Wiadomości

ŚWIAT MISYJNY

Po co to wszystko?
O. Ryszard Wajda SVD w jednej z górskich wiosek w Papui-Nowej Gwinei (fot. archiwum Ryszarda Wajdy)

Po co to wszystko?

Jako werbiści przyzwyczailiśmy się już do naszej wielonarodowości, ale dla tutejszych ludzi, dla których różnice plemienne są ciągle bardzo mocne i bolesne, widok współbraci z kilkunastu krajów i kultur przy jednym ołtarzu, pracujących razem dla budowania lokalnego, ale ciągle powszechnego Kościoła, zawsze jest mocnym, namacalnym doświadczeniem obecności Ducha Świętego. Aż do zachwytu.

Kilka miesięcy temu skończyliśmy uroczyste obchody Jubileuszu 150-lecia założenia Zgromadzenia Słowa Bożego, czyli niezwykłego misyjnego projektu niesienia i głoszenia Dobrej Nowiny o Jezusie umęczonym do śmierci, zmartwychwstałym i żyjącym, z Jego ożywiającą misją miłości i miłosierdzia dla wszystkich ludzi i narodów, po wszystkie czasy.

Prawie wszyscy współbracia z naszej prowincji uczestniczyli w tych pięknych uroczystościach. Uświetniła je obecność naszego nowego ojca Generała. Oczywiście, wspaniałą atmosferę dziękczynienia tworzyła obecność i zaangażowanie tutejszych katolików. To oni są najlepszym owocem obecności i ewangelizacyjnej pracy kapłanów i braci werbistów, którzy przez 130 lat posługują wśród mieszkańców wybrzeża i 93 lata wśród mieszkańców gór.

Było wiele wdzięcznych słów i świadectw adresowanych do naszego świętego Założyciela i misjonarzy, których inspirował i wysyłał do Papui-Nowej Gwinei. Ale, oczywiście, kulminacją była Eucharystia przyniesiona tutaj przez posługę misjonarzy. Z niej oni czerpali siłę i ten dar obecności żywego Jezusa starali się przekazać tutejszym mieszkańcom.

Częścią programu był zjazd całej naszej prowincji. Przybyło ok. 80 współbraci pochodzących z kilkunastu narodowości i różnych kultur oraz naszych rodzimych współbraci z PNG, także pochodzących z różnych regionów i plemion. Było to wielkie doświadczenie świętowania katolickości, czyli uniwersalizmu Kościoła Chrystusowego, razem z wieloma tubylczymi kapłanami diecezjalnymi i siostrami zakonnymi.

ryszardwajda042026 04Jubileuszowa procesja w jednej z górkich wiosek

Niektóre diecezje zorganizowały uroczystości na swoim terenie. Tak było w górskiej diecezji Kundiawa, na której terenie już 93 lata temu rozpoczęła się werbistowska ewangelizacja wśród plemiennych mieszkańców z epoki kamienia gładzonego. Przed takimi ludźmi stanęli tutaj europejscy werbiści w 1932/33 roku. Co działo się w głowach i sercach tutejszych mieszkańców na widok tych dziwnych przybyszów? Co działo się w umysłach i sercach tych naszych współbraci, w ich misjonarskich sercach i umysłach nastawionych na głoszenie Ewangelii o Jezusie? Podziwiamy, jak to robili. Podziwiamy geniusz o. Arnolda w jego wizji przygotowywania misjonarzy także na takie warunki.

Tubylczy biskup diecezji Kundiawa, Paul Sundu, zorganizował wielkie świętowanie tego jubileuszu dla całej diecezji, aby wszystkie parafie z ich kapłanami mogły Bogu dziękować za dar Ewangelii i Kościoła przyniesiony przez werbistów i przekazywany do dnia dzisiejszego. On sam, a także jego tubylczy kapłani, nazywają siebie „duchowymi synami werbistów”, więc też utożsamiają się z naszym zakonnym jubileuszem. Ciekawostką jest, że dziadkowie bpa Sundu zamordowali jakiegoś werbistę, a on żartobliwie teraz mówi, że swoim powołaniem musi to zrekompensować.

ryszardwajda042026 04Od prawej: o. Ryszard Wajda SVD, bp Paul Sundu, o. Józef Maciołek SVD

W górach werbiści byli pionierami w organizowaniu edukacji, służby zdrowia, towarzyszyli mieszkańcom w kontakcie ze światem zewnętrznym i cywilizacją. Na terenie tej diecezji współbracia byli zaangażowani w przygotowanie części konstytucji tego kraju i formowanie lokalnych elit do przejęcia niepodległości.

Na to świętowanie w Kundiawa–Mingende przybyli współbracia z innych górskich diecezji – Goroka, Hagen, Wabag, Mendi, a także cała rada prowincjalna. Także tutaj doświadczyliśmy aktualności hasła jubileuszu: „Ze wszystkich krajów dla tego kraju – ze wszystkich stron dla każdego człowieka”.

Jako werbiści przyzwyczailiśmy się już do naszej wielonarodowości, ale dla tutejszych ludzi, dla których różnice plemienne są ciągle bardzo mocne i bolesne, widok współbraci z kilkunastu krajów i kultur przy jednym ołtarzu, pracujących razem dla budowania lokalnego, ale ciągle powszechnego Kościoła, zawsze jest mocnym, namacalnym doświadczeniem obecności Ducha Świętego. Aż do zachwytu.

ryszardwajda042026 04Spotkanie misjonarzy z radą prowincjalną w Kundiawie

Biskup, mój wychowanek, postanowił włączyć w to świętowanie także mój jubileusz 40 lat kapłaństwa, które jest częścią historii tutejszych mieszkańców. To takie personalne uosobienie obecności i pracy werbistów na tych terenach. Było to 4-dniowe wspaniałe świętowanie. W mentalności tutejszych ludzi na jeden dzień nie opłaca się przychodzić.

Świętowanie przeminęło. Przyszło codzienne życie. To nieustanne zmaganie się tutejszych chrześcijan i katolików z budowaniem nowego społeczeństwa na wartościach Ewangelii. To ogromny trud, jak zakorzenić kulturę i cywilizację życia i miłości, jednocześnie doświadczając opozycji, przemocy i manipulacji współczesnego sfrustrowanego społeczeństwa.

Pamiętam, że gdy jeszcze byłem seminarzystą w Pieniężnie, zapadły mi głęboko w serce prowokujące słowa św. Arnolda: „głoszenie Ewangelii jest najwyższą formą miłości bliźniego”. Próbowałem to zrozumieć i dumnie się w to chciałem zaangażować. Tak posłano mnie do Papui. Ale jak to praktycznie robić, gdy stanąłem wśród Nowogwinejczyków? Doświadczeni współbracia, gdy ich o to pytałem, odpowiadali mi: „Rób to, co my”. Chrzcij, spowiadaj, udzielaj komunii, odprawiaj msze św. Ale mnie to nie wystarczało, bo wciąż się zastanawiałem, o co w tym wszystkim chodzi. Miałem także świadomość, że tutejsi ludzie, którym udzielam chrztu i spowiadam, też mają w sercu pytanie, co tu chodzi i po co to wszystko. Jest tutaj nowe pokolenie ludzi ochrzczonych, którzy potrzebują wiedzieć „o co tu chodzi” - ponad zewnętrzne formy rytuału sakramentów, liturgii, struktur Kościoła, wspartego prawem kanonicznym.

ryszardwajda042026 04O. Ryszard Wajda SVD podczas procesji eucharystycznej w jednej z wiosek

Przez te 40 lat w jednej diecezji zanurzyłem się w życie tutejszych ludzi starając się rozpoznać strukturę ich myślenia i ich zachowania, wyrażanymi w ich plemiennych świętach i zwyczajach. Duch Święty pomaga mi rozumieć częściowo o co tu chodzi w głoszeniu Ewangelii. Myślę, że w pomaganiu tutejszym ludziom chodzi o to, by zapoznawać się z Jezusem i zawrzeć z Nim wieczne przymierze życia i miłości. A także pomóc im zrozumieć dlaczego i po co misjonarze werbiści przybyli do nich, a wielu z nich przeżyło dla tego celu całe życie tutaj.

I za ten trud pomagania im w zrozumieniu tego, o co w tym wszystkim chodzi też są bardzo wdzięczni. Niektórzy może najbardziej właśnie za to, bo to czyni ich samych misjonarzami Słowa Bożego, gotowych angażować się w okazywanie miłości bliźniego przez dzielenie się doświadczeniem żyjącego Jezusa, z którym się sprzymierzyli w sakramentach. A ja pozostaję jeszcze wśród nich, przy tubylczym biskupie, tubylczych kapłanach, katechetach, nauczycielach i naszych tutejszych braciach i siostrach, ciągle starając się być świadkiem Żywego Światła.

Ryszard Wajda SVD
Papua-Nowa Gwinea

Tekst za: Komunikaty SVD
Fotografie: archiwum Ryszarda Wajdy

ryszardwajda042026 04O. Ryszard Wajda SVD witany w jednej z wiosek

ryszardwajda042026 04O. Ryszard Wajda SVD z parafianami napotkanymi w drodze