Obecna sytuacja, w trosce o zdrowie własne i innych, zmusza nas do ograniczenia kontaktów międzyludzkich. Jest to nie tylko efekt zarządzeń władz kościelnych i państwowych, ale podpowiada nam to także zdrowy rozsądek.

Jak wiele innych placówek, także i nasze Werbistowskie Centrum Migranta, musiało wstrzymać swoją działalność. Decyzja o tymczasowym zamknięciu została podjęta tuż przed oficjalnym rozporządzeniem władz.

Pierwsze oznaki zaniepokojenia wyszły właściwie od samych migrantów. Niektórzy przestali przychodzić na prowadzone przez nas lekcje języka polskiego. Tak było w naszym głównym „centrum językowym” na Ostrobramskiej 98, jak i w trzech pozostałych placówkach w Warszawie i Wólce Kosowskiej.

Wydaje się, że wspólnoty Chińczyków i Wietnamczyków najszybciej zetknęły się zagrożeniem koronawirusem i najszybciej reagowały. Zanim jeszcze potwierdzono pierwszy przypadek tej choroby w kraju wielu Wietnamczyków już się izolowało. Wyraźnie spadła frekwencja na lekcjach polskiego w Wólce Kosowskiej. Podobnie było na Mszach świętych dla tej grupy.

Przyczyny są dwojakie. W Chinach wybuch epidemii zbiegł się w czasie z obchodami nowego roku księżycowego. W tym czasie wielu Wietnamczyków wróciło w swoje rodzinne stron, aby świętować nowy rok. Jak wiemy, Wietnam był jednym z pierwszych krajów, gdzie wirus rozprzestrzenił się zanim jeszcze dotarł do Europy. Po drugie, spora grupa Wietnamczyków pracujących w Wólce, kupuje towar we Włoszech i regularnie jeździ do tego kraju w interesach.

Wspólnota Wietnamczyków w Polsce, szybko uświadomiła sobie powagę sytuacji i wprowadziła nieformalne, wewnątrzgrupowe zasady. Kwarantanna dla tych, którzy wracali z Wietnamu, po uroczystościach nowego roku. Niektórzy nawet skrócili swój pobyt w kraju ojczystym, aby szybciej wrócić do Polski. Podobny 2-tygodniowy zakaz wychodzenia z domu dotyczył wszystkich, którzy wyjeżdżali do Włoch.

blogoslawiony internet03 minWietnamczycy rozdają maseczki na lokalnym targowisku w Warszawie (fot. za Werbistowskie Centrum Migranta Fu Shenfu)

Czytaj także: Społeczność wietnamska w Polsce organizuje się, by pomóc lekarzom

W tamtym czasie niektórzy wyrażali obawy czy przypadkiem Wietnamczycy nie przywiozą nam „prezentu”. Efekt był taki, że nikt choroby nie przywiózł, a migranci z Azji pokazali nam, jak się zachować wobec tego zagrożenia.

Kiedy już wiedzieliśmy, że sytuacja w Polsce jest bezprecedensowa i szybko nie minie, zastanawialiśmy się co będziemy robić, jak wykorzystać wolny czas? Odpowiedzi przyszły dość szybko. Można powiedzieć przewrotnie, że dalej się spotykamy, tylko nie w bezpośrednim kontakcie, a przez komunikatory społecznościowe.

W duszpasterstwie wietnamskim, jak i każdym innym, zakaz gromadzenia się był jak wyrok. Gdy pierwsze obostrzenia ograniczały uczestnictwo wiernych w Eucharystii do 50 osób, nasza wspólnota już podjęła decyzję o nieodprawianiu Mszy. Zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji. Nie chcieliśmy kusić losu. Brak możliwości wyspowiadania się, przyjęcia Komunii, niemożliwość uczestnictwa w katechezie - dla naszych parafian było to wyzwanie, aby nie utracić ducha wiary.

Wiadomo również, jak łatwo wzbudzić negatywne emocje i opinie, gdyby okazało się, że ktoś z obcokrajowców roznosił wirusa. Jednocześnie powstały nowe pomysły na wyjście naprzeciw obecnym wyzwaniom. Tak pojawił się pomysł sprawowania Mszy online. Do tej pory mieliśmy Mszę raz w tygodniu, teraz mamy ją codziennie. Co więcej Internet nie ogranicza nas przestrzennie. W Mszach, które transmitujemy przez parafialną stronę na Facebooku, uczestniczą również osoby spoza kraju. Jest grupa z Łotwy, gdzie nie ma jeszcze wietnamskiego duszpasterza, są pojedyncze osoby z Wietnamu, Stanów Zjednoczonych, Belgii. W bezpośredniej transmisji bierze udział ok. 70-100 osób. Sporo osób odtwarza Mszę w innych godzinach. Korzystamy z kaplicy sióstr Franciszkanek Misjonarek Maryi (FMM), gdzie mieszka s. Ania Thắm. We Mszy bezpośrednio uczestniczy 4-5 osób.

Nauka polskiego również odbywa się za pomocą Internetu i komunikatorów społecznościowych tj. Messanger czy Hangouts, które umożliwiają organizowanie wideokonferencji. Wielką pomocą w nauczaniu jest platforma e-polish.eu, która stwarza wielorakie możliwości. Można stamtąd pobrać materiały do lekcji czy stworzyć wirtualne testy. Nie wychodząc z domu, nie tracąc czasu na dojazdy, spotykamy się na lekcjach polskiego, każdy ze swojego domu. Podobnie, jak w przypadku transmisji Mszy św., nauka języka przez komputer nie ogranicza nas przestrzennie. Dzięki temu mam teraz dwie studentki z Wrocławia!

Zdajemy sobie sprawę, że taka forma komunikacji jest tylko środkiem zastępczym i przejściowym. Niemniej jednak w większym stopniu korzystamy z narzędzi, które do tej pory nie były wykorzystywane. Chciałoby się wykrzyknąć „błogosławiony Internet”! Co byśmy dziś bez niego zrobili? Dzięki Bogu, że mamy takie możliwości.

Krzysztof Malejko SVD
Za: Komunikaty SVD

blogoslawiony internet03 minO. Krzysztof Malejko SVD podczas lekcji języka polskiego online (fot. za Werbistowskie Centrum Migranta Fu Shenfu)

line pionowa10x100px minO. Krzysztof Malejko SVD przez 4 lata pracował w Wietnamie. Od 2017 roku pracuje w Werbistowskim Centrum Migranta Fu Shenfu w Warszawie i jest jednym z duszpasterzy wspólnoty wietnamskiej w Polsce. Od 2019 roku jest także koordynatorem Apostolatu Sprawiedliwość i Pokój (JPIC) w Polskiej Prowincji SVD.

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault

Polecamy

  • 1