W tym roku mija już 12 lat jak wylądowałem na Antigua, gdzie pracuję do dzisiaj. Przyznam, że nie planowałem być tutaj tak długo. Co więcej, niedawno otrzymałem przeznaczenie na kolejne trzy lata. Razem będzie to 15 lat na jednej wyspie. Jak tak dalej pójdzie, to może dożyję tu wieku emerytalnego, co może nie byłoby takie złe, biorąc pod uwagę, że Antigua i Barbuda, to raj dla miłośników podwodnej i nawodnej przyrody i przygody.

Antigua i Barbuda jest bardzo malownicza, leży w archipelagu Małych Antyli na samym środku Morza Karaibskiego, pomiędzy wyspą St. Kitts i Montserrat. Zajmuje powierzchnię nie większa niż 280 km2.

Antigua ze 100 tysiącami mieszkańców jest jedną z większych i chyba najbardziej znaną wyspą. Jest dosyć dobrze skomunikowana ze światem, a to za sprawą bezpośrednich lotów z Anglii i USA. Niewielka powierzchnia wyspy i relatywnie duża liczba ludności sprawiają, że niektórzy odczuwają potrzebę wyjazdu z Antigua na kontynent. Dzieje się tak przynajmniej raz czy dwa razy do roku. Pragną odetchnąć większą przestrzenią i zobaczyć inne twarze – więcej ziemi, a mniej wody. Szczególnie daje to się odczuć podczas pandemii, kiedy ograniczenia i restrykcje nie pozwalają na swobodne przemieszczanie się.

Fot. archiwum Roberta Ratajczaka SVD

Od samego początku pracuję przy Katedrze Św. Rodziny, pomagając w odprawianiu Mszy świętych, ślubów, pogrzebów, słuchaniu spowiedzi. Jednak moim głównym zajęciem w naszej diecezji jest opieka pastoralna nad imigrantami hiszpańskiego pochodzenia. Tak się składa, że najwięcej imigrantów, bo około 10 tysięcy, mamy na Antigua, więc tutaj spędzam najwięcej czasu. Tutaj również koncentruję wysiłki mojej pracy misyjnej. Przeważającą liczebnie grupą imigrantów mówiących językiem hiszpańskim są ludzie przybywający z Republiki Dominikańskiej. Ale mamy też imigrantów z Kuby, Wenezueli, Ekwadoru i Kolumbii. Ten przekrój kulturowy jest niesłychanie interesujący, ale stanowi również duże wyzwanie w pracy pastoralnej.

Język jest wspólny, choć z wieloma ciekawymi różnicami i czasami zupełnie innymi znaczeniami słów. Na przykład na Dominikanie, aby powiedzieć, że ktoś jest zły, obrażony, gniewny, używają słowa guapo/guapa, które znaczy “przystojny, ładny, elegancki”. Słowo coger znaczy “wziąć, złapać”, ale już w Wenezueli może mieć znaczenie aktu seksualnego. Mascota może oznaczać domowe zwierzątko, jak kot czy pies, ale w Republice Dominikańskiej oznacza zeszyt.

Życie imigrantów na Antigua nie jest łatwe. Sytuacja ekonomiczna obecnie pogorszyła się drastycznie. Pandemia nie ominęła Karaibów. Trudno znaleźć jakąkolwiek pracę. Ceny regularnie rosną, aż dziw, że ludzie jeszcze mogą coś kupić. Imigrantom trafiają się prace najtrudniejsze, najmniej płatne i wiążące się często z narażeniem zdrowia. Wielu pracuje dorywczo tylko w soboty i niedziele, kiedy inni odpoczywają. Tylko nielicznym powiodło się i mają stałą pracę. Pomimo trudności nadzieja na lepsze jutro jest silniejsza niż chęć powrotu do ojczystego kraju, gdzie sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Staramy się być obecni w ich życiu. Nie tylko roztaczamy opiekę pastoralną, ale też mamy na uwadze ich problemy socjalne i materialne.

Ostatni rok był dla nas bardzo trudny, gdyż przez kilka miesięcy nie było regularnych Mszy św. Jedyna możliwość uczestniczenia w modlitwach, świętach kościelnych i uroczystościach, to oglądanie ich przed telewizorem albo w Internecie, a na to trzeba mieć pieniądze.Modlitwa różańcowa w reżimie sanitarnym (fot. archiwum Roberta Ratajczaka SVD)

W tym jakże ciężkim okresie wydarzyło się kilka rzeczy, dzięki którym w ludzi wstąpił nowy duch. Zdecydowanie musiała to być interwencja opatrzności Bożej. Otrzymaliśmy zupełnie niespodziewaną pomoc od bardzo szczodrego angielskiego biznesmena, pochodzenia peruwiańskiego. Przez 8 miesięcy wspierał 3 tysiące osób, ofiarowując zasobne paczki żywnościowe dla rodzin, osób samotnych i w podeszłym wieku. W paczkach było to, co najpotrzebniejsze: puszki rybne, mięsne, mąka, ryż, olej, ser żółty, cukier, makaron, papier toaletowy, pasta do zębów, mydło, warzywa i owoce. Raz na miesiąc takie wsparcie było dostarczane do domów. Dzięki tej nieoczekiwanej pomocy mogliśmy wesprzeć wiele rodzin, które inaczej znalazłyby się w sytuacji skrajnego ubóstwa, rozpaczy i głodu. I znów na twarzach ludzi zagościły uśmiechy. Znów powrócił optymizm i nadzieja na lepsze jutro.

W międzyczasie hiszpańska wspólnota otrzymała od ks. biskupa nowe miejsce, gdzie możemy się modlić, zbierać na spotkania i prowadzić katechezę. Nadaliśmy mu nazwę: Hiszpańskie Katolickie Centrum Pastoralne. Ponieważ nasze nowe Centrum jest dość spore chcemy dobrze wykorzystać dostępne pomieszczenia. Mamy plany na prowadzenie kurs w gotowania, szycia, ręcznego wyrobu małych ozdób, wyrobów cukierniczych i pracy na komputerach.

Równie niespodziewanie, jak paczki żywnościowe, pojawili się wolontariusze. Do pomocy przy kuchni mam profesjonalnego francuskiego kucharza, który żyje tu już wiele lat i może uczyć przepisów z kuchni francuskiej, jak również prostej i popularnej kuchni karaibskiej. Mamy we wspólnocie zawodowe krawcowe, które oferują swe umiejętności, aby uczyć młodych i starszych sztuki krawieckiej. Tak więc dużo ciekawych i interesujących zajęć przed nami.

Robert Ratajczak SVD
Antigua
Za: Komunikaty SVD

rratajczak03Nowe Centrum Pastoralne (fot. Robert Ratajczak SVD)

rratajczak02Dystrybucja paczek żywnościowych (fot. Robert Ratajczak SVD)

0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1