Szukałem tematu na ten felieton dość długo. I dość długo nic nie przychodziło mi do głowy i nie chciało spłynąć w dół, przez palce, na klawiaturę komputera. Czasem tak bywa, że pusta kartka przytłacza swoją bielą i czystością. Po co ją brudzić? Po co czernić? Czy nie jest ładna taka, jaka jest? I co ona zmieni, ta jedna zapisana strona? 

Ratunek przyszedł niespodziewanie. Szukałem naczynia na popiół, którego użyjemy w Środę Popielcową. Posypujemy nim nasze głowy, naznaczamy czoła. Tym gestem zacznynamy Wielki Post. Popiół towarzyszy nam w tym czasie tylko przez chwilę. Jest takim bohaterem drugiego planu. A szkoda, bo mimo tego, że jest taki cichy, ulotny, głosi bardzo mocną i potrzebną prawdę.

Zastanawiałem się, skąd biorą się takie chwile, jak ta z białą kartką, która nie chciała zapełnić się czernią znaków. Skąd bierze się dziś pustka w głowie. Traktujemy te chwile jako coś, co trzeba przeskoczyć, pokonać, jak przeszkodę. Tymczasem, ta pusta strona, pusta głowa i palce, które nie mają nic do powiedzenia klawiaturze, niosą cenną lekcję. Tak samo, jak cenna jest nauka płynąca z garści popiołu.

Życie dziś toczy się w świecie pulsującym od idei, pomysłów. Uczestniczymy w świecie, który chciałby być prosty, który mieni się globalną wioską, ale nie jest prosty i bardziej niż wioskę przypomina ruchliwy terminal wielkiego lotniska. Wszystko ciągle się przemieszcza, ociera o siebie, plącze, komplikuje. Nie trzeba żyć w wielkim mieście, żeby doświadczać splątania, chaosu i niepewności w kwestiach, które jeszcze wczoraj uznawaliśmy za poukładane i okiełznane. Każdy ma swoje zdanie, które koniecznie musi być wypowiedziane, swoją opinię na każdy temat i swój interes, którego będzie bronił. Można odnieść wrażenie, że cała nasza rzeczywistość przypomina wielokrotnie splątany węzeł, który z każdą chwilą puchnie i coraz bardziej się komplikuje.

Kiedy patrzę na ten popiół, a wcześniej na biały arkusz i migający kursor, widzę teraz nie problem, a rozwiązanie. Aby powstał popiół, coś musi zapłonąć, spalić się. Powstaje jakaś pustka, rodzi się cisza, gaśnie hałas i zgiełk. Ta cisza i pustka są w stanie przeciąć ten splątany świat, w którym obracamy się, żyjemy i jesteśmy. Biel kartki przypomina, że tak naprawdę niewiele jest słów, które coś znaczą. To, że przywykliśmy do myślowego, słownego hałasu i terroru opinii wcale nie znaczy, że tak musi być i że nie można inaczej. A sypkość popiołu przypomina o prawdziwej wartości wielu rzeczy, spraw i działań, dla których niestrudzenie budujemy nowe, większe spichlerze.

Ale, można inaczej. I popielcowa środa jest takim dniem, który niezmiennie pokazuje nam inny świat. Świat, który jest autentycznie prosty. I czysty. Pokazuje to, co zostaje z pożogi, co zostanie po przecięciu węzła wszystkich ważnych rzeczy, które uznaliśmy za takie, bo tak nam kazano, bo tak wypadało, bo tak postanowiła większość. Popiół. I cisza. Życzę Wam i sobie, żeby nam się u progu tego Wielkiego Postu zapaliło. I przecięło. Żeby się spopieliło i zacichło.

I życzę Wam i sobie, żeby nami wstrząsnęło i żeby nas uradowało Słowo unoszące się nad tym krajobrazem z popiołu i ciszy – nawracaj się i wierz w Ewangelię. Ciągle od nowa.

Maciej Baron SVD

blog comments powered by Disqus
0
0
0
s2sdefault