wszystkie narody
Jesteśmy posłani, aby
poznały światło Słowa
istotną częścią
Wrażliwość na znaki czasu jest
naszego powołania misyjnego
oddajemy na służbę
Czas, talenty, prace i dobra wspólnoty
naszych misyjnych zadań

różnych narodowości

W naszych wspólnotach współbracia
żyją i pracują razem
pójść wszędzie
Gotowi jesteśmy
dokąd poślą nas przełożeni

misji kościoła

Wszystkie nasze prace służą
i temu są podporządkowane
poznali Boga,
Żyjemy tak, aby ludzie
którego im głosimy

opuścić ojczyznę.

Współbracia w każdej chwili muszą być gotowi
To istotna cecha naszego powołania.

stałość i wolność

Śluby zakonne dają
naszej misjonarskiej służbie

gdzie nie ma innych,

W pierwszym rzędzie idziemy tam,
którzy głosiliby Ewangelię

między ludźmi,

Pracujemy na rzecz sprawiedliwości
przeciwko egoizmowi i nadużywaniu władzy
previous arrow
next arrow
Slider

Jesteśmy tu i teraz

W Mjanmie już trzykrotnie przeżywałem święta Bożego Narodzenia. Zawsze były one bardzo wspólnotowe. Parafianie, ze wszystkich stacji bocznych (jest ich 10), zjeżdżali do parafii, aby wspólnie świętować. Ludzie z wiosek byli goszczeni przez parafian mieszkających blisko kościoła. To coś bardzo unikatowego dla tutejszego Kościoła.

Teraz niestety mamy czas zdominowany przez ogólnoświatowy wirus. Myślę, że na całym świecie, święta i czas przygotowania do mich coś straciły. Na pewno jednak nie zniknęła wiara w sercach ludzi. To się da odczuć każdego dnia.

Więcej…

Bez prądu w XXI wieku

Do wszystkiego można się przyzwyczaić i życie bez prądu jest możliwe. Łatwiej sobie poradzić, gdy nie ma prądu w ciągu dnia. Gorzej, gdy go nie ma wieczorem. Rodzi to też wiele zabawnych, krępujących a nawet niebezpiecznych sytuacji.

Wcześniej śmialiśmy się z ludzi w Zimbabwe, bo im wyłączali prąd na 18 godzin dziennie. A teraz my czasami nie mamy prądu 20 godzin na dobę. Natomiast Namibia, Botswana, Malawi i Kongo, do których wysyłamy prąd, dziwią się, jak można nie mieć prądu.

Więcej…

Boże Narodzenie w Bidibidi w cieniu pandemii

W Ugandzie święta Bożego Narodzenia przeżywa się zupełnie inaczej niż w Polsce. U nas w obozie Bidibidi pojawią się proste papierowe ozdoby i kawałki szmatek zawieszonych na sznurku. W niektórych miejscach pojawia się gwiazda wykonana z kartonu i materiału.

Jest ciepło, nie ma śniegu, nie ma specjalnych dekoracji na ulicy i drogach. Są tylko plakaty wyborcze, bo wybory prezydenckie i do parlamentu odbędą się 14 stycznia 2021. Czyli tak jak przy narodzeniu Jezusa - raczej Cezar August, spis ludności, covid i restrykcje, a narodzenie Zbawiciela gdzieś obok.

Więcej…

Szopki z Afryki i Ameryki Południowej w Praszce

20 grudnia w Muzeum w Praszce otwarto wystawę czasową zatytułowaną „Boże Narodzenie na świecie. Szopki z Afryki i Ameryki Południowej”. Eksponaty pochodzą ze zbiorów Muzeum Misyjno-Etnograficznego w Pieniężnie.

Prezentowane szopki stanowią oryginalne wytwory sztuki ludowej z Ameryki Południowej (Argentyna, Boliwia, Ekwador, Paragwaj) oraz Afryki (Angola, Botswana, Demokratyczna Republika Kongo, Ghana, Kenia, Togo, Madagaskar, RPA, Zambia).

Więcej…

Wystawa "W kraju Garudy" w Szczytnie

18 grudnia 2020 roku w Muzeum Mazurskim w Szczytnie została otwarta wystawa pt. „W kraju Garudy”, która pochodzi w całości ze zbiorów Muzeum Misyjno-Etnograficznego w Pieniężnie.

Wystawa w ciekawy i przystępny sposób przybliża bogactwo i niezwykłą różnorodność kultury Indonezji, największego wyspiarskiego kraju świata. Ta stamtąd pochodzi obecnie ponad 1700 werbistów.

Więcej…
  • 1 Jesteśmy tu i teraz
  • 2 Bez prądu w XXI wieku
  • 3 Boże Narodzenie w Bidibidi w cieniu pandemii
  • 4 Szopki z Afryki i Ameryki Południowej w Praszce
  • 5 Wystawa "W kraju Garudy" w Szczytnie
  • 6 Trudności nie powinny nas zniechęcać
  • 7 Pandemia kontra tradycja na Filipinach
  • 8 Biblia w minangali - efekt wspólnej pracy
  • 9 Spotkanie online z misjonarzem z Argentyny
  • 10 Poszukujemy nowych ścieżek
  • 11 Jak werbistowskie uniwersytety radzą sobie z koronawirusem?
  • Jesteśmy tu i teraz

    ŚWIAT

    W Mjanmie już trzykrotnie przeżywałem święta Bożego Narodzenia. Zawsze były one bardzo wspólnotowe. Parafianie, ze wszystkich stacji bocznych (jest ich 10), zjeżdżali do parafii, aby wspólnie świętować. Ludzie z wiosek byli goszczeni przez parafian mieszkających blisko kościoła. To coś bardzo unikatowego dla tutejszego Kościoła.

    Teraz niestety mamy czas zdominowany przez ogólnoświatowy wirus. Myślę, że na całym świecie, święta i czas przygotowania do mich coś straciły. Na pewno jednak nie zniknęła wiara w sercach ludzi. To się da odczuć każdego dnia.

    WIĘCEJ
  • Bez prądu w XXI wieku

    ŚWIAT

    Do wszystkiego można się przyzwyczaić i życie bez prądu jest możliwe. Łatwiej sobie poradzić, gdy nie ma prądu w ciągu dnia. Gorzej, gdy go nie ma wieczorem. Rodzi to też wiele zabawnych, krępujących a nawet niebezpiecznych sytuacji.

    Wcześniej śmialiśmy się z ludzi w Zimbabwe, bo im wyłączali prąd na 18 godzin dziennie. A teraz my czasami nie mamy prądu 20 godzin na dobę. Natomiast Namibia, Botswana, Malawi i Kongo, do których wysyłamy prąd, dziwią się, jak można nie mieć prądu.

    WIĘCEJ
  • Boże Narodzenie w Bidibidi w cieniu pandemii

    ŚWIAT

    W Ugandzie święta Bożego Narodzenia przeżywa się zupełnie inaczej niż w Polsce. U nas w obozie Bidibidi pojawią się proste papierowe ozdoby i kawałki szmatek zawieszonych na sznurku. W niektórych miejscach pojawia się gwiazda wykonana z kartonu i materiału.

    Jest ciepło, nie ma śniegu, nie ma specjalnych dekoracji na ulicy i drogach. Są tylko plakaty wyborcze, bo wybory prezydenckie i do parlamentu odbędą się 14 stycznia 2021. Czyli tak jak przy narodzeniu Jezusa - raczej Cezar August, spis ludności, covid i restrykcje, a narodzenie Zbawiciela gdzieś obok.

    WIĘCEJ
  • Szopki z Afryki i Ameryki Południowej w Praszce

    POLSKA

    120 grudnia w Muzeum w Praszce otwarto wystawę czasową zatytułowaną „Boże Narodzenie na świecie. Szopki z Afryki i Ameryki Południowej”. Eksponaty pochodzą ze zbiorów Muzeum Misyjno-Etnograficznego w Pieniężnie.

    Prezentowane szopki stanowią oryginalne wytwory sztuki ludowej z Ameryki Południowej (Argentyna, Boliwia, Ekwador, Paragwaj) oraz Afryki (Angola, Botswana, Demokratyczna Republika Kongo, Ghana, Kenia, Togo, Madagaskar, RPA, Zambia).

    WIĘCEJ
  • Wystawa "W kraju Garudy" w Szczytnie

    POLSKA

    18 grudnia 2020 roku w Muzeum Mazurskim w Szczytnie została otwarta wystawa pt. „W kraju Garudy”, która pochodzi w całości ze zbiorów Muzeum Misyjno-Etnograficznego w Pieniężnie.

    Wystawa w ciekawy i przystępny sposób przybliża bogactwo i niezwykłą różnorodność kultury Indonezji, największego wyspiarskiego kraju świata. Ta stamtąd pochodzi obecnie ponad 1700 werbistów.

    WIĘCEJ
  • Trudności nie powinny nas zniechęcać

    ŚWIAT

    Rok 2020 przyniósł zmiany, jakich nikt się nie mógł spodziewać i nie był w stanie przewidzieć. Koronawirus pojawił się nagle i zmienił nie tylko nasze myślenie i przyzwyczajenia, ale też funkcjonowanie życia wspólnotowego, rodzinnego i zawodowego.

    Chociaż Papua Nowa Gwinea nie ucierpiała tak bardzo z powodu zachorowań na wirusa, jednak sama ochrona przed wirusem wprowadziła ogromny chaos. Ograniczono podróżowanie w kraju i zakazano spotkań zbiorowych dla większej liczby osób. Na parę tygodni zamknięto nawet stołeczne kościoły.

    WIĘCEJ
  • Pandemia kontra tradycja na Filipinach

    ŚWIAT

    Pamiętam moją ostatnią Mszę, którą przed zamknięciem świątyń na Filipinach sprawowałem wraz z wiernymi w katedrze w San Jose. Była to sobota, wieczorna liturgia z niedzieli. Padły słowa: „jest to ostatnia Msza jaką sprawujemy w katedrze”. Cisza wypełniła świątynię.

    Obchody Wszystkich Świętych to wielkie wydarzenie dla katolików na Filipinach. W tym roku cmentarze były zamknięte od 28 października do 4 listopada. Raz jeszcze „zawieszono” kolejną tradycję. Po raz kolejny Covid-19 pokazał swoją siłę.

    WIĘCEJ
  • Biblia w minangali - efekt wspólnej pracy

    ŚWIAT

    Pamiętam do dziś lekcję misjologii, którą zaraz po przylocie na Filipiny otrzymałem od starszego i doświadczonego misjonarza. Powiedział: “Ojcze Pawle, nie możesz głosić przesłania Ewangelii bez znajomości języka i kultury”.

    Okazją do ich przypomnienia było wydarzenie, które świętowaliśmy niedawno. Była nim dedykacja i poświęcenie Pisma Świętego w języku plemienia Mangali. Prace nad tłumaczeniem trwały ni mniej ni więcej tylko 44 lata.

    WIĘCEJ
  • Spotkanie online z misjonarzem z Argentyny

    POLSKA

    8 grudnia 2020 roku uczniowie Szkoły Podstawowej nr 3 im. Bolesława Krzywoustego w Poznaniu wzięli udział w kolejnym spotkaniu z cyklu “Lekcje z misją”. Tym razem spotkali się on-line z o. Jerzym Faliszkiem SVD, misjonarzem w Argentynie.

    Ojciec w niezwykle ciekawy i barwny sposób opowiedział im o życiu i kulturze ich rówieśników z Ameryki Południowej – mówi Honorata Dzida, która zorganizowała spotkanie.

    WIĘCEJ
  • Poszukujemy nowych ścieżek

    ŚWIAT

    Mieliśmy już zamknięte kościoły i ograniczenia spotkań. Podróżować można było tylko posiadając pozwolenie policji. Mamy godzinę policyjną i blokady na drogach. Nie mamy jednak takiej ilości zakażeń, jaką odnotowuje się w innych miejscach na świecie - pisze z Zimbabwe o. Marek Glodek SVD.

    W naszej pracy duszpasterskiej, od momentu otwarcia kościołów, życie toczy się niemal normalnie. Jedyne, czego nie mamy na stacjach misyjnych, to spotkań i rekolekcji, które zazwyczaj odbywają się w centralnej stacji.

    WIĘCEJ
  • Jak werbistowskie uniwersytety radzą sobie z koronawirusem?

    ŚWIAT

    Werbiści prowadzą na świecie 6 uniwersytetów - 4 w Azji oraz po 1 w Oceanii i Ameryce Płd. Wszystkie muszą sobie radzić z pandemią koronawirusa, choć robią to różnie w zależności od sytuacji epidemicznej w danym kraju i obostrzeń wprowadzanych przez lokalne władze.

    Oto informacja z pierwszej ręki, jak w tej dziedzinie radzą sobie Katolicki Uniwersytet Fu Jen w Taipei (Tajwan), Uniwersytet Nanzan w Nagoi (Japonia) oraz Divine Word University w Madang (Papua Nowa Gwinea).

    WIĘCEJ

Równoleżnik M

Równoleżnik M

W sumie...

Nie jestem fanem podsumowań na koniec roku. Ale prawdą jest, że nie da się od nich uciec. Ale uległem, pod naporem aktywu parafialnego. Zrobiłem podsumowanie. Niestety, zmieściło się na żółtej karteczce do przyklejania na drzwiach lodówki.

WIĘCEJ >


Równoleżnik M

PODCAST: Bangladesz: misjonarz w muzułmańskim kraju (odc. 6)

O. Mariusz Pacuła SVD, po 17 latach pracy w Ghanie, w 2018 roku rozpoczął pracę w nowej misji werbistowskiej w Bangladeszu. Opowiada o różnicach kulturowych między Afryką i południowo-wschodnią Azją, a także o realiach pracy misyjnej w muzułmańskim społeczeństwie.

WIĘCEJ >

banner marian zelazek02 min

Banner SBwMZ   banner rownoleznik m

Banner SBwMZ

banner rownoleznik m

  • Misjonarz 1/2021

    POLECAMY

    Niesamowite są losy uchodźców z Sudanu Południowego, o których wspominaliśmy już kilkakrotnie na łamach „Misjonarza”. Również w tym numerze zamieszczamy doniesienia z jednego z największych obozów dla uchodźców – w Bidibidi w Ugandzie. Gdyby porozmawiać z każdym, kto tam dotarł po przebyciu długiej drogi ucieczki, można byłoby usłyszeć niezwykłe historie o cierpieniu, ale też o sile człowieka i o działaniu Boga.

    WIĘCEJ
  • Narodzić się z Ducha. Obietnica Ojca

    POLECAMY

    Książka zadziwia różnorodnością tematów i ich ujęciem. Znajdziemy w niej bogactwo biblijnych treści i odniesień związanych z Duchem Świętym i jego działaniem oraz osobistych przeżyć, doświadczeń i medytacji autora. To rzetelne, a zarazem przystępne ujęcie wybranych zagadnień dotyczących Ducha Świętego. Wartością opracowania jest także przejrzysty układ prezentowanych zagadnień oraz prosty i żywy język.

    WIĘCEJ
  • Kalendarze na 2021 rok

    POLECAMY

    Wydawnictwo VERBINUM przygotowało na 2021 rok kolejne wydania popularnych kalendarzy. W tym roku propozycję poszerzył "Terminarz Słowa Bożego".

    W ofercie wydawnictwa znalazły się także popularne "Agendy biblijne" (2 formaty) z tekstami Ewangelii i krótkim komentarzem na każdy dzień oraz tekstami wszystkich czytań mszalnych na niedziele i święta.

    WIĘCEJ
  • Twój szlak (CD)

    POLECAMY

    Płyta CD z piosenkami misyjnymi wydana w październiku 2019 roku przez werbistowski Referat Misyjny z Pieniężna z okazji Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego. Utwory autorstwa Mariusza Kozubka (teksty) i Piotra Solorza (muzyka) powstały jako świadectwo tego, w co, jako misjonarze, wierzymy. A co równocześnie jest wielkim zadaniem Kościoła, do którego podjęcia zachęcił Papież Franciszek.

    WIĘCEJ
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4

Formacja misyjna młodzieży w ujęciu nowych dokumentów programowych nauczania religii
CZYTELNIA

Wybrane aspekty religijności małżonków w Papui Nowej Gwinei w świetle badań
CZYTELNIA

cztln112020 muzeum300px min

Zbiory Muzeum Misyjno-Etnograficznego Księży Werbistów w Pieniężnie – 50 lat działalności
CZYTELNIA

  • Media
  • Galeria

image

Akcja św. Krzysztofa 2020

Spotkanie kierowców w ramach XXVI werbistowskiej akcji pomocy kierowców odbyło się 26 lipca w Pieniężnie. Uczestniczyli w nim kierowcy i ich rodziny włączający się w tegoroczną akcję.


image

Palmarito & Urubicha w Polsce

Zespół z Boliwi odwiedził Polskę w dniach 21-26 października 2019 roku w ramach Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego.

WIĘCEJ

CZYTELNIA

Formacja misyjna młodzieży w ujęciu nowych dokumentów programowych nauczania religii

Już w programowaniu katechezy dzieci w wieku przedszkolnym zaplanowano odniesienie do formacji misyjnej, która jest kontynuowana na kolejnych etapach edukacji religijnej, czyli w szkole podstawowej oraz w różnych typach szkół ponadpodstawowych. Autorzy nowych dokumentów programowych nauczania religii na kolejnych etapach nauczania religii adresowanego do młodzieży nieustannie przypominają, że chrzest zapoczątkowuje udział w posłannictwie Jezusa Chrystusa.

WIĘCEJ >

Zamyślenia (nie tylko) misyjne

  • Misjonarze a kryzys migracyjny

    " data-mosaic-order-date="">
    Misjonarze a kryzys migracyjny

    Misjonarze a kryzys migracyjny

    Misjonarz z Indii opowiedział mi o swoim locie z Rzymu do Budapesztu. W samolocie spotkał Węgierkę, która zaczęła z nim rozmowę o imigrantach, ponieważ widziała przed sobą obcokrajowca o ciemnej karnacji skóry. O. Sebastian, który od 17 lat pracuje na Węgrzech, odpowiedział jej, że każdy może przyjechać na Węgry, ale musi szanować kulturę kraju, do którego przyjeżdża.

    WIĘCEJ

  • Niechciany gość

    " data-mosaic-order-date="">
    Niechciany gość

    Niechciany gość

    Wydaje się, że żyjemy w zupełnie innym świecie aniżeli ten nasz, który dobrze znaliśmy z poprzednich lat. A wszystko w związku z wizytą niezapowiedzianego i niechcianego gościa, jakim stał się koronawirus. Coraz bardziej staje się dla nas jasne, że nadal nie tylko nie zamierza on opuszczać naszej codzienności, ale wydaje się, że jeszcze bardziej się zadomawia.

    WIĘCEJ

  • Bóg Stworzyciel i "matka ziemia"

    " data-mosaic-order-date="">
    Bóg Stworzyciel i

    Bóg Stworzyciel i "matka ziemia"

    Coraz głośniej mówi się o „matce ziemi”, czyli o klimacie i ekologii. Z drugiej strony, coraz mniej mówi się o Bogu, który stworzył człowieka na swój Obraz i Podobieństwo. Im więcej chcemy powiedzieć o „matce ziemi”, tym bardziej męczy się nasz intelekt, dusza i serce. „Matka ziemia” jest wszystkim dla świata. Jest swego rodzaju królestwem, gdzie człowiek ulokował całą swą nadzieję.

    WIĘCEJ

  • Welon pewności

    " data-mosaic-order-date="">
    Welon pewności

    Welon pewności

    Epidemia dała nam lekcję bardzo ważną. Nie wszystko da się wrzucić na kabel i posłać w świat. Świat jest jednocześnie o wiele prostszy i o wiele bardziej skomplikowany, niż nam się wydaje. Kościół zaś niezmiennie pozostaje tajemnicą. Więcej – pozostaje bardziej tajemnicą Chrystusa niż naszą. Jeśli jest jakiś plus całej tej sytuacji, to właśnie zdarcie tego welonu pewności, że my wszystko już mamy pochwytane, że wystarczy wrzucić do sieci i jakoś to będzie.

    WIĘCEJ

Zamyślenia (nie tylko) misyjne

  • Misjonarze a kryzys migracyjny

    " data-mosaic-order-date="">
    Misjonarze a kryzys migracyjny

    Misjonarze a kryzys migracyjny

    Misjonarz z Indii opowiedział o swoim locie z Rzymu do Budapesztu. W samolocie spotkał Węgierkę, która zaczęła z nim rozmowę o imigrantach, ponieważ widziała przed sobą obcokrajowca o ciemnej karnacji skóry. Rozpoczęła rozmowę z o. Sebastianem po angielsku, krytykując antyemigracyjną politykę Viktora Orbána. O. Sebastian, który od 17 lat pracuje w tym kraju jako misjonarz, odpowiedział jej po węgiersku, że każdy może przyjechać na Węgry, ale musi szanować kulturę kraju, do którego przyjeżdża.

    WIĘCEJ

O. Alojzy Liguda urodził się 23 stycznia 1898 r. w wiosce Winów na Opolszczyźnie, w rodzinie Wojciecha i Rozalii z d. Przybyła, jako ostatni z siedmiorga dzieci. W atmosferze szczerze religijnej i serdecznej uczył się Alojzy od matki skromności i cichego wypełniania codziennych obowiązków; od ojca pilności w pracy, aktywności w życiu parafialnym - był on stałym organizatorem i przewodnikiem pieszych pielgrzymek do Wambierzyc i na Górę Św. Anny. W szkole podstawowej, którą rozpoczął już w szóstym roku życia, wyróżniał się Alojzy bystrością i pilnością oraz najlepszymi stopniami. Wychowany w takiej atmosferze, w bliskości Kościoła, zapragnął oddać się na jego służbę. Z czasopism religijnych dowiadywał się o krajach misyjnych, pociągały go dalekie Chiny, Afryka... Mając 15 lat został przyjęty do Niższego Seminarium Misyjnego Misjonarzy Werbistów w Nysie, w Domu Św. Krzyża. Naukę przerwała mu wojna. W 1917 r. został wciągnięty do wojska i jako artylerzysta dostał się na front francuski. W żołnierskim życiu nie stracił niczego ze swych przekonań wyniesionych z domu i seminarium. Po zakończeniu wojny zdał maturę i w 1920 r. wstąpił do nowicjatu w St. Gabriel w Mödling pod Wiedniem, gdzie werbiści posiadali Dom centralny. W czasie odbywania nowicjatu wybuchło Powstanie Śląskie. Bardzo mocno je przeżywał, zwłaszcza na skutek listów pisanych przez ojca prześladowanego za to, że opowiadał się za Polską.

Po nowicjacie został wysłany na praktykę do Pieniężna, gdzie w niższym seminarium uczył języka łacińskiego i matematyki. Na dalsze studia pojechał znów do St. Gabriel, gdzie przede wszystkim polubił dogmatykę i historię Kościoła, ale i z innych przedmiotów miał stopnie bardzo dobre. Święcenia kapłańskie otrzymał 26 maja 1927 r., swoją pierwszą Mszę św. odprawił w St. Gabriel. Marzeniem jego była praca na misjach w Chinach lub na Nowej Gwinei. Skierowanie otrzymał jednak do Polskiej Prowincji. Przyjął je z radością i jesienią 1928 r. przyjechał do Polski. Tymczasowo zatrzymał się w Domu Prowincjalnym w Górnej Grupie, gdyż przełożeni przeznaczyli go na dalsze studia, istniała bowiem wielka potrzeba kwalifikowanych nauczycieli. Po zdaniu dodatkowych egzaminów do polskiej matury o. Liguda wstąpił na wydział filologii polskiej Uniwersytetu Poznańskiego i w 1934 r. uzyskał dyplom na podstawie pracy magisterskiej „Gall-Anonim jako literat”. W Poznaniu pracował równocześnie jako kapelan i katecheta w szkole sióstr urszulanek przy ul. Spornej. W nauczaniu i w egzortach, prowadzonych co tydzień dla dziewcząt, starał się wprowadzać w życie nową encyklikę Piusa XI O chrześcijańskim wychowaniu.

Opuszczając Poznań, za namową sióstr i uczennic, zebrał wygłoszone egzorty i wydał je w zbiorze pt. Audi filia, aby im przypomnieć nie tylko lata szkolne, ale i dawniejsze ideały i ożywić je nową myślą religijną. Książka została bardzo życzliwie przyjęta przez młodzież i duszpasterzy. Nalegania młodzieży i księży skłoniły o. Ligudę do wydania następnych egzort pt. Naprzód i wyżej. Książka ta zdobyła również duże uznanie. On sam przyznał: Ach, jak wdzięczny jestem Boskiej Opatrzności! Pozwoliła mi wglądnąć w świat dotychczas zupełnie mi nie znany, w świat duszy dziewczęcej. Oba zbiory egzort stanowią bardzo wnikliwą refleksję o. Ligudy nad słowami Pisma św.: „Si scires donum Dei!” odnośnie do kobiety i jej zadań. O. Liguda wydał jeszcze jedną książkę pt. Chleb i sól, zawierającą czytania homiletyczne na każdą niedzielę roku. Ujawniła się w niej najpełniej osobowość o. Ligudy. Nawiązując do słów Pana Jezusa: „wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat” - napisał: potrzeba tylko, bym sobie słowa Jego w porę przypomniał i nimi się pokrzepiał. Zachowają mię one od smutku, uchronią od rozpaczy. Będę głowę wysoko nosił mimo niepowodzeń i upokorzeń. Można mię podle traktować, ale nie upodlić! Rewolucje mogą znieść wszystkie moje dyplomy i tytuły -synostwa Bożego nikt mi nie wydrze. Niech gniję w lochach, niech marznę na Sołówkach, zawsze będę powtarzał arcypiękne „Exivi a Patre”, zawsze też Bóg będzie moim Ojcem. Potem w obozach z takiej postawy rodził się jego optymizm, radość, wytrwałość, nadzieja... bo zawsze czuł się dzieckiem Bożym w najgorszych sytuacjach.

Po przyjeździe do Górnej Grupy o. Liguda został nauczycielem języka polskiego, a w niższych klasach historii. W niedziele i święta dojeżdżał z posługą kapłańską do jednostki wojskowej w Grupie, a wolne dni od nauki oraz wakacje często poświęcał na udzielanie rekolekcji zamkniętych i parafialnych.

W czerwcu 1939 r. o. Ligudzie powierzono urząd rektora w Górnej Grupie. Wybuchła wojna. Okupant zamienił klasztor na obóz zbiorczy dla domowników i przywiezionych 28 października około 80. księży i kleryków z diec. chełmińskiej, włocławskiej i gnieźnieńskiej. Ks. Malak w książce Klechy w obozach pisze: Przyjmuje nas Ks. Rektor Liguda. Potężna jego postać w sutannie, dzielnie, odważnie i z pewnością siebie krąży między esesmanami. To dodaje otuchy. W następnych dniach i tygodniach dodawał otuchy przez wielką życzliwość i właściwy sobie humor. Chętnie go widziano, bo mówił jak prorok, rozgrzewał jak słońce, szedł przez salę jak anioł pokoju z dobrym słowem na ustach. Liczono się z tym, że księża zostaną wypuszczeni na wolność. Tymczasem 11 listopada nadjechał autobus i wywieziono 15 księży i dwu kleryków z diec. włocławskiej. Nie pomogła interwencja o. Ligudy. Wywiezieni zostali zastrzeleni w lesie na poligonie wojskowym Grupy. Przygnębionych księży i współbraci o. Liguda umiał w sobie właściwy sposób, pocieszyć i wlać na nowo nadzieję. Zdawał sobie jednak sprawę z groźnej sytuacji. Charakterystyczny jest obrazek, który na Boże Narodzenie wysłał do rodziny. Na przedzie idzie Chrystus niosąc krzyż, a za nim idą księża - wszyscy z krzyżami.

 

Męczeństwo

5 lutego 1940 r. wywieziono internowanych do Nowego Portu w Gdańsku, filii obozu w Stutthofie. W warunkach głodu, brudu, ciężkiej pracy i bicia o. Liguda i tu szybko stał się „dobrym aniołem”. W dużej mierze jego zasługą było potajemne zorganizowanie Mszy św. w Wielki Czwartek i rozdanie Komunii św., która dla wielu była wiatykiem. W początkach kwietnia o. Liguda z częścią więźniów został przetransportowany do obozu w Grenzdorfie, a następnie do Sachsenhausen przez Stutthof. Uważano, że dotychczasowy czyściec został zamieniony na piekło. Los dla o. Ligudy okazał się jednak łaskawszy. Dzięki doskonałej znajomości języka niemieckiego przydzielono go do obsługi izby oraz do uczenia języka niemieckiego. Jeden „z uczniów” opisuje taką lekcję: Rozpoczynało się od rozstawienia stróżów przy oknach, aby ostrzec przed zbliżaniem się SS-manów. Tymczasem o. Liguda opowiada dowcipy, których posiadał niewyczerpane zapasy, czasami miał referat na różne tematy, albo też ktoś z księży dzielił się swoją wiedzą z innymi. I o. Ligudę spotykały czasami udręki ze strony władz obozowych. Pamiętam jak dziś - powiada jeden z towarzyszy niedoli - jak o. Liguda drżał jeszcze po otrzymaniu dziesięciu razów żelaznym prętem za to, że na chwilę przystanął w czasie pracy.

Wydawało się, że w pewnym momencie o. Liguda zostanie zwolniony, bo zawezwano go do lekarza, co było często znakiem wolności. Przewieziono go jednak do Dachau 14 grudnia 1940 r., gdzie otrzymał numer 22604. Dopiero po wojnie okazało się, że rzeczywiście o. Liguda mógł być zwolniony. Starał się o to Generalat SVD przez nuncjaturę w Berlinie, starała się rodzina. Z odpowiedzi gestapo wynika, że nie może być zwolniony, bo Ks. Liguda sam oświadczył, że jest Polakiem i w przyszłości chce pracować w Polsce. Gestapo dodało jeszcze, że jako należący do inteligencji polskiej musi być na czas wojny odizolowany od społeczeństwa. Mimo to istniały obiektywne warunki do zwolnienia. Rodzina miała obywatelstwo niemieckie, on sam był żołnierzem armii pruskiej. Bracia zginęli na froncie w I wojnie światowej.

Wstawiał się za nim pastor ewangelicki z Górnej Grupy, gdyż o. Liguda obronił jego rodzinę i diakonisę przed gniewem wzburzonych ludzi po napaści Niemiec na Polskę. Tenże pastor już raz obronił o. Ligudę, gdy jako zakładnikowi, groziło mu rozstrzelanie. Jednak nie zmienił on swych przekonań nawet za cenę wolności. W Dachau wśród innych szykan wykańczały księży wielogodzinne marsze po placu i śpiewanie aż do obrzydzenia obozowych piosenek. Te marsze czasami prowadził o. Liguda. Opowiada naoczny świadek, że dbał on wtedy, aby zniknąć z oczu blokowych i obozowych. Niby ćwiczył śpiew, objaśniał teksty, a w rzeczywistości zabawiał żartami przygnębionych więźniów.

W styczniu 1941 r. część obozu opanowała epidemia świerzbu. Chorych stłoczono w osobnym baraku, gdzie na 400 miejscach przebywało 1000 osób. Mieli do dyspozycji tylko sienniki, koce i cienką bieliznę. Był mróz, okna stale otwarte w ciągu dnia, głód wykańczał ludzi. Straszną beznadziejność ożywiał znów o. Liguda swoimi opowiadaniami - „on nie pozwolił się załamać”. Choć trupy wynoszono codziennie, podtrzymywał resztki nadziei. Po powrocie na swój blok został przydzielony do ciężkiego komanda transportowego na plantażach. Bezpośrednim przełożonym był Rogler, jeden z najokrutniejszych kapo. Dawał najcięższe prace, nie uznawał żadnego spoczynku nawet na chwilę. Silny organizm o. Ligudy wycieńczony przez pobyt na kuracji odświerzbiającej zaczął słabnąć. Na nieszczęście podczas pracy w szopie, pewien Rosjanin zapalił papierosa, co było wielkim przestępstwem. Co się dalej stało cytuję za autentycznym opisem: Niespodziewanie wpadł Rogler. Papierosa wygaszono, ale dym został. Do o. Ligudy zwrócił się kapo z zapytaniem: „Kto palił?” Sytuacja wytworzyła się napięta. Powiedzieć: „ja nie” znaczyłoby zdradzić innych. Pozostało więc wziąć całą winę na siebie. „Ja paliłem” - odpowiada o. Liguda. Wściekły kapo zabrał go do swego pokoju. Opuchła twarz, siniec pod lewym okiem były dowodami wymierzonej kary. Z kolei zmęczony oprawca przeprowadził rewizję ubrania. Papierosa nigdzie nie było. „Gdzie masz papierosa?” - pyta. „Nie posiadam żadnego”- pada odpowiedź. Jesteś klechą i kłamiesz? przecież sam się przyznałeś. Paliłem, ale nie dziś. Dopiero przyznanie się właściwego winowajcy zakończyło tortury, zadawane przez, już zmęczonego bandytę, ale o. Ligudę zapamiętał sobie.

Następstwem maltretowania i poprzedniego wycieńczenia były objawy gruźlicy. Zabrano go do szpitala. Warunki były tu lepsze, otrzymywał także paczki od rodziców i dobrodziejów i szybko wrócił do zdrowia. Niestety, wtedy nagle dołączono go do inwalidów, co równało się wyrokowi śmierci. Był tego świadomy, o czym świadczy jego ostatni list pisany miesiąc przed śmiercią. Matka wkrótce ukończy 84 lata. Jak mocno życzę jej długiego wieku, tak nie chciałbym, by przeżyła swego najmłodszego syna, bo to byłoby dla niej tragedią rzeczywiście. Ja osobiście noszę się często z myślą, że wkrótce wrócę do domu mego Ojca i do moich braci. Może jednak Opatrzność poprowadzi mnie przez wiele niebezpieczeństw, żeby mnie uczynić duchowo dojrzalszym i bogatszym... W drodze na śmierć powiedział do spotkanego pisarza obozowego: Gdy dowiecie się, że nie żyję, wiedzcie, że zamordowali zdrowego człowieka. Według relacji jednego z sanitariuszy całą grupę do 10 osób w bestialski sposób utopiono. Krążyła jednak na terenie obozu uporczywa wiadomość, że na osobistą interwencję blokowego 29, cięto z żywego ciała zdrowego o. Ligudy pasy skóry, zanim go utopiono. Miała to być zemsta kapo za zwrócenie mu przez o. Ligudę uwagi, że niesprawiedliwie wydziela porcje żywności i krzywdzi pacjentów. Wściekły kapo w ostatniej chwili wpisał na listę „inwalidów” o. Ligudę, człowieka, który stanął w obronie umierających z głodu. Śmierć musiała być straszna, skoro kapo rewiru, biorąc udział w tej egzekucji, wyznał znajomym, że czegoś podobnego nie chciałby więcej robić. O. Liguda zakończył męczeńskie życie w nocy z 8 na 9 grudnia 1942 r. w święto Niepokalanej, której był wielkim czcicielem. Matkę skazańca zawiadomiono: „Syn Pani, Alojzy Liguda, ur. 23 stycznia 1898 r. zmarł dnia 8 grudnia 1942 r. w tutejszym szpitalu na skutek gruźlicy płuc”. Staruszkę okłamano, bo śmierć nie była wynikiem choroby, lecz okrucieństwa.

W pamięci towarzyszy męczeńskich lat, o. Alojzy Liguda pozostał jako opatrznościowy człowiek. Dużo dobrego robił dla księży, bo był przeznaczony do obsługi izbowej, szczególnie dla najbardziej potrzebujących, starych, chorych... upominał się za nami... to jest święty człowiek... Był prawdziwym apostołem humoru i optymizmu. Kiedyś napisał: Spełniamy swoje obowiązki jako obywatele teraźniejszości. W warunkach obozowych starał się te obowiązki kapłańskie spełniać także względem tych, którzy go prześladowali. Nie usuwał się od prowokacyjnych nagabywań ateistów, komunistów, kapo, nawet komendanta, ale podejmował ich „dysputy biblijne” wyśmiewające religię i stan kapłański. Całą swą postawą nienaganną, wyższością duchową i intelektualną zamykał usta niejednemu ateiście. Naturalnie sprawą honoru było pozbycie się tego „butnego klechy”. Miał dane, że od początku one go wyniosły na naszego opiekuna, przewodnika. Księża do niego garnęli się. W Dachau o. Liguda przejmuje nad nami przewodnictwo... To jest święty człowiek! Po prostu był on dla mnie symbolem bezpieczeństwa, twierdzą, zawsze spokojny, zawsze równy, zawsze pogodny, zawsze cicho uśmiechnięty, zawsze prawy człowiek... Zamiast nas, Niemcy tłukli go za to, że był klechą, ale i szanowali. Bo on mówił do nich rzeczowo, a nas nigdy nie zaniedbywał dla własnej korzyści. Kiedy stał się porządkowym naszej izby i dzielił chleb, nasze zgłodniałe oczy widziały, że jest to człowiek prawy, uczciwy, kapłan według Bożego Serca. Poprzez lata obozowe nie zawsze byliśmy razem, ale spotykałem się z nim i zawsze był dla mnie oparciem moralnym, zawsze ojcowski, zawsze święty. Gdy na wieczornym apelu jego numer był wyznaczony na stawienie się do transportu rano, tego wieczoru poszedłem do niego, płakałem żegnając się z nim, a on stał przede mną pogodny, spokojny, zapatrzony w inną rzeczywistość, powtarzając „Bóg wie wszystko”.

Beatyfikowany przez Jana Pawła II w grupie 108 Męczenników czasów II wojny światowej, w Warszawie 13 czerwca 1999 r.

Audycja radiowa o błogosławionym ojcu Alojzym Ligudzie

Dokumentacja archiwalna
Archiwum Polskiej Prowincji SVD w Pieniężnie, Teczki - O. Alojzy Liguda.

Archiwum Prowincjalne SVD w St. Gabriel w Mödling, Austria, Dokumenty dotyczące: Alojzy Liguda.

Bibliografia
Lut (pseudonim), O. Alojzy Liguda, „Jubileuszowy Kalendarz Słowa Bożego 1949-1925”. Wyd. Księży Misjonarzy Słowa Bożego, ss. 66-68; Józef Seyda ks. SVD, Śp. ks. Alojzy Liguda, werbista, „Gość Niedzielny”, Rok XXXIV, Katowice 31.I.1965 r., ss. 28-29; O. Józef Arlik SVD, Liguda Alojzy werbista (1898-1942), w: Słownik Polskich Teologów Katolickich 1918-1981, kp 6 ATK, Warszawa 1983, ss. 330-331; O. Józef Arlik SVD, Sługa Boży O. Alojzy Liguda, w: Zgromadzenie Słowa Bożego (Misjonarze Werbiści), Nasi Misjonarze Męczennicy - Słudzy Boży. Pieniężno - Nysa 1994, ss. 22-26; O. Józef Arlik SVD, Sługa Boży O. Alojzy Liguda SVD, w: „Głos Katolicki. Tygodnik Polskiej Emigracji”, Francja, Belgia, nr 20 (1690). Rok XXXVII, 28.V.1995, s.5; Verbum Supplementum 26... von Bruno Kozieł und Fritz Bomemann, Romae 1972, ss. 253-257. W książce tej przetłumaczonej na jęz. polski przez ks. Brunona Kozieła pt. Wspominamy, O. Liguda wymieniony jest na ss. 168-171. Tłumaczenie Pieniężno 1994. W: „Materiały i Studia Księży Werbistów” nr 36.

Akcje Misyjne

  • Studnia św. Anny

    Mieszkańcy Sadori w północnym Togo co roku zmagają się z poważnym niedoborem wody pitnej. W porze suchej, która na tym WIĘCEJ
  • Ofiarom koronawirusa

    Pandemia koronawirusa dotyka i wywołuje cierpienie wśród ludzi na całym świecie. Kraje Zachodu i wysokorozwinięte jakoś sobie radzą z tym WIĘCEJ
  • Akcja św. Krzysztofa

    W ramach XXVI Werbistowskiej Akcji św. Krzysztofa można wspomóc misjonarzy między innymi w Ugandzie, Rosji, Zambii, Angoli czy Ghanie. WIĘCEJ
  • 1
  • 2
statystyki tytul transparent800px min

banner kalendarz biblijny   banner mszewieczyste

Misjonarze piszą

  • Chrzest +

    o. Józef Gwóźdź SVD, PANAMA

    Dlaczego objawienie dokonało się właśnie w chwili, kiedy Jezus wychodził z wody. Nie zaś wówczas, gdy do niej wchodził albo w chwili chrztu. Myślę, że ten moment może być bardzo istotny dla nas, kiedy przy okazji Święta Chrztu Pańskiego, zatrzymujemy się również nad naszym chrztem. Oczywiście na przyjęcie chrztu trzeba się przygotować, podjąć decyzję, doświadczyć go i przyjąć. Tak jak zrobił to Jezus.

    CZYTAJ

  • Niedziela Chrztu Pańskiego +

    o. Bogusław Nowak SVD, JAPONIA

    Chrzest, który udzielał Jan Chrzciciel, sam w sobie nie miał mocy przemiany życia człowieka. Chrzest ten był ceremonią oczyszczenia, którą praktykowali pobożni Żydzi. Elementem tej ceremonii było wyznanie grzechów oraz wyrażenie decyzji rozpoczęcia życia zgodnego z przykazaniami, czyli zgodnego ze Słowem Bożym.

    CZYTAJ

  • Wcielenie nową formą zawłaszczenia w miłości +

    o. Jacek Gniadek SVD, POLSKA

    Bóg Stwórca pragnie odnowić relację ze stworzeniem. Nie po raz pierwszy do opisania tajemnicy Boga Biblia sięga po pojęcie „własności”. Według libertariańskiej tradycji prawną ochroną powinny być objęte tylko dotykalne, rzadkie zasoby i tylko takie mogą stanowić własność poszczególnych jednostek. Do takich rzadkich zasobów należał naród wybrany. W oczach Boga naród wybrany był jedyny.

    CZYTAJ

  • Powołania po koronawirusie +

    o. Józef Trzebuniak SVD, INDONEZJA

    W Seminarium Misyjnym w Ledalero trwają rozmowy indywidualne z klerykami. Nadal utrzymuje się stała liczba powołań do Zgromadzenia Słowa Bożego. To znaczy, że w naszym seminarium jest ponad 300 kleryków. Pracuje z nimi kilkunastu prefektów, do którego grona również zostałem zaliczony. Klerycy SVD mieszkają w tzw. Unitach po około 40 kleryków z dwoma prefektami.

    CZYTAJ

  • 1
  • Dlaczego? Bo kocham Boga i bliźnich

    Fundamentem służby dla innych, zwłaszcza biednych, jest adoracja prawdziwego Boga. Modlę się za was i z wami. Moim pragnieniem i marzeniem jest, aby zobaczyć każdego werbistę jako najbardziej kochającego Boga. Aby to była miłość z pasją. Chciałbym widzieć werbistę wypalonego miłością Boga. (MISJONARZ 1/2021)

    WIĘCEJ

  • Ufność Panu ośmiela, by iść dalej

    W Papui-Nowej Gwinei ok. 90% lekarzy pracuje w miastach, podczas gdy 85% mieszkańców żyje na wsi i nie ma dostępu do lekarza, a jedynie opiekę na poziomie pielęgniarskim. W rezultacie średnia życia mieszkańca wsi jest o 10 lat krótsza od średniej życia mieszkańca miasta. (MISJONARZ 1/2021)

    WIĘCEJ

  • Formacja i kwarantanna

    Po powrocie do São Paulo stawiamy czoła nowemu semestrowi, który, jak wskazują tutejsze prognozy i stan obecny, będzie przebiegał podobnie jak pierwszy, czyli pod znakiem pandemii. Z naszej strony spełniamy wszystkie wymagania, aby ustrzec się przed Covid-19 i iść z pomocą cierpiącym, szczególnie rodzinom, które utraciły z powodu tej choroby swoich najbliższych. (MISJONARZ 1/2021)

    WIĘCEJ

  • Młodzi uchodźcy w Bidibidi

    Od 2014 r., kiedy Zgromadzenie Słowa Bożego posłało mnie do Afryki, w żadnym kraju, gdzie posługiwałem, nie dane mi było spędzić dłużej niż dwa lata. Najpierw była Kenia, potem wojna w Sudanie Południowym, następnie kontakt ze światem islamu w Egipcie i obecnie Uganda. Coraz bardziej doświadczam prawdziwości słowa Bożego, które mówi, że jesteśmy tylko przechodniami na tym świecie. (MISJONARZ 1/2021)

    WIĘCEJ

  • Dziwne te święta na Jamajce

    Po powrocie znalazłem go w szoku, a kiedy opowiadał mi o Mszy św. w parafii, miał łzy w oczach – i nie były to łzy radości. Na Mszę do kościoła parafialnego w Boże Narodzenie przyszło tylko kilkanaście osób i to nie odświętnie ubranych, ale jak zwykle. Niektóre kobiety miały nawet wałki we włosach. (MISJONARZ 1/2021)

    WIĘCEJ

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Werbiści na krańcach świata

  • Dundo (ANGOLA)

    Dundo to 300-tysięczne miasto położone nad rzeką Luachimo w północno-wschodniej Angoli w odległości ok. 6 km od granicy z Demokratyczną Republiką Kongo. Od 2000 roku jest stolicą prowincji Lunda Północna.

    Werbiści obecni są w diecezji Dundo od 2006 roku, kiedy rozpoczęli pracę w parafii w Caungula, około 300 km na południowy-zachód od Dundo. Obecnie pracuje tam dwóch współbraci.

    WIĘCEJ
  • 1