Czasem spotykamy ludzi, którzy już po kilku wspólnie spędzonych chwilach stają się nam bardzo bliscy. Choć wiemy, że już więcej ich nie spotkamy, to jednak myślimy o nich i tęsknimy za nimi. Misje podarowały mi wiele chwil z takimi osobami. Jest wśród nich kobieta o imieniu Landy, co w języku malgaskim oznacza „jedwab”.

Wioska w buszu, a w niej nowa misja. Jeszcze niedawno misjonarz zapewniał, że nie mam co marzyć o pracy w tym miejscu, gdyż brak wolnego pokoju uniemożliwia pobyt wolontariuszy. A jednak Bóg miał swój plan i oto jestem tutaj. Przede mną kilka zajęć dla dzieci z okolicy i tych, które przyjechały z odległej wioski nad rzeką.

Pomieszczenia w budynku są w opłakanym stanie, ciemne i brudne. Żeby je „rozweselić”, zamierzam powiesić na ścianach kolorowe girlandy, które uszyłam w Polsce. Idę więc do jednej z sal. Za mną cicho podąża Landy. Wskakuję na stół, a ona w milczeniu podaje mi ozdoby. O tej kobiecie wiem tylko tyle, że jest osobą z niepełnosprawnością umysłową. A jednak rozumiemy się bez słów.

Dzieci przygotowują girlandę. Landy na końcu stołu (fot. autorka)

Upalne popołudnie. W oczekiwaniu na przybycie dzieci, malgaskie dziewczęta proponują, że namalują kwiaty na mojej twarzy. Zgadzam się bardzo chętnie. Siadam i już po chwili czuję delikatne muśnięcia pędzelkiem na policzku. Gdy mój malgaski makijaż jest gotowy pytam, czy moja twarz wygląda teraz piękniej. Landy przygląda mi się z uwagą. Milczy, ale widzę w jej oczach rozbawienie. Proszę kogoś, by zrobił nam wspólne zdjęcie, Landy i mnie. Jeszcze nie wiem, że to zdjęcie towarzyszyć mi będzie przy wigilijnym stole.

Po zajęciach, na betonowej podłodze w sali leży stosik igieł. Dzieci używały je do tworzenia girland z rurek i bibuły. Proszę kilkoro malgaskich dziewczynek, żeby wbiły igły w poduszeczkę służącą do tego celu. Niestety brak reakcji. Albo nie zrozumiały, albo im się zwyczajnie nie chce. Za to Landy siada na podłodze. Przesuwa wszystkie igły do siebie i robi z nimi to, o co prosiłam dzieci.

Jest wieczór. W misyjnej altanie, przy słabym świetle żarówki kilkoro dzieci koloruje obrazki przywiezione z Polski. Dla młodzieży zgromadzonej wokół stołu mam inne kreatywne zajęcia. Robimy biżuterię, papierowe rozety i anioły, szyjemy lalki i girlandy. Landy zakłada na siebie własnoręcznie zrobioną bransoletkę i naszyjniki z koralików. Zarówno ona, jak i pozostali młodzi Malgasze śpiewają. Ich śpiew niesie się po ciemnym, cichym buszu.

Rano na zajęcia przychodzi ponad setka dzieci. Jestem przerażona. Szybko kończą się kolorowanki. Dwoję się i troję, żeby wszystkim podać to, czego potrzebują. Landy spokojnie, bez słowa bierze ode mnie kredki i rozdaje dzieciom. Jestem pewna, że kredek nie wystarczy dla wszystkich. Mimo to, nie zabrakło dla nikogo. Jak ona to zrobiła?

landy04Kolorowanki (fot. autorka)

Przerwa na obiad. Wychodzę na misyjne podwórko i spotykam Landy. Siedzi w kucki, kreśląc coś patykiem na ziemi. Podchodzę i przyglądam się rysunkom.

- Robe (sukienka), hazo (drzewo), vorona (ptak)… - Landy widząc moje zaciekawienie, wypowiada tytuły obrazków, a tym samym odzywa się do mnie po raz pierwszy i jedyny.

Kucam obok niej i wspólnie rysujemy.

Poranek w buszu. Misyjna Msza św. właśnie się skończyła. Za kilka godzin opuszczę to miejsce. Przede mną podróż do innej misji. Dziś zajęć nie będzie, ale na podwórku czeka grupka dzieci i Landy. Muszę szybko coś wymyśleć. Pozostały już tylko puste pudełka po kredkach i resztki papieru. Siadam więc na progu misyjnego domu i wycinam ptaszki z kartonowych opakowań. Potem rozdaję je dzieciom, pokazując jak ozdobić, wykonać kolorowe skrzydełka i dołączyć sznureczek do zawieszenia. Jeden z ukończonych ptaszków podaję milczącej Landy, która siedzi wśród dzieci. Przyjmuje go chętnie.

Pół roku później, w Polsce, kupuję prezent dla Landy. To kolczyki, bo pamiętam, że nosiła. Zamierzam je zabrać, wracając na misję, jeszcze przed wakacjami. Tymczasem nadchodzi wigilia i wysyłam świąteczne życzenia misjonarzowi. Proszę, żeby przekazał je Landy. Odpowiedź nadchodzi chwilę później.

- Landy zmarła miesiąc temu.

Iwona
Werbistowski Wolontariat Misyjny APOLLOS

Landy (fot. archiwum autorki)

        

    

0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1