Kiedy słyszymy słowo „Karaiby”, większości z nas od razu przychodzą na myśl piękne plaże, lazurowa woda, wakacyjny klimat i niekończące się słońce. I rzeczywiście, tutaj zawsze jest gorąco, nocą temperatura rzadko spada poniżej 22°C, a promienie słońca nie ustępują niemal przez cały rok. Krajobrazy są urzekające, tempo życia spokojne, a lokalna społeczność słynie z serdeczności, gościnności, muzykalności i znakomitej kuchni.
Ten idylliczny obraz dotyczy jednak przede wszystkim turystów. Codzienność mieszkańców wygląda inaczej. Aby utrzymać swoje rodziny, wielu z nich pracuje nawet na dwóch etatach, zmagając się z wysokimi kosztami życia.
Wyspa Nevis - mała, ale bogata historią
Wyspa Nevis, na której posługuję, jest niewielka - ma zaledwie 93 km² i nieco ponad 12 tysięcy mieszkańców, głównie pochodzenia afrykańskiego. Azjaci i Europejczycy stanowią około 2% populacji. Stolicą jest Charlestown. Sama wyspa ma kształt stożka, zdominowanego przez wygasły wulkan Nevis Peak (985 m n.p.m.).
Jej dawne nazwy mówią wiele o uroku tego miejsca: Caribowie nazywali ją Oualie („Kraina Pięknych Wód”), Arawakowie - Dulcina („Słodka Wyspa”). Obecna nazwa „Nevis” pochodzi od hiszpańskiego “Nuestra” Señora de las Nieves - Matka Boska Śnieżna. Pod względem religijnym dominują tu anglikanie, metodyści i zielonoświątkowcy, a także liczne mniejsze wspólnoty protestanckie: bracia morawscy, adwentyści dnia siódmego, baptyści. Katolikom, ze względu na wiekowe wpływy brytyjskie, przez długi czas trudno było osiedlić się i swobodnie praktykować wiarę. Według statystyk z 2011 roku katolicy stanowią około 6% mieszkańców, z czego tylko część regularnie uczestniczy w liturgii. Na niedzielną Mszę Świętą przychodzi zwykle 50-70 osób.
Wygasły wulkan Nevis Peak od strony morza (for. Robert Ratajczak SVD)
Posługa kapłańska i życie parafii
Jestem jedynym księdzem katolickim na całej wyspie. Najbliżsi kapłani mieszkają na St. Kitts (40 minut drogi łodzią), a do najbliższego współbrata werbisty trzeba potem dojechać jeszcze ok. 40 minut samochodem. Mimo odległości staramy się spotykać, aby wzajemnie sobie pomagać, zwłaszcza w spowiedzi przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą.
Moja parafia obejmuje dwa kościoły: św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Charlestown oraz św. Jana de La Salle w Gingerland. Wierni z wielkim oddaniem troszczą się o swoje świątynie - przygotowują je do Mszy św., dbają o porządek, a także przygotowują pieśni i czytania.
Każdego tygodnia odwiedzam chorych i starszych zarówno w domach, jak i w domach opieki. Towarzyszy mi zawsze ktoś z parafian, aby poprowadzić śpiew i udzielić praktycznej pomocy. Chorzy z radością czekają na możliwość przyjęcia Komunii Świętej i na wiadomości z życia parafii. Dla wielu z nich te odwiedziny są jedynym stałym kontaktem ze wspólnotą.
Największym wyzwaniem duszpasterskim pozostają małżeństwa i rodziny. Według ksiąg parafialnych ostatni sakrament małżeństwa został zawarty wiele lat temu. Bardzo wiele kobiet samotnie wychowuje dzieci, często bez jakiejkolwiek pomocy ojców. Nierzadkie są sytuacje, w których każde dziecko ma innego ojca. To trudna rzeczywistość, szczególnie dla najmłodszych, bo wpływa na ich edukację, relacje i poczucie bezpieczeństwa. Wciąż brakuje trwałych, odpowiedzialnych związków i gotowości do podejmowania zobowiązań.
Kościół św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Charlestown (fot. Robert Ratajczak SVD)
Wyspa małp - sympatycznych, lecz problematycznych
Ciekawostką, która wyróżnia zarówno Nevis jak i St. Kitts, jest ogromna populacja African green monkeys — kotawców sawannowych. Mieszka ich tu więcej niż ludzi: ponad 20 tysięcy. Choć wyglądają niewinnie, potrafią być bardzo uciążliwe. Żyją w górach, lecz często schodzą w okolice miast, atakują ludzi i zwierzęta, przeszukują śmietniki, niszczą ogrody i pola uprawne. Dla drobnych rolników są prawdziwym zagrożeniem, bo skutecznie utrudniają rozwój miejscowej produkcji żywności. Ich ślady można znaleźć wszędzie. Dla mnie także są wyzwaniem - nie mogę suszyć prania na zewnątrz, bo małpy uwielbiają bawić się bielizną. Dodatkowo zjadają owoce z mojego ogródka. Cóż, z tym także trzeba nauczyć się żyć.
Słońce - dar, który chcemy dobrze wykorzystać
Jak wspomniałem, słońce świeci tutaj niemal bez przerwy. To prawdziwy dar, który w naszej parafii chcemy mądrze wykorzystać. Rachunki za energię elektryczną są bardzo wysokie i stanowią poważne obciążenie dla naszej niewielkiej wspólnoty. Dlatego planujemy montaż systemu paneli słonecznych, co pozwoli znacząco obniżyć koszty energii. Zaoszczędzone środki przeznaczymy na wsparcie potrzebujących rodzin, dzieci oraz różne dzieła duszpasterskie, zwłaszcza te, które pomagają przezwyciężać trudności rodzinne. To inwestycja w stabilność i rozwój naszej parafii oraz całej misyjnej posługi. Dlatego zwracamy się z serdeczną prośbą o pomoc finansową w realizacji tego projektu. Każda, nawet najmniejsza, darowizna pomoże przemienić dar karaibskiego słońca w trwałe dobro dla naszej wspólnoty. Dzięki Waszej hojności Nevis może stać się również wyspą bardziej niezależną energetycznie.
Z serca dziękuję za modlitwę i wszelką okazaną pomoc. Wierzę, że razem ze św. Teresą sprawimy, iż nasza parafia na Nevis stanie się jeszcze silniejsza, bardziej odporna i pełna światła.
Robert Ratajczak SVD
Karaiby
Wspólnocie z Nevis na Karaibach można pomóc wpłacając ofiary na konto Referatu Misyjnego Księży Werbistów w Pieniężnie.
Nr konta: 42 1240 1226 1111 0000 1395 9119
Dopisek „Panele dla Nevis”
Nadinspektor policji na Nevis (w mundurze), który gra na organach podczas Mszy św. Jest ewangelikiem. Obok o. Robert Ratajczak SVD oraz turysta z USA (fot. archiwum Roberta Ratajczaka)