30-letnia wojna domowa w Angoli zebrała swoje żniwo. Po zaprzestaniu bratobójczych walk, mieszkańcy liczyli straty. Spalone miasta i wioski. Zbezczeszczone świątynie, zrujnowane placówki misyjne, klasztory sióstr, szkoły i ośrodki zdrowia. Zniszczone fabryki i opuszczone miejsca pracy.

Wśród mieszkańców – poczucie strachu i niepewności. Okaleczone ludzkie ciała i nękające ludzi choroby. Załamania duchowe i psychiczne. Pogrzebane plany i marzenia dzieci i młodzieży. Zaprzepaszczone szanse życiowe.

Dla misjonarzy i misjonarek, którzy przeżyli i nie opuścili swoich stacji misyjnych, nadszedł czas odbudowy. Nadszedł czas pracy nad przywróceniem w ludziach wiary i nadziei na lepszą przyszłość.

Wśród wielu misjonarzy werbistów, pracujących w Angoli jest o. Krzysztof Ziarnowski, którego wysiłki i poświęcenie wszyscy bardzo doceniają.

Z o. Krzysztofem Ziarnowskim pracowałam na jednej misji przez 10 lat – wspomina s. Dolores Zok SSpS. – Posługiwałam jako pielęgniarka. Pamiętam, że kiedy trzeba było nocą zawieźć dziecko do szpitala, na transfuzję krwi, o. Krzysiek oferował swoją pomoc, niezależnie od pory dnia czy nocy. Jako siostry Służebnice Ducha Świętego w Angoli zawdzięczamy mu bardzo wiele. Jego wielką pomoc odczułyśmy szczególnie w leprozorium, które przez sześć lat sama prowadziłam, ale także w szpitalach dla biednych dzieci oraz w innych naszych placówkach misyjnych. O. Krzysztof to prawdziwy misjonarz, oddany Bogu i ludziom.

W czasie działań wojennych w Angoli sam wiele wycierpiał. Najbardziej chyba na skutek eksplozji miny, podłożonej przez partyzantów na drodze.

To cud, że przeżył – wspomina s. Danuta Buńko SSpS. – W 1990 r. jechał z chorą dziewczynką i jej mamą do szpitala. Najechał na minę i samochód wyleciał w powietrze. Mama dziecka zginęła na miejscu. O. Krzysztof odniósł liczne obrażenia i stracił dużo krwi. Kiedy zauważył, że małe dziecko zostało na miejscu wypadku i może się spalić, ostatnimi siłami pobiegł po nie. Przez 20 km niósł na plecach dziewczynkę, uratował jej życie. Sam zemdlał z wycieńczenia. Dziecko przeżyło, a on do dziś ma na twarzy czarne blizny. Ten jego bohaterski czyn wszyscy misjonarze i misjonarki w Angoli pamiętają, choć on sam o tym nigdy za wiele nie mówi. Jest nadzwyczaj skromnym człowiekiem.

Mimo bolesnych doświadczeń, o. Krzysztof nie załamał się ani nie poddał. Wraz z innymi podjął wyzwanie odbudowy zrujnowanej infrastruktury misyjnej w Angoli. A odbudowy i remontu wymagało dosłownie wszystko! Brak materiałów budowlanych, środków transportu i fachowców jeszcze bardziej pogarszał sytuację i mógł go zniechęcić. Mimo wszelkich przeciwności postanowił jednak, że wyjdzie naprzeciw potrzebom współbraci oraz sióstr misyjnych.

„Wszystko można odbudować” – pomyślał.

star angola05
O. Krzysztof w Nzeto w 2007 roku (fot. Waldemar Kus SVD)

        

Tak. Na pewno można. Ale bez środków transportu trudno rozpocząć jakąkolwiek inwestycję, remont czy budowę. Na początku o. Ziarnowski najbardziej potrzebował małej ciężarówki.

„Będzie szybciej, taniej i łatwiej” – pomyślał.

Da sobie wtedy radę. Jest przecież zawodowym kierowcą i mechanikiem. Na kogo mógł wtedy liczyć, jeśli nie na siebie i swoich najbliższych przyjaciół i dobrodziejów z kraju ojczystego i zagranicy.

W Niemczech, w Sankt Augustin prokuratorem misyjnym był dobrze mu znany współbrat, wieloletni misjonarz w Angoli, o. Konrad Liebscher SVD. Wychodząc naprzeciw potrzebom polskich misjonarzy i misjonarek w Angoli, prokury misyjne w Polsce i w Niemczech podjęły jednomyślną decyzję o sfinansowaniu zakupu samochodu ciężarowego z napędem 4x4 marki STAR dla o. Krzysztofa Ziarnowskiego.

Dzięki wspólnym staraniom, w 2004 r. na stacji misyjnej w Nzeto pojawił się nowy samochód ciężarowy, polski STAR. A za kółkiem zasiadł nie kto inny jak sam o. Krzysztof. I tak, z krótkimi przerwami, nie rozstaje się ze swoim STAR-em do dziś.

Kiedy wraz z o. Andrzejem Fecką SVD odwiedziliśmy o. Krzysztofa w marcu 2019 roku w nowo powierzonej mu placówce misyjnej w Kakolo, wieczorem przy kociołku, tuż obok swojego STAR-a, pod mangowcem wspominał:

Bywało różnie. Często z dumą siadałem za kierownicą. Ale nierzadko też leżałem pod samochodem. Nikomu nie odmawiałem pomocy. Za kierownicą zawsze zasiadam sam – dla mojego dobra i dobra ciężarówki – żartował.  – Ale dzięki temu, kiedy większość samochodów już dawno zakończyła swoje życie, mój STAR, nie bez kłopotów, nadal służy potrzebom Kościoła i naszym zgromadzeniom. Teraz tutaj, na misji w Kakolo. Bez mojego STAR-a? Co ja bym zrobił?, Mój Boże! Jednak wszystko ma swój kres. Czas biegnie nieubłaganie. Trzeba być realistą. Ciężko będzie wkrótce pożegnać się ze starym, wysłużonym »przyjacielem«, towarzyszem mojej doli i niedoli po angolskich drogach misyjnych.

star angola08Czas pożegnać starego przyjaciela (fot. Waldemar Kus SVD)

      

Spoglądając z o. Fecką na zaparkowaną w ogrodzie wysłużoną ciężarówkę, byliśmy jednomyślni - czas rozstania o. Krzysztofa ze STAR-em nadchodzi nieuchronnie. I to szybko. Taka już kolej rzeczy.

Stary STAR długo już nie pociągnie! – o. Krzysztofowi, na myśl o rychłym rozstaniu się ze swoim 15-letnim STAR-em, robi się naprawdę smutno i łza kręci się w oku. Ale nie załamuje rąk. Nie poddaje się. Żyje nadzieją, że podobnie jak przed laty, również dziś znajdą się darczyńcy, w kraju i za granicą, którym potrzeby Kościoła angolskiego nie będą obojętne.

Jesteśmy przekonani, że z pomocą Bożą i ludzką, wkrótce do dyspozycji o. Krzysztofa Ziarnowskiego będzie nowy pojazd, nowa ciężarówka. Zaś na angolskich drogach i bezdrożach będzie można zauważyć inny, nowy samochód z napisem „Missao Catolica”, za kierownicą którego zasiądzie sam o. Krzysztof.

Waldemar Kus SVD
Za: Misjonarz 06/2019


Zakup nowego samochodu ciężarowego dla o. Krzysztofa Ziarnowskiego SVD
można wesprzeć wpłacając ofiarę na konto Referatu Misyjnego w Pieniężnie

42 1240 1226 1111 0000 1395 9119

Koniecznie z dopiskiem "STAR dla Angoli"


 

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • Wtedy siewca wyszedł siać

    Wtedy siewca wyszedł siać

    Wszyscy zastanawiali się, gdzie papież pojedzie. Wielkim zaskoczeniem było, że odwiedzi tylko stolicę. Nie przeszkodziło to jednak wielu katolikom, żeby Więcej
  • Misja trwa, choć zmieniły się granice

    Misja trwa, choć zmieniły się granice

    Oruro jest miastem położonym na płaskowyżu Altiplano w zachodniej Boliwii, na wysokości nieco ponad 3700 m.n.p.m. Zamieszkuje go blisko 300 Więcej
  • Matka Boska od kontenerów

    Matka Boska od kontenerów

    Myślałem, że bp Chindekasse żartuje mówiąc, iż jest pomysłodawcą i architektem jedynego chyba na świecie kościoła postawionego z kontenerów magazynowych! Więcej
  • 1