Relacja z Sudanu Południowego

ssudan03sLAINYA / SUDAN PŁD. 
Sytuacja w Sudanie Płd., gdzie w połowie grudnia wybuchła wojna domowa, staje się coraz bardziej napięta.

Jak relacjonuje o. Andrzej Dzida SVD po Nowym Roku sytuacja w rejonie Lainya i Yei uległa pogorszeniu.

Widoczne jest napięcie i nerwowość - pisze o. Andrzej. - Większość ludzi pozostaje w domach, a w niektórych rejonach mężczyźni chowają się w buszu.

Oto cała relacja polskiego werbisty.

W Yei, które jest od nas oddalone o 65 km sytuacja uległa pogorszeniu, gdy głównodowodzący wziął cały żołd żołnierzy i wycofał się ze wspierającą go grupa w busz. Cześć żołnierzy zatrzymuje samochody żądając pieniężnego wsparcia. Przemieszczanie się też jest utrudnione. Według relacji naszych sióstr, w Yei zawrócono do domów osoby zmierzające na niedzielną mszę św. W nocy było słychać strzały. Na szczęście, nie ma potwierdzenia, iż ktoś zginął.

Msza święta w stacji misyjnej Jericho (fot. Andrzej Dzida SVD)

W Lainya i najbliższych okolicach wyczuwa się napięcie. Dla mnie niepokojącym znakiem była nieobecność ludzi w kościele. W Lainya pojawiło się tylko 30% osób z normalnej liczby, która uczęszcza w niedziele. Natomiast w odległym o około 15 km Loka West pojawiło się tylko ok. 30 dorosłych osób. Ludzie starają się nie przemieszczać. Istnieje też obawa, iż środki transportu mogą zostać zarekwirowane na potrzeby wojska bądź rebeliantów.

Pojawiają się informacje, ze rebelianci stacjonują i przemieszczają się w buszu oraz na drodze, która znajduje się 30 km od nas.

W ostatnich kilku dniach sytuacja jest „podgrzewana” przez rożne informacje. Według jednej z nich w buszu, w niedalekiej odległości od Lainya, widziano uzbrojonych ludzi. Na początku mówiono, że to "Dinka pilnują swoich krów", a wczoraj że to jednak rebelianci z plemienia Nuerów.

W piątek [3 stycznia – przyp. red.] wracając z Yei był jeszcze jakiś ruch, chociaż większość samochodów zmierzała raczej z kierunku Dżuby w stronę Yei. Ale już w niedzielę był znikomy ruch.

W piątek po raz pierwszy zdarzyło się, że żołnierze pilnujący drogi prosili nas o pieniądze na herbatę. Podobno rząd nie wypłaca im żołdu.

Podsumowując, sytuacja w naszym rejonie robi się nieciekawa. W takich warunkach trudno będzie dotrzeć do naszych stacji misyjnych. Nawet, gdy do nich dotrzemy, nie mamy pewności, czy ludzie tam się pojawią. Z ostatnich informacji wynika, że rebelianci mogą chcieć zająć drogę, która prowadzi z Dżuby do Yei oraz z Yei do granicy z Ugandą.

Wojna domowa w Sudanie Płd. wybuchła 15 grudnia, gdy w stolicy Południowego Sudanu, Dżubie, doszło do strzelaniny między żołnierzami wywodzącymi się z ludów Dinków (ponad połowa ludności kraju) i Nuerów (dziesiąta część ludności). Prezydent Salva Kiir, przywódca Dinków, oskarżył o rokosz przywódcę Nuerów, Rieka Machara, którego w lipcu zwolnił ze stanowiska wiceprezydenta. Od tamtego czasu Machar odgrażał się, że w 2015 r. postara się odebrać Kiirowi przywództwo rządzącej partii i prezydenturę.

Nie wiadomo też jak wygląda sytuacja po dotarciu do granicy Ugandy z Sudanem Pd. i jej przekroczeniu. Pojawiła się obawa, iż rebelianci skupieni wokół Machara (głównie Nuerowie) mogą się zbierać przy granicy z Ugandą i stamtąd próbować ruszyć na Dżubę, aby ponownie odbić stolicę.

Mając na uwadze sytuację z ostatnich dni i kierując się względami bezpieczeństwa odradziłem przybycia do nas polskiej grupy z Fundacji Dzieci Afryki. Szkoda, gdyż miałem plan pokazania naszych stacji misyjnych i pracy sióstr w Yei i naszej w Lainya. Jednakże w obecnej sytuacji, nawet dotarcie do nas mogłoby być utrudnione. Mogliby być zawróceni bez podania przyczyn. A gdyby jednak do nas dotarli i nastąpiła eskalacja konfliktu mogliby mieć ogromne problemy z wydostaniem się z Sudanu Płd.

Kolejnym zarzewiem walk jest sytuacja w stanie Yonglei, gdzie znajduje się ropa naftowa, a ludność jest wymieszana etnicznie. Sytuacja w tym rejonie od początku była niestabilna, a ostatnio została nagłośniona przez śmierć 3 indyjskich żołnierzy z sił ONZ, którzy kontrolowali ten teren.

Jeśli chodzi o sytuację w Dżubie to wyczuwa się ogromne napięcie. Cześć personelu ONZ, organizacje pozarządowe, obywatele Ugandy, a nawet niektóre zgromadzenia zakonne (np. franciszkanie) opuścili Dżubę. Na lotnisku w Dżubie jest to teraz bardziej widocznie, bo przez parę dni nie było lotów, a w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku wszystko się skumulowało.

Wspólnota werbistowska w Sudanie Płd.
(fot. Andrzej Dzida SVD)

Sytuacja może się rozwinąć w dobrym kierunku dzięki wsparciu sił pokojowych ONZ i afrykańskich żołnierzy z Ugandy. Najważniejszy jednak jest tu wysiłek, który zmierza w kierunku pojednania dwóch zwaśnionych największych plemion Dinka i Nuer. Pozostaje otwartym pytanie, czy uda im się pokojowo porozumieć, czy tez Nuerowie zaczną się przegrupowywać i przygotowywać do kolejnego ataku na Dżubę. Mogą im w tym pomóc oddziały z Ugandy.

Mam nadzieje, że jednak dzięki wspólnemu wysiłkowi sytuacja ulegnie poprawie - kończy o. Andrzej Dzida SVD. - Prosimy o stałą modlitwę w intencji Sudanu Płd.

Werbiści misję w Sudanie Płd. założyli w 2012 roku. Obecnie pracuje tam 4 misjonarzy, w tym o. Andrzej Dzida SVD z Polski. Obsługują parafię w mieście Lainya w stanie Central Equatoria na południu kraju.


 

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1