9 stycznia: cztery dobre nowiny

Dzisiaj od rana cztery dobre wiadomości. Pierwsza, że dzwon dzisiaj normalnie zadzwonił i większość ludzi przyszła w miarę punktualnie na msze św. Nie było też żadnych większych plotek na temat ataku na Lainya.

Druga to, że nasza kucharka wróciła!!! Może przekąsimy coś lepszego ... uff ... może będzie jakiś zielony dodatek do ryżu i fasolka.

Przed południem chleb jeszcze nie dotarł z Yei, ale rozpoczyna się ruch na drodze. Po południu już dotarł i to trzecia dobra wiadomość tego dnia. Nasza kucharka pochodząca z Ugandy, o imieniu Grace, nie pojawiła się wczoraj, gdyż wraz z częścią miasteczka ociekła w nocy do buszu. Wróciła dopiero wczoraj koło południa. Na szczęście był to fałszywy alarm, ale jak wiadomo „strzeżonego Pan Bóg strzeże”.

Na południu kraju mamy trochę emigrantów z Ugandy, gdyż granica jest bardzo płynna. Są wśród nich pielęgniarki, nauczyciele, prowadzą też własne sklepiki, sprowadzając żywność i i inne wyroby ze swojego kraju. Ugandyjki podobno są najlepszymi kucharkami w tym regionie. Tak wiec po trzech kucharkach, które pochodziły z Sudanu Płd. i pewnego dnia postanowiły nie przyjść do pracy, bez podania powodu, mamy teraz kucharkę pierwszej klasy! Tak przynajmniej mówią.

Liturgia w Laynia


Siostry Slużebnice Ducha Świętego (SSpS)

Poprzednie kobiety chciały po jakimś czasie wrócić do pracy, ale nie za bardzo rozumiały, że trzeba przychodzić w miarę regularnie do pracy, a jak coś wypadnie przynajmniej poinformować. A nie pojawić się po miesiącu i dziwić się, że już nie potrzebujemy kucharki. Mentalność pracy osób nieco odbiega od standardów z Europy czy z Ameryki. Niektórym wystarcza to, co maja. A jak uzbierają trochę więcej to robią sobie dłuższe wakacje.

Wracając do naszej obecnej kucharki z Ugandy - jest wystraszona obecną sytuacją, gdyż większość jej znajomych z Ugandy opuściło Sudan Płd, gdy rozpoczął się konflikt w Dżubie, gdzie straciło życie co najmniej 600 osób.

W ostatnich 3 tygodniach sytuacja raczej nie uległa poprawie. Od tej pory ponad 1.000 osób zginęło w stanie Jonglei (Bor), Upper Nile (Malaka) i Unity (Bentui). Właśnie rano otrzymaliśmy nowe wiadomości z Bentui, iż rebelianci niszczą własne zasoby amunicji, gdyż spodziewają się, że zostaną one przejęte przez wojska rządowe.

Największym problemem jest, że ludzie nie rozpoznają Bożej obecności. Największe nasilenie walk miedzy rebeliantami a wojskami rządowymi nastąpiło w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Zamiast spędzać święta z rodziną, całe rodziny ociekały przed wojenną zawieruchą. W Europie, czy w Ameryce cieszyliśmy się pięknem świat i narodzeniem Jezusa w naszych sercach, a tutaj był tylko obraz Jezusa ciepiącego i konającego. Wiele niewinnych osób, w tym kobiety i dzieci, zginęło w wyniku walk, które są pochodna zachowań polityków i waśni miedzy plemionami. Szczególnie dotyczy to konfliktu pomiędzy plemionami Dinka i Nuer.

W Polsce mogliśmy się cieszyć atmosferą rodzinną w naszych domach, a tutaj w tym czasie 200.000 osób straciło dach nad głowa. Ocenia się, że obecnie w obozach dla uchodźców kontrolowanych przez ONZ przebywa ok . 65.000 osób w Jubie i 3 stanach konfliktu (Jonglei, Upper Nile i Unity). Dodatkowo ocenia się, iż 23.000 jest w obozach na terenie Ugandy, ponad 5.000 w Etiopii, a nie wiadomo ile w Kenii i Sudanie.

Cały czas odbywają się rozmowy pokojowe w Etiopii i dobrze, że się odbywają. Czasami jednak zapominamy, że jest coś, co nas przerasta i sami sobie z tym nie damy rady. Gesty, uśmiechy polityków, podpisy pomagają, ale czy to jest trwały pokój? Św. Paweł w Liście do Rzymian (12,21) mówi: „nie daj się zwyciężyć zło, ale zło dobrem zwyciężaj” (za nim te słowa powtarzał też ks. Jerzy Popiełuszko), ale jakże trudno to zrobić, gdy straciło się matkę, zonę, ojca, tatę, brata, siostrę czy kogoś najbliższego. Jest to długi proces. Cierpienie, przebaczenie, pojednanie, a potem pokój. Jest to możliwe, ale nie wszystkim się udaje. Możemy próbować jednak uwolnić się od naszych traumatycznych przeżyć, cierpię, powierzyć się Jezusowi.

W tym naszym zbliżeniu raczej nie pomoże polityk a raczej kapłan, brat, siostra zakonna. Pytamy czasami, po co misjonarz w tak odległym kraju. Może i po to, aby być, aby trwać, często nawet bez „mądrych słów”, w ciszy, w spojrzeniu, jak to czynili przyjaciele Hioba przez pierwsze dni. A gdzie jest w takim razie Jezus? Czy go nie ma w tym wszystkim? Nie, On jest z nami. Jak cierpiący Sługa Yahwe z księgi proroka Izajasza (53,5): „on był przebity za nasze grzechy, zmiażdżony przez nasze winy. On wziął na siebie wszystkie nasze przewinienia, a w jego ranach mamy uzdrowienie.”

Dzisiejsza Ewangelia (Łk 4,14-22) jeszcze raz daje nam nadzieje i otwiera nas na Dobrą Nowinę. To kolejna dzisiaj już czwarta Dobra Wiadomość. Jezus jest tym, który wyzwala nas z grzechu niewoli, nienawiści i przywraca nam wolność dzieci bożych. Chce byśmy żyli w łasce, w światłości i miłości. Normalnie patrząc, rozwiązanie konfliktu w Sudanie Płd., Syrii, Egipcie, Iraku, Republice Centralnej Afryki jest niemożliwe. Jednak dla Boga nie ma nic niemożliwego. Nie pytajmy, gdzie jest ten pokój, ale zapraszajmy Księcia Pokoju do naszych serc, rodzin i prośmy o pokój na świecie.

o. Andrzej Dzida, SVD
Lainya, 9 stycznia 2014