O. Kazimierz Tomaszewicz SVD chciał spędzić Święta Bożego Narodzenia w Niebie, dlatego odszedł rankiem 24 grudnia 2015 r. po ciężkiej chorobie w szpitalu w Toruniu, w 75 roku życia, 55 roku ślubów zakonnych i 46 roku kapłaństwa.

Kazimierz urodził się 11 grudnia 1940 r. w Rabinówce – powiat Oszmiana, parafia Dubniczki, diecezja wileńska – z ojca Józefa i matki Marii z domu Grzybowska. Urodziło im się dwanaścioro dzieci, z których Kazimierz był ósmym. Troje zmarło w niemowlęctwie, a druga trójka w młodym wieku.

W 1946 r. po Wielkanocy rodzina Tomaszewiczów wraz z sąsiadami wyruszyła z Wileńszczyzny na tzw. Ziemie Odzyskane do Warmii. Znaleźli przystań we wsi Łozy w parafii Długobór w powiecie braniewskim. Z nadmiaru pracy matka zmarła przedwcześnie, osierocając gromadę dzieci. Do szkoły podstawowej Kazimierz chodził w Długoborze i Pakoszach. W tym okresie nawiązał pierwsze kontakty z werbistami, bo wymienione wioski sąsiadują z Pieniężnem, gdzie mieści się Misyjne Seminarium Duchowne Księży Werbistów, a werbiści sprawowali opiekę duszpasterską nad okolicznymi parafiami. Po ukończeniu liceum w Braniewie Kazimierz przez rok pracował w Urzędzie Powiatowym w tymże mieście. 7 września 1960 r. rozpoczął nowicjat w Pieniężnie. Tam również po ukończeniu studiów filozoficzno-teologicznych otrzymał 22 czerwca 1969 r. święcenia kapłańskie.

Po święceniach o. Kazimierz otrzymał skierowanie do pracy misyjnej w Argentynie, jednak z powodu problemów zdrowotnych nie wyjechał na misje. Pracował jako wikariusz w Nysie (1970-1973), animator misyjny w Lublinie (1973-1981), kapelan szpitalny w Zielonej Górze (1981-1984), prezes Domu Misyjnego św. Józefa Freinademetza w Zakopanem (1984-1994), dyrektor ds. rekolekcji w Domu Misyjnym św. Arnolda Janssena w Laskowicach, animator misyjny w Domu Misyjnym św. Stanisława Kostki w Chludowie i św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Białymstoku-Kleosinie, a od 2003 r. przebywał jako senior w Domu Misyjnym św. Józefa w Górnej Grupie.

Równocześnie z animacją misyjną wygłaszał niezliczone serie rekolekcji, zwłaszcza dla sióstr zakonnych. Wszystkie konferencje przygotowywał sumiennie na piśmie. Wiele uwagi poświęcił św. Urszuli Ledóchowskiej, założycielce Zgromadzenia Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. Zgromadził u siebie komplet jej pism i całą literaturę na jej temat. W końcu z okazji jej beatyfikacji sam napisał o niej poemat Miłość w szarości dnia. Niezmordowane były jego wysiłki nad ożywieniem życia zakonnego sióstr na Wileńszczyźnie. Opisał je w książce Przez wileńskie witraże, gdzie czytamy: „W 1974 r. po 28 latach od repatriacji i już jako kapłan pojechałem odwiedzić moją chrzestną. Chrzestna była bratową mojego taty. Mieszkała w Łynkiszkach na Białorusi. Msza odprawiana przy zamkniętych drzwiach kościółka w Ostrowcu. Gdy poprosiłem ks. Józefa Ingilewicza o możliwość odprawienia Mszy św. w Dubniczkach, na twarzy księdza malowało się wielkie zakłopotanie. Po chwili powiedział: Msza w Dubniczkach musi być cicha i bez żadnej przemowy – i odszedł. Nazajutrz, w niedzielę, Msza św. w kościele, w którym niegdyś otrzymałem sakrament chrztu, bez słowa homilii czy komentarza. A potem w stroju cywilnym pierwsze wysłuchane spowiedzi, odwiedziny chorych, a przede wszystkim spotkania z zakonnicami licznych zgromadzeń zakonnych, żyjących w lęku, w rozproszeniu, a chore bez wieloletniej spowiedzi i Komunii świętej. Co roku przez 17 lat moich urlopowych „dojazdów” spędzałem niecałą dobę u chrzestnej, by potem spowiadać, rozdawać Komunię św. i posługiwać siostrom w podziemiu zakonnym. A wszystko to w wielkim strachu i lęku, by nie zaszkodzić innym i sobie”.

O. Tomaszewicz nigdy nie cieszył się „końskim” zdrowiem. Gdy choroby wyłączały go z czynnej pracy duszpasterskiej, pisał. Ogłosił drukiem ponad 150 homilii, refleksji, rozważań liturgicznych, poezji. Ukazywały się one w: Materiałach Homiletycznych, Vita Consecrata, Kalendarzu Rolników, Animatorze Misyjnym, Almanachu poezji religijnej. Napisał kilka książek: Miłość w szarości dnia (2001); Idę przez świat i patrzę (2002), nagrodzona przez Stowarzyszenie Wydawców Katolickich Feniksem 2003; O Lolku, który został papieżem (2003), za którą z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej otrzymał list z podziękowaniem; oraz wspomniana wyżej: Przez wileńskie witraże. Duszpasterska praca w podziemiu zakonnym (2004). Na kilka miesięcy przed śmiercią zebrał wszelkie niewydane poezje, myśli i rozważania i wydał je w postaci wydruku komputerowego pt.: Bukiet kwiatów, ponad 300 stron.

O. Kazimierz miał niezwykłą łatwość nawiązywania kontaktu z ludźmi. Dlatego gdziekolwiek pracował, szybko pozyskiwał sobie grono współpracowników i przyjaciół. Młodość spędził na wsi, na łonie natury i dlatego kochał ziemię, góry, lasy, rzeki i wszystko, co się na nich rusza, a szczególnie ptaki. Tam, gdzie to było możliwe, budował woliery, a w mieszkaniu miał akwarium z rybkami i swobodnie latające, gadające papużki. W ramce przy drzwiach celi klasztornej obok imienia i nazwiska dopisał: ornitolog. Miał bliskie kontakty z hodowcami ptaków i gołębiarzami, dlatego jeden z nich przyniósł klatkę białych gołębi na cmentarz i wypuścił je w czasie śpiewu Salve Regina. Po „honorowej rundzie” gołębie odleciały, ale jeden z nich usiadł nad grobem na gałęzi i pozostał tam do końca ceremonii pogrzebowych. Miałem wrażenie, jakby dusza Kazimierza chciała wszystkim podziękować i ostatecznie się pożegnać.

Pogrzeb o. Kazimierza odbył się 30 grudnia 2015 r. w Górnej Grupie. Spoczął na cmentarzu klasztornym..

o. Alfons Labudda SVD

blog comments powered by Disqus