neoprezbiterzy top

 

Urodziłem się 12 sierpnia 1989 r., jako trzecie dziecko z trójki rodzeństwa, z małżeństwa Baltasara Boli Kelen (ojciec) i Yasinthy Titi Hurint (mama) w wiosce Eputobi położonej we wschodniej części wyspy Flores (Indonezja). Przez 12 lat mieszkałem z rodzicami w tej wsi i tu ukończyłem edukację w szkole podstawowej. Kiedy kontynuowałem naukę w gimnazjum, musiałem opuścić rodziców i zamieszkać w pobliskiej wiosce, oddalonej o ok. 7 km. Tam mieszkałem w internacie parafialnym. Wtedy zacząłem odczuwać Boże powołanie w moim sercu. Nie byłem jednak pewien, czy jest to powołanie od Boga, więc po ukończeniu nauki w gimnazjum kontynuowałem ją w liceum państwowym (SMANI) w mieście Larantuka, gdzie mieszkałem u kuzyna mojego ojca. Powołanie od Boga stało się silniejsze i odważyłem się powiedzieć o tym rodzicom: „Czuję się powołany na kapłana i chcę wstąpić do seminarium”. Taka decyzja miała duży wpływ na moją rodzinę: koszt edukacji w seminarium był bardzo wysoki, a budżet rodzinny słaby; poza tym, jako jedyny syn powinienem, zgodnie z naszą tradycją, pozostać w domu i dbać o rodziców i zwyczaje. Jednak zdecydowałem się porzucić to i iść za Bogiem. Do Boga powiedziałem: „Jeśli to jest powołanie od Ciebie, proszę, pomóż mojej rodzinie, aby mogła opłacić moje kształcenie w seminarium i zachowaj ją w Twojej miłości”. Bóg wysłuchał i odpowiedział na moje modlitwy – ukończyłem naukę w niższym seminarium Sinar Buana, Weetabula na wyspie Sumba (4 lata). Kiedy byłem w tym seminarium w klasie III, miałem do wyboru dwie możliwości: zostać kandydatem na kapłana diecezjalnego lub w Zgromadzeniu Słowa Bożego. Poprzez modlitwę, refleksję i rozmowy z ojcem duchownym postanowiłem ubiegać się o przyjęcie do wspólnoty misjonarzy. Napisałem podanie do Prowincji Timor, które zostało przyjęte.

Moją formację zakonno-misyjną zacząłem w tym zgromadzeniu 22 sierpnia 2009 r. w Nenuk – Atambua na wyspie Timor jako nowicjusz. 15 sierpnia 2011 r. złożyłem pierwsze śluby zakonne i rozpocząłem studia filozoficzno-teologiczne w Misyjnym Seminarium Duchownym w Ledalero na wyspie Flores. W roku 2015 ukończyłem pierwszy, czteroletni etap studiów. Pod koniec roku akademickiego rektor zaprosił mnie na spotkanie i powiedział: „Fransiskus, decyzją rady prowincjalnej i w odpowiedzi na zaproszenie z Polskiej Prowincji chcemy wysyła

ciebie i Yuliusa do Polski, abyście kontynuowali tam formację kapłańską. Czy przyjmiesz to?”. Nie było mi łatwo, ale odpowiedziałem: „Jeżeli to jest plan Boga, to z czasem go sercem zaakceptuję”. Od tego czasu myślałem tylko o Polsce: jaki tam język?, czy jest bezpiecznie?, jaka kuchnia?, jaki klimat? itp. Po prostu Polska nie jest znana w Indonezji, dlatego starałem się wszystkiego dowiedzieć.

2 października 2015 r. wyleciałem z Maumere (Flores) do Dżakarty (Jawa), gdzie miałem kilkudniową przerwę i 7 października wyleciałem przez Singapur i Amsterdam do Warszawy. Była to długa podróż, ale nie czułem się sam, bo Pan Bóg zawsze jest ze mną. Pamiętam, jak 8 października wieczorem przylecieliśmy z Yuliusem do Warszawy.

Pierwszy dzień był dla nas wyjątkowo smutny, bo od razu rozdzielono mnie z Yuliusem – ja zostałem zawieziony do Lublina, a Yulius do Chludowa. Trudno zostać samemu w obcym kraju, bez żadnej znajomości języka. Ze współbratem z Indonezji byłoby mi łatwiej, ale przełożeni postanowili inaczej. Poza tym była jesień, niska temperatura (5-15 stopni), dla mnie bardzo zimno. W jadalni nie było ryżu, lecz chleb i ziemniaki, które mi nie smakowały. Gdy poszedłem na Mszę św., rozumiałem tylko jedno słowo: „Amen”, reszta wydawała mi się odgłosem silnego wiatru (ś, ć, si, ci, ż, ź). Jest prawdą, że język polski jest jednym z najtrudniejszych do nauki – od alfabetu po gramatykę. Przez pierwsze trzy miesiące rozumiałem tylko takie zwroty, jak „dzień dobry”, „dobry wieczór”, „dobranoc”, „smacznego”, „co słychać” i „do widzenia”. Dzięki nauczycielkom z czasem pojmowałem coraz więcej. Podstawowy, bardzo intensywny kurs języka polskiego trwał o wiele za krótko, tylko siedem miesięcy – do maja 2016 r.

Po kursie języka na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim zostałem przywieziony do Misyjnego Seminarium Księży Werbistów w Pieniężnie, by po krótkich wakacjach od razu zacząć studia teologiczne. Znów spotkała mnie trudna sytuacja, bo jeszcze nie nauczyłem się polskiej gramatyki, ledwo znałem podstawy języka, a musiałem studiować w tym języku teologię. Język teologiczny jest trudny, nawet świeccy Polacy nie wszystko rozumieją, a co dopiero obcokrajowcy po krótkim kursie języka. Na początku studiów w Pieniężnie chciałem wracać do Indonezji, ale z drugiej strony próbowałem polubić Polskę i język polski, ponieważ wierzyłem, że jeśli mój pobyt tutaj to Boża wola, to Pan pomoże mi przetrwać każdą sytuację.

Dzięki Bogu, wszystko idzie dobrze na drodze mojego powołania. We wszystkich sytuacjach Bóg zawsze kieruje moim życiem, więc 8 września 2019 r. złożyłem śluby w zgromadzeniu i zostałem przeznaczony do pracy misyjnej w Polsce. 5 października 2019 r. w Kleosinie otrzymałem święcenia diakonatu z rąk bp. Henryka Ciereszki. Według mnie, bycie diakonem oznacza służenie innym i jako diakon odbyłem praktykę duszpasterską w Nysie.

10 maja 2020 r. w Pieniężnie przez ręce bp. Wojciecha Skibickiego otrzymam łaskę święceń kapłańskich. Wierzę, że Pan Bóg zawsze jest ze mną, jak napisane jest w Księdze Psalmów: Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.

Fransiskus Dalu Kelen SVD

neoptezbiterzy folderek2020 str a