Chcę napisać kilka słów o trzęsieniu ziemi, które nas nawiedziło i podziękować za modlitwy, które wznosicie za mnie i za mieszkańców Cali i w ogóle w całej Kolumbii.
Można powiedzieć, że jesteśmy już po najgorszym. Pojawiają się wstrząsy wtórne jednak nie mają już takiej siły, jaka była u nas w poniedziałek, 10 sierpnia. W środę, dwa dni po trzęsieniu ziemi, miałem Mszę świętą na południu miasta u sióstr zakonnych ze zgromadzenia Eucharystycznych Współpracowniczek Ojca Niebieskiego (Comunicadoras eucrsticas del Padre Celestial). W mieście nie jest łatwo dojechać z punktu A do punktu B. Jest problem z autobusami miejskimi, które szukają objazdów w różnych częściach miasta. Trzeba kombinować i szukać taksówki, które zawsze są zajęte. Ulice są sukcesywnie zamykane, bo w całym mieście jest bardzo dużo budynków, które grożą zawaleniem. Na Mszę św. trzeba więc było iść na pieszo. Przeszedłem w ten sposób w sumie 6 km jedną z głównych ulic Cali. Nigdy wcześniej nie miałem na Mszy św. tak przestraszonych wiernych jak tamtego dnia. Ja też byłem w szoku jeszcze, ale trzeba ludziom pomagać i wspierać się nawzajem.
Miałem okazję przejść obok zawalonych budynków. Tam się zatrzymywałem na chwilę, by odmówić Ojcze Nasz, bo w tych miejscach nie było już nikogo kto mógłby przetrwać trzęsienie ziemi. Tam były już tylko ciała. Dziwne to miejsca, bo nic nie było słychać poza śpiewem ptaków, czego na co dzień się nie doświadcza. Te ulice na co dzień są głośne, pełne autobusów, tirów, samochodów i motorów.
Zawalona piekarnia Quinta Pan w Cali (fot. Przemysław Szumacher SVD)
Generalnie nie ma co szukać sensacji. Na zdjęciach i we wiadomościach tego nie widać, ale czuje się wszechobecny smutek, wielu ludzi chodzących po ulicy ma jeszcze łzy w oczach. W związku z tym naszła mnie taka refleksja. To nie są rzeczy, o których warto pisać szczegółowo i nakręcać się emocjonalnie, jak to widzimy w mediach społecznościowych. W internecie możemy znaleźć setki tysięcy zdjęć, gdzie wszyscy wszystko publikują. Naprawdę potrzebujemy zdjęć wystających rąk ze sterty gruzów? Wystarczy wygooglować albo napisać na Facebooku trzęsienie ziemi w Kolumbii i już mamy wszystko. To jest coś, co najbardziej w tym momencie mnie zasmuca. To jest to bardzo trudny moment w naszej misji. Przechodzisz obok gruzowiska i nie wiesz, czy ktoś jest pod stertą gruzu i liczy na ciebie że go zauważysz? W Cali pomoc jest dobrze zorganizowana, są punkty odbioru pomocy dla poszkodowanych rodzin. W naszej parafii też mamy zbiórkę potrzebnych rzeczy dla poszkodowanych.
Życie toczy się dalej. Nasza parafia El Verbo Divino, gdzie pracuję, nie ucierpiała mocno. Jest kilka pęknięć na ścianach, ale po konsultacji ze specjalistą nie ma żadnego zagrożenia. Jednak trzeba zrzucić dużą ilość tynku, by zobaczyć wewnętrzne struktury ścian czy przypadkiem nie ma uszkodzenia głównych kolumn budynku.
Zniszczenia w kościele parafialnym werbistowskiej Parafii El Verbo Divino w Cali (fot. Przemysław Szumacher SVD)
Plan pastoralny naszej parafii trzeba przemyśleć na nowo, wszystko zawierzyć Panu Bogu i organizować tak, by być jak najbliżej Boga i ludzi. Pan Bóg nas tutaj sprawdza kolejny raz po pandemii, czy rzeczywiście w naszym życiu jest numerem 1, czy jest najważniejszy w rodzinach, w naszej wspólnocie.
W poniedziałek, 10 sierpnia, przeżyłem moment w życiu, kiedy świat gaśnie przed oczami. Trzęsienie ziemi „dorwało mnie” w czasie Mszy świętej, którą odprawiałem w katedrze metropolitarnej. Tam pomagamy odprawiając Msze święte w ciągu tygodnia. W czasie śpiewu aktu pokutnego wszystko zaczęło się kołysać na prawo i lewo. Zaczęliśmy biec ku wyjściu. Widzisz światło, chcesz jak najszybciej dobiegnąć do wyjścia wśród walącego się tynku, kawałków szkła i wszechobecnego kurzu. Pytasz się siebie samego: dobiegnę do końca, do drzwi, czy zostanę w katedrze pod gruzami nie wiadomo ile czasu? Na szczęście miałem Anioła Stróża w postaci zakrystiana który mnie złapał za rękę dosyć mocno, prawie uniósł i krzyczał „Idziemy ojcze! Idziemy!”
O. Przemysław Szumacher SVD w kościele parafialnym werbistowskiej Parafii El Verbo Divino w Cali (fot. archiwum autora)
Katedra ostatecznie się nie zawaliła, główna struktura się utrzymała, chociaż są widoczne pęknięcia na zewnętrznych ścianach. Kopuła się przechyliła i grozi zawaleniem. Wewnątrz katedra jest bardzo zniszczona.
Miasto się podnosi z gruzów, wiele jeszcze pracy przed nami. Nie pozostaje nic innego jak spełnić słowa pieśni często śpiewanej w naszym Seminarium w Pieniężnie „Dzielmy się wiarą jak chlebem, dajmy świadectwo nadziei…”. Proszę o modlitwę za mnie i moich wiernych potrzebujących w tym momencie dokładnie tego wszystkiego: wiary, chleba i nadziei.
Przemysław Szumacher SVD
Cali, Kolumbia
O. Przemysław Szumacher SVD pracuje w Kolumbii od 11 lat. Obecnie jest jedynym polskim werbistą pracującym w tym kraju.
