Paweł Wodzień SVD
Kraj przeznaczenia misyjnego: MEKSYK 

Przyszedłem na świat w upalny piątek 25 sierpnia 1989 roku w Dębicy, galicyjskim miasteczku położonym w dolinie rzeki Wisłoki, słynącym na całą Polskę z produkcji opon. Dzieciństwo zaś i młodość spędziłem w Niedźwiadzie, malowniczej wiosce położonej na progu Pogórza Strzyżowskiego rozpoczynającego pasmo wzniesień, wznoszące się coraz wyżej na południe i przekształcające się w pasmo dzikich Bieszczad oraz Beskidu Niskiego.

Urodziłem się jako szóste dziecko w mojej rodzinie, a po mnie przyszły na świat jeszcze dwie młodsze siostry. Razem jest więc nas ośmioro: Marta, Tomasz, Piotr, Katarzyna, Elżbieta, ja, Paulina i Karolina. Nasi rodzice, Józefa i Bronisław, musieli dokładać wielu starań i dokonywać nadludzkich poświęceń, aby nas wykarmić i wychować, za co winien jestem im dozgonną wdzięczność.

Wychowywałem się od początku w religijnej atmosferze przesyconej ciężką całoroczną pracą na małym gospodarstwie rolnym, które pomagało w utrzymaniu tak dużej gromadki dzieci. Te warunki zaszczepiły we mnie cześć i umiłowanie dla ziemi jako matki i żywicielki oraz konieczność pracy i poświęcenia dla utrzymania siebie i innych.

Lubię wspominać pracę w skwarze słonecznym przy sianokosach, żniwa i omłot zbóż, poranne grzybobrania, wypasanie krów, prace przy wycince drzew, jesienne wykopki, siewy, zrywanie jabłek i gromadzenie zapasów na zimę. We wszystkich tych czynnościach towarzyszyli mi rodzice, rodzeństwo, ciocie i wujkowie, kuzynostwo oraz sąsiedzi, dając przykład pracowitości i prostej pobożności, służąc dobrą radą, a kiedy trzeba było również upomnieniem.

Tak wyglądał mój mickiewiczowski Kraj lat dziecinnych… i na zawsze zachowam jego piękne wspomnienie w moim sercu, z wdzięcznością myśląc o tych wszystkich osobach, które towarzyszyły mi w trakcie mojego dorastania.

Edukację podstawową i gimnazjalną odbywałem w mojej rodzinnej wiosce, dojeżdżając do szkoły autobusem, a nieraz, gdy nie było takiej możliwości, przemierzając dystans ok. 3,5 km na piechotę razem z moimi klasowymi kolegami i koleżankami. Ich towarzystwo było wielkim wsparciem w edukacyjnych trudach, których nie szczędzili nam nasi nauczyciele, za co po czasie jestem im bardzo wdzięczny. Wkładali całe swe serca w ten niełatwy zawód ucząc nas informacji o szerokim świecie jednocześnie dbając o naszą miłość do rodzimej, podkarpackiej ziemi.

W 4 albo 5 klasie zapisałem się do grona ministrantów w moim parafialnym kościele p.w. Chrystusa Króla Wszechświata, co niewątpliwie przyczyniło się do wyboru drogi życiowej. Wielkie wrażenie wywierało na mnie patrzenie z wysokości prezbiterium na wiernych mojej parafii, tłumnie gromadzących się na niedzielnej Mszy Świętej i w ciągu tygodnia, składających swe spracowane ręce do ufnej modlitwy, proszących o dobrą pogodę na czas pracy na roli i polecających Bogu wszystkie swe sprawy. Przykład pasterskiej gorliwości i kapłańskiego poświęcenia dawali mi od początku duszpasterze mojej parafii: ks. prob. Józef Góra, ks. prob. Tadeusz Polak i towarzyszący im wikariusze, za co im serdecznie dziękuję.

Po ukończeniu gimnazjum kontynuowałem naukę w I Liceum Ogólnokształcącym im. Króla Władysława Jagiełły w Dębicy, kończąc ją egzaminem maturalnym z języka polskiego, angielskiego, matematyki, geografii i historii. Czas liceum był czasem dorastania i stawiania sobie poważnych pytań. Przede wszystkim zaś dotyczących wyboru dalszej drogi życiowej. Po rozmowie z ks. prob. Tadeuszem Polakiem, który spędził część swego kapłańskiego życia na misjach w Ekwadorze i Gwatemali, postanowiłem wstąpić do Zgromadzenia Słowa Bożego, czyli Misjonarzy Werbistów.

Tak zaczęła się moja przygoda z misyjnym powołaniem. 14 sierpnia 2008 roku wsiadłem do pociągu na dworcu w Dębicy i ruszyłem w nieznane. Udałem się do Nysy, gdzie dzień później, wraz z innymi kolegami, zacząłem formację poprzez 6-tygodniowy okres postulatu. Kontynuowałem ją w czasie rocznego nowicjatu w Chludowie, małej miejscowości leżącej pod Poznaniem, w domu nowicjackim p.w. św. Stanisława Kostki, malowniczo położonym w pięknym, zabytkowym parku.

Po złożeniu pierwszych ślubów zakonnych udałem się na daleką i tajemniczą dla mnie Warmię do Domu Misyjnego św. Wojciecha, gdzie mieści się werbistowskie Seminarium Duchowne. Region ten, bogaty w historię, od razu mnie zachwycił i pozytywnie wpływał na studiowanie, pracę i odpoczynek. W Seminarium pełniłem różne funkcje służące codziennej działalności tej instytucji – byłem odpowiedzialny za jadalnię, zakrystię i liturgię, administrację mediów społecznościowych i strony internetowej, obsługę fotograficzną i filmową ważnych wydarzeń oraz pracę w Biurze Mszy Świętych Wieczystych. Odbyłem również roczną praktykę w wypoczynkowym Domu Misyjnym Misjonarzy Werbistów w Zakopanem przy ulicy A. Struga, gdzie razem z o. Radosławem Gawrysiem SVD pracowałem przy gruntownym remoncie, nabywając umiejętności w kwestii wykończeń wnętrz, przyjmowania gości i prowadzenia korespondencji z dobrodziejami. Oczywiście zachęcam gorąco do skorzystania z usług tego Domu, ciesząc się bliskością górskich szlaków jak i zakopiańskiego centrum.

W pierwszą sobotę miesiąca, 4 lipca 2020 roku, otrzymałem przeznaczenie misyjne do Meksyku. Decyzją Rady Generalnej naszego Zgromadzenia zostałem skierowany do pracy w kraju, który chyba dla każdego jest synonimem egzotyki, fantazji i pewnej tajemniczości. Dlatego od razu poświęciłem tę sprawę opiece Matki Bożej, ufając w Jej matczyną miłość. W święto Jej narodzenia, 8 września 2020 roku, złożyłem na ręce o. Prowincjała Sylwestra Grabowskiego SVD swe śluby wieczyste, przyrzekając na zawsze żyć w czystości, ubóstwie i posłuszeństwie.

Kolejnym krokiem w misyjnej formacji było przyjęcie święceń diakonatu w parafialnym kościele w Pieniężnie z rąk ks. bpa Janusza Ostrowskiego z Olsztyna. Zwieńczenie zaś mojej formacyjnej drogi dokonało się 9 maja 2021 roku, gdy w naszym seminaryjnym kościele otrzymałem święcenia kapłańskie, których udzielił mi ks. bp Szymon Stułkowski z Poznania.

Kończąc moją historię pragnę jeszcze raz objąć wdzięcznością wszystkich ludzi, których spotkałem na drodze mojego życia. Wszyscy oni wiele mi dali i ciągle czuję ich modlitewne i materialne wsparcie. Dziękuję również naszym drogim dobrodziejom, dzięki którym mamy zapewnione utrzymanie i możemy się skupić na naszym misyjnym charyzmacie. Gdziekolwiek i kimkolwiek będę to w sercu zachowam dla Was wszystkich wdzięczność, zapewniając o mej modlitwie i o modlitwę pokornie prosząc.

neoprezbiterzy tablo1200px