Męka Jezusa Chrystusa w świetle wiary jej uczestników



Męka i śmierć Jezusa Chrystusa w świetle wiary św. Piotra

Piotr poszedł za Jezusem, zaufał mu. Poświęcił swoje łodzie, zostawił dom rodzinny. Wiernie towarzyszył swojemu mistrzowi. Ale miał swoją wizję Mesjasza, którego widział w Jezusie z Nazaretu. W tej wizji nie było miejsca na niepowodzenie, na klęskę, na cierpienie, a już w żadnym wypadku na skazanie na tak haniebną śmierć na krzyżu.

Przypominamy sobie scenę pod Cezareą Filipową, kiedy to Piotr otrzymał pochwałę od Jezusa, że wyznał przed innymi wiarę w Jezusa, jako Mesjasza i Syna Bożego. Po tym wyznaniu Jezus wyjaśnia Piotrowi, co to znaczy mesjańskość i jak to będzie przebiegało w praktyce: będzie on cierpiał, będzie odrzucony przez przywódców narodu i ludzi. Wtedy wiara Piotra napotyka na trudności. „A Piotr wziął go na bok, i począł mu robić wyrzuty: <Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie>” (Mt 16,22).

Ten uczeń przewidywany i naznaczony przez samego Jezusa na swojego następcę, ma jeszcze daleką drogę do udoskonalenia swojej wiary. Musi przede wszystkim zweryfikować pojęcie Mesjasza, zrozumieć misję Syna Bożego, a tym samym plany Boga wobec świata i jego samego. Wiara nieraz wymaga cierpienia, musi stawić czoła bólowi, śmierci. 

Przychodzi ostatnia wieczerza. Mistrz daje ostatnie przesłanie swoim uczniom. Przed każdym klęka i umywa nogi. To wstrząsający znak jego misji - służba Bogu i ludziom, aż do granic pokory, a nawet upokorzenia. Przybliżając się do Piotra, Jezus słyszy słowa: „Panie Ty chcesz mi umyć nogi?” (J 13,6). „Nie, nigdy mi nie będziesz umywał nóg” (J 13,8). Nie, Mesjasz, nasz przywódca, zbawiciel nie może być sługą. On musi być potężny, to jemu powinniśmy służyć. On powinien od innych odbierać chwałę.

Jezus dostrzega to pomieszanie w głowie i sercu Piotra. „Tego, co ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział” (J 13,7). Jeszcze w tym momencie wiara Piotra jest daleka od Mistrza. Nie jest w stanie Dobrej Nowiny zastosować w życiu. W czasie tej Ostatniej Wieczerzy, kiedy Jezus mówi nawet o zdradzie jednego z apostołów i zwątpieniu przez innych, Piotr wydaje się jeszcze pełen zarozumiałości. „Choćby wszyscy zwątpili, ale nie ja” (Mk 14,29). Widać jak daleko Piotr jest od uznania swoich słabości. Przecenia swoje siły.

Wiara dodaje siły ludziom słabym, realistycznie oceniającym swoje możliwości. Natomiast wiara nie jest w stanie harmonizować z ludźmi pewnymi siebie, którzy nie potrzebują niczego od innych, nawet od Boga. Są przekonani, że zbawienie zależy tylko od nich. 

Przychodzi Ogrójec. Piotr wybrany przez Mistrza razem z Jakubem i Janem zasypia. Nie widzi potrzeby modlitwy, czuwania w trudnych momentach. „Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać?” (Mk 14,37). Wiara wymaga czuwania, i to nieustannego. Zaśnięcie w wierze, to niebezpieczeństwo przespania ważnych, istotnych momentów spotkania z Bogiem, zrozumienia cierpienia. Wiara wymaga czujności, inaczej możemy przespać, przegapić bardzo ważne sprawy w naszym życiu. 

Przychodzi decydujący moment misji Jezusa Chrystusa, jego męka i śmierć. Wtedy Piotr opuszcza Mistrza. Ucieka. Nie rozumie tego wszystkiego. A może jednak iskierka wiary, że to wszystko inaczej się potoczy sprawia, że udaje się na dziedziniec arcykapłana. Ale i tutaj kolejny poślizg w wierze, najbardziej upokarzający. Zaparcie się Mistrza i to w sposób ohydny. Przysięga, że nie należy do jego uczniów (Mk 18,17). Nawet zaprzecza, że go nie zna. „Człowieku nie wiem, co mówisz” (Mt 22,60).

Po tym zaparciu się Piotr przypomniał sobie słowa swego Mistrza. „Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał” (Mt 22,62). Oto wielkość Piotra. Nie wstydził się swoich łez, łez swoich słabości. W tym momencie uznał, że jest słaby, że w wierze nie może być pewny siebie, zadufany. 

Zastanawia, że spośród apostołów Ewangelie wyliczają najwięcej potknięć w wierze u Piotra, który miał prowadzić całą wspólnotę Jezusa Chrystusa. Jednak Piotr był zdolny, zrobił niesamowity wysiłek, by odczytać swoje błędy i potknięcia w świetle zmartwychwstania swojego Mistrza. Później powiedział to też św. Paweł: ze słabości moich się chlubię.

Piotr dopiero po wyznaniu, że miłuje swojego Mistrza, umocnił się w wierze. To właśnie w tym miejscu, w którym został powołany, nad Jeziorem Galilejskim, został zapytany przez swojego Mistrza, czy go miłuje. Nie o to, czy wierzy w niego! Miłość pozwoliła mu uwierzyć na nowo, w inny sposób. Ta wiara doprowadziła go to takiej samej śmierci krzyżowej, jak jego Mistrza.

W życiu nie wystarczy wierzyć, trzeba pokochać osobę umiłowaną. Wiara oparta na miłości sprawia, że on sam, Piotr, jest gotowy umrzeć taką samą śmiercią, jak jego Mistrz - na krzyżu. 

o. Konrad Keler SVD (1948-2018)

Kazanie Pasyjne wygłoszone 17 lutego 2013 roku w klasztorze Sióstr Służebnic Ducha Świętego w Sulejówku


Za tydzień:
Piłat i Rzymianie a krzyż Jezusa – wiara zastąpiona sceptycyzmem