji malgaskiej, jeden z pierwszych przykładów inkulturacji na sposób mieszkańców Czerwonej Wyspy.

 

Kiedy w początkach mojej pracy chciałem zorganizować czuwanie przy grobie Jezusa, ówczesny biskup diecezji Mananjary nie zgadzał się, tłumacząc, że ważniejsze dla Malgaszów jest świętowanie zwycięstwa Chrystusa niż ciągłe nawiązywanie do śmierci. Zatem za moich czasów pomysł ten nie przeszedł, ale kolejni proboszczowie Pangalany, o. Gałła i o. Kołodyński, śmiało wprowadzili ten zwyczaj, aranżując grób Jezusa i czuwanie przy nim.

 

Muszę przyznać, że ta forma przyniosła efekty. Ludzi jeszcze bardziej fascynowała i przyciągała atmosfera religijna. Organizując Drogę krzyżową w innych wioskach, ojcowie ci sami też dźwigali krzyż , co robiło niemałe wrażenie na uczestniczących, jak i poganach przypatrujących się chrześcijańskim celebracjom.

Natomiast ja w swojej pracy nawiązywałem do znanej i praktykowanej formy wspólnego dźwigania krzyża przez kolejne grupy – dzieci, młodzież, dorosłych, kobiety i poszczególne grupy pastoralne. Na koniec wkopywało się krzyż obok kaplicy na wiecznych rzeczy pamiątkę... i wspomnienie.

 

Znaki święte ewangelizują Młody Kościół Malgaski

Wszystkie te wysiłki misyjno-pastoralne miały za cel wprowadzanie wiernych w pobożność pasyjną, stawanie w cieniu krzyża, czyli kontemplację krzyża z umęczonym Zbawicielem. Kiedy zajrzymy do malgaskiego śpiewnika pieśni religijnych, zwykle znajdziemy w nim pieśni inspirowane treściami biblijnymi i nawiązujące do tajemnicy Zmartwychwstania i zwycięstwa Chrystusa. Pieśni typowo pasyjne można policzyć na palcach jednej ręki. Świadczy to o tym, że mamy do czynienia z młodym Kościołem, który jest w drodze do duchowej dojrzałości. Można powtórzyć za św. Pawłem: "Mleko wam dałem, a nie pokarm stały" (1 Kor 3,2).


O. Zdzisław Grad SVD

Młody Kościół malgaski jest bardziej zauroczony świętowaniem Chrystusa zwycięskiego niż upokorzonego i cierpiącego. Można powiedzieć, że bardziej przemawia do Malgaszów Chrystus zmartwychwstały, który obiecuje uwolnienie, radość nowego życia i zwycięstwo nad światem. Wiąże się to z ich naturalną mentalnością, gdzie aspekt świętowania w radości jest bardzo wymowny.

Dzięki naszej misyjnej pracy dochodzi do wzajemnej wymiany charyzmatów dwóch Kościołów: tradycyjnego, reprezentowanego przez stary kontynent i tego nowego, dopiero co zrodzonego powiewem Ducha Świętego. Malgascy wierni uczą nas radosnego i spontanicznego wyrażania wiary śpiewem i tańcem, bardziej sercem niż rozumem.

 

Kristy Velona!

W Tanandava w ostatnim dniu pasyjnej pielgrzymki ma miejsce uroczysta procesja z obrazem Jezusa zmartwychwstałego – miłosiernego. Obraz o wysokości blisko dwóch metrów jest uroczyście niesiony wokół wioski, z przystankami przy czterech stacjach z Najświętszym Sakramentem. Zmartwychwstały Chrystus obwieszcza Swoje panowanie i błogosławi.

Kristy Velona! - Jezus żyje! - to jedna z ważniejszych i najbardziej popularnych pieśni skomponowanych przez biskupa diecezji Mananjary. Pieśń ta porywa serca wiernych, umacnia wiarę i wyraża nadzieję, że mroki magii i czarów są już poza nimi. Nowe życie w Chrystusie jest zaproszeniem na dziś i na wieczność.

Ale to nie koniec świętowania pomalgasku. W duchu Ostatniej Wieczerzy jest zorganizowany wspólny posiłek dla kilku tysięcy osób. Przesłanie tego jest jasne - wyraża jedność serc i jedność wiary, wielka rodzina Chrystusa uobecnia radość zbawionych. Wieczorem ma miejsce tzw. kilalao, czyli występ grup śpiewaczych prawie z każdej wioski. Piosenki o treści zaczerpniętej z Ewangelii układa młodzież, każdego roku na inny temat . W ten sposób młodzież i dzieci mają swoje „pięć minut”, aby wyrazić radość kroczenia za Jezusem i życia z Nim.

Echo tych pieśni niesie się daleko, ze wzgórza Tanandava przez jezioro Rangazavaka do Oceanu Indyjskiego – aż po krańce ziemi...

Zdzisław Grad SVD

 

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault