Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy cały świat boryka się z tym samym problemem. Obojętnie na jakim kontynencie, czy na jakiej wyspie żyjesz i pracujesz, i tak jesteśmy wszyscy zjednoczeni.

Zazwyczaj jak pojawiają się jakieś kryzysy, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, wojna, zamieszki, czy mała epidemia, to łączymy się ze współbraćmi w danym rejonie, gdzie kryzys się pojawił. A teraz praktycznie wszyscy jesteśmy w podobnej sytuacji – strachu i niepewności.

U nas na Jamajce, tak samo jak na całym świecie, wszystko stoi. Wszyscy się martwią tym, co jest i co jeszcze będzie. W tej „biedzie” jesteśmy zjednoczeni. Mieszkam i pracuję w rejonie Portmore, gdzie zanotowano połowę zakażeń z całej Jamajki. Choć jesteśmy praktycznie zamknięci w domu, to jednak pracy nam nie ubyło. Niedzielne i codzienne Msze i nabożeństwa odbywają się tylko online. I to tylko dla tych, którzy się w ten sposób mogą połączyć. A tych co nie mają dostępu do takiej techniki trzeba odwiedzić w domu albo wypytać o nich przez sąsiadów. Wielu nie ma dostępu do żywności i choćby podstawowych środków zabezpieczających przed wirusem. Im najbardziej trzeba pomóc.

Tym teraz głównie się zajmujemy jako parafia i jako Kościół na Jamajce. W tym wszystkim jest dużo optymizmu, miłości, solidarności i braterstwa. Choćby przed chwilą rozmawiałem z parafianinem, który mimo że stracił pracę, i to praktycznie na zawsze, zaoferował sporą paczkę żywności dla tych, którzy mają gorzej.

W ostatnim czasie nasz karaibski dystrykt werbistów miał spotkać się na kapitule. To dla nas zawsze niesamowita radość znów się zobaczyć i po prostu pogadać. Mieszkamy i pracujemy na różnych wyspach, oddalonych od siebie przez szerokie morze, w promieniu ponad tysiąca kilometrów, w czterech różnych diecezjach. Niestety jest koronawirus, lotniska są zamknięte, no i nic z tego.

Jedno co mnie cieszy to fakt, że w seminarium św. Michała w Kingston, na kursie ze Wstępu do Nowego Testamentu, który teraz prowadzę, jest 36 studentów. To klerycy, bracia i świeccy. Oni wszyscy uczestniczą w wykładach online. To jedno się za bardzo nie zmieniło. Dalej wszyscy uczestniczą w wykładach, a ja dalej używam różnych technologii internetowych, jak przed koronawirusem. Niedługo zaczyna się sesja egzaminacyjna na University of the West Indies. Zobaczymy jak to będzie, bo trzeba to wszystko przeprowadzić online.

W dwóch parafiach, gdzie jestem proboszczem, też staram się dotrzeć do jak największej liczby ludzi. Robię to przez zwykły telefon. A jeżeli nie ma odpowiedzi, to jadę, by zobaczyć się z nimi osobiście – oczywiście w masce i na odległość.

Spotykam się z wielką przychylnością ludzi. Moje Msze, nabożeństwa, modlitwy na YouTubie, Facebooku albo nawet przez WhatsApp, spotykają się z uznaniem i wdzięcznością moich parafian. Chociaż fizycznie jesteśmy oddaleni, to jednak w inny sposób, jeszcze bardziej połączeni. Bo nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Bernard Latus SVD, Jamajka
Za: Komunikaty SVD

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1