Pozdrawiam serdecznie w tym jakże ciekawym roku. Wiele wydarzeń i sytuacji politycznych, społecznych, tych dobrych i tych nie tak dobrych, miało miejsce na świecie. Ale także wiele wspaniałych wydarzeń w Kościele powszechnym, a także w naszym zgromadzeniu. W moim zgromadzeniu! Wystarczy tylko wspomnieć kilka: Jubileuszowy Rok Święty pod hasłem „Pielgrzymi Nadziei”, Jubileusz Młodych w Rzymie, kanonizacja błogosławionych Carlosa Akutisa i Piotra Jerzego Frassatiego. Z tych nieco bliższych polskiemu sercu wymieniłbym XXV Dzień Papieski pod hasłem „Jan Pawel II Prorok Nadziei”, a także XX. rocznica śmierci Jana Pawła II.
Jako Zgromadzenie Słowa Bożego obchodzimy również w tym jubileuszowym roku 150-lecie od założenia. Zatem na początek trochę historii z mojego życia i wspólnego kroczenia z werbistami.
Do Zgromadzenia Słowa Bożego trafiłem przez ulotkę. Mały, niepozorny kawałek skserowanego papieru. Był czarno-biały, wielkości małego obrazka jakiegoś świętego. W jaki sposób to trafiło do mych rąk tego już nie pamiętam. Ale w konturach mapy świata wielkimi literami napisano: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszystkim narodom”. To było to! Poczułem coś nowego, jeszcze nie tak jasnego w sercu, ale byłem już pewny, że nie chcę być księdzem diecezjalnym. Pójście na cały świat było wyzwaniem.
O. Benjamin z Roberto Carlos Zacarias, bpem diecezji Canindeyu w Paragwaju (fot. archiwum autora)
Od przyjęcia I Komunii Świętej, aż do matury, służyłem w kościele jako ministrant. Niedzielna msza święta była obowiązkowa w naszej rodzinie. Msza o godz. 9.00 była specjalnie dla dzieci, pomimo tego, że o tej samej porze polska telewizja w czasach komunizmu transmitowała najlepsze filmy.
Często kotłowało się w sercu, ale z rodzicami nie było szans. Coroczne pielgrzymki do Częstochowy, do Czarnej Madonny, jeszcze bardziej utwierdzały moje powołanie. Wybór kard. Karola Wojtyły na papieża, 16 października 1978 roku, i to jak na krakowskich błoniach, w czerwcu 1979, mogłem usłyszeć jego głos i uczestniczyć w spotkaniu z nim, utwierdziły moje powołanie misyjne. Później, już na Placu św. Piotra, na audiencji generalnej, pobłogosławił mój wyjazd na dalsze studia, na misję w Paragwaju.
Po krótkiej informacyjnej wizycie w klasztorze w Nysie, jeszcze nie odzyskanym po grabieży komunistycznej, napisałem podanie o przyjęcie do nowicjatu. Otrzymałem telegram z Pieniężna: „Przyjeżdżaj jak najszybciej z dokumentami… Czekamy… Ojcowie werbiści”. Niespodzianka, zaskoczenie, poniekąd radość w rodzinie oraz w parafii. Chyba nikt się tego nie spodziewał, a na dodatek było nas dwóch kandydatów. Był to rok 1980, w którym moje zgromadzenie obchodziło 105. urodziny.
Świętowanie 37. rocznicy święceń kapłańskich o. Benjamina (fot. archiwum autora)
Od tych pamiętnych dni minęło już 45 lat. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nowicjat w Chludowie. Po kilku dniach obłóczyny. A po dwóch latach filozofii w nowym domu formacyjnym, w Nysie, następna niespodzianka i spełnienie marzeń każdego młodego werbisty w tamtych czasach - wyjazd za granicę, do Ameryki Południowej! Tam gdzie żyją jeszcze Indianie. Pobudziło to wyobrażenia jak z westernów o Indianach na „dzikim zachodzie”. Tak oto wyjechałem na dalsze studia teologiczne do Paragwaju.
3 maja 1988 roku, w święto Matki Boskiej Królowej Polski, w werbistowskiej parafii pw. św. Jana Chrzciciela w Asunción, w stolicy kraju, w otoczeniu rodziców, wraz z dwoma współbraćmi z Polski, otrzymaliśmy święcenia kapłańskie. Po święceniach przez dwa lata pracowałem na parafii św. Błażeja. Była to parafia katedralna w mieście na przygraniczu z Brazylią i Argentyną. Aż do obalenia dyktatury nazywano to miasto Ciudad Presidente Stroessner (dziś Ciudad del Este).
Był to czas dzielenia się Słowem Bożym przede wszystkim w dwóch ubogich dzielnicach nad rzeką Parana, gdzie mieszkało mnóstwo dzieci i młodzieży. Ludzie prości, bez stałego zatrudnienia ale niezwykle gościnni, serdeczni i, pomimo wszystko, bardzo weseli. Mój proboszcz, śp. o. Guillermo Hirth, chyba coś wypatrzył we mnie i jako zadanie powierzył mi duszpasterstwo młodzieży, formację grup młodzieżowych i prowadzenie rekolekcji dla młodzieży. Tam, jako młody kapłan, uczestniczyłem w rekolekcjach organizowanych przez młodzież w ruchu zwanym Movimiento de Jornadas Siglo XX de Amores. To ruch, w którym młodzi ewangelizują młodych, oni też ich „szukają”, aby uczestniczyli w czterodniowych rekolekcjach, do których przez wiele miesięcy się przygotowują.
Pierwsza Komunia Święta (fot. archiwum autora)
Ten system rekolekcyjny mnie zauroczył do tego stopnia, że do dziś uczestniczę w tych rekolekcjach. Można powiedzieć, że to już prawie trzecie pokolenie. Wiele rodzin, które się zawiązały, po tym jak mieli okazję przeżyć te rekolekcje, teraz wysyła na nie swoje dzieci i później wnuki. Jornadas Siglo XX de Amores dla wielu młodych, małżeństw i dorosłych stały się stylem życia.
Pomimo tego, dalej mnie ciągnęło do Indian, z którymi już miałem kontakt podczas praktyk duszpasterskich jako kleryk. Po święceniach każde spotkanie z prowincjałem wykorzystywałem na nagabywanie. Pytałem, kiedy mnie w końcu przeznaczą na misje. W końcu 10 marca 1990 roku zawitałem do misji w Chupa Po’u, wśród Indian Aché. Następne marzenie spełnione. Ta grupa etniczna w latach 70. była na wyginięciu. Dzięki zgromadzeniu, wielu misjonarzom i ludziom dobrej woli, udało się powstrzymać „etno i genocidio”. Wśród nich zostawiłem moje serce, moją młodość, moje zdrowie, ale przede wszystkim 22 lata dzielenia się wszystkim, uczenia się kochania, respektowania i współżycia z naturą. Jestem przekonany, że dużo więcej otrzymałem niż dałem. Jestem wdzięczny za to, że zaakceptowali mnie i nas werbistów, za każdą życzliwość i wyrozumiałość. Niech Bóg, Apa Wachu, stokrotnie im to wynagrodzi!
O. Beniamin Remiorz SVD (fot. archiwum autora)
CZYTAJ: Największy anioł świata wśród ludu Ache
Po 22 latach pobytu i życia wśród Indian Aché prowincjałowi „udało się” zainteresować mnie innym projektem duszpasterskim. Jako że wśród Indian wiele czasu poświęciłem na organizowaniu edukacji szkolnej, formacji nauczycieli pochodzących z ich wspólnot, staraniom o uznanie ich szkół w ministerstwie edukacji narodowej i jako że sam też skończyłem studia pomaturalne w kierunku edukacji i pedagogiki, potrzebowała mnie prowincja do kierowania parafialną szkołą podstawową i średnią. I tak oto tutaj, w pięknym i dość spokojnym miasteczku La Paloma del Espiritu Santo, przyszło mi świętować 150. rocznicę naszego zgromadzenia.
W tym świętowaniu były takie trzy momenty, trzy zupełnie inne odsłony. Centralne obchody odbywały się w naszej prowincji w Encarnacion, miasteczku sąsiadującym z Posadas (Argentyna), gdzie z prowincji argentyńskiej trzech współbraci rozpoczęło nową misję na terenach Paragwaju w styczniu 1910 roku. Pracowali wśród Indian Guarani nad rzeką Monday. Należymy zatem do jednych z pierwszych misji, która była jeszcze w planach naszego założyciela Arnolda Janssena.
Nie miałem okazji uczestniczyć we wspomnianych obchodach, wraz ze wszystkimi współbraćmi, siostrami i świeckimi przyjaciółmi werbistów. Było mi trochę smutno, ale miałem okazję przeżyć te urodziny, ten jubileusz, w zupełnie inny sposób. Tak się złożyło, że w tych samych dniach były zaplanowane rekolekcje młodzieżowe dla Jornada Siglo XX de Amores i nie było jak odmówić. Pojechałem, uczestniczyłem i przeżyłem ten czas w trochę inny sposób. Była to znakomita okazja, by promować nasze zgromadzenie i temat misji. Wspomniałem o potrzebie nowych powołań, o tym gdzie i jak służymy, o naszej międzynarodowości w kontekście tylu trudnych i skomplikowanych sytuacji migracyjnych.
Pielgrzymka Światowych Dni Młodzieży po naszej diecezji Canindeyu (fot. archiwum autora)
Dla mnie była to wspaniała okazja, aby się trochę wyciszyć, pobyć na osobności z Tym, który mnie powołał. Zrobić ewaluację z mych 45 lat wspólnego kroczenia w Rodzinie Arnoldowej. A co najważniejsze, z serca podziękować Bogu za 150 lat zgromadzenia, za przyjęcie mnie w swoje szeregi, za tyle przeżyć, tych pięknych, wspaniałych, których nie sposób zapomnieć, ale także tych czasami trudnych, które są częścią naszego wspólnego życia. Za tyle radości przeżytych w pierwszych latach w Polskiej Prowincji i tych radości w Paragwaju, w seminarium bardzo międzynarodowym, gdzie było nas tam czasami 22 nacji. Za czas wśród Indian Aché, których nigdy nie zapomnę i zawsze będą nosił w mym sercu. Za tą wspaniałą młodzież, która na każdym kroku pomaga mi zapomnieć przeżyte lata i jest wezwaniem do dalszego kroczenia z nimi, choć pomimo naszych lat, naszego wieku, ciągle nas potrzebują i są wdzięczni za służbę wśród nich. Jestem wdzięczny za tą nie do opisania gościnność i serdeczność Paragwajczyków.
W werbistowskiej szkole, gdzie od 13 lat pracuję, obchodziliśmy nasz jubileusz w Tygodniu Misyjnym. Każdego dnia, na porannym apelu, coś nowego, coś z historii, coś z naszej posługi, charyzmatu zgromadzenia, a później kontynuacja w salach. Wszystko to w kreatywny i dynamiczny sposób, zostało przelane na papier lub przekute w krótkie przedstawienia teatralne, modlitwy, a nawet poezję.
Poniżej wiersz jednej uczennicy z 9 klasy. Rafaela napisała poruszającą modlitwę:
150 LAT SŁOWA BOŻEGO
W Steyl zrodziło się ziarno,
Wiary, miłości i misji,
Arnold usłyszał głos Boży,
I oddał swoje serce.
Sto pięćdziesiąt lat historii,
Pewnych kroków i modlitwy,
Niosących światu dobrą nowinę,
Żywe słowo zbawienia.
W odległych i bliskich krajach,
językach, narodach i kolorach,
Słowo Boże staje się życiem,
Z nadzieją, sprawiedliwością i miłością.
Dzisiaj wdzięczna rodzina,
Patrzy w przyszłość z ufnością,
W Bogu, drodze i odkupieniu.
Niech duch nadal wieje,
Niech ta misja nigdy się nie kończy:
150 lat głoszenia Słowa,
które stało się ciałem w misji!
Rafaela Martins Rodrígues
(tłumaczenie: ADM)
Ostatnim aktem obchodów 150-lecia SVD była uroczysta msza w kościele pod wezwaniem Ducha Świętego w naszej parafii. Uczestniczyli w niej nauczyciele i uczniowie w odświętnych mundurach ze sztandarami i symbolami szkoły.
A ta poezja niech będzie jakimś podsumowaniem i formą wyrażenia wdzięczności dla zgromadzenia w myślach i sercu 15-latki z werbistowskiej szkoły.
Benjamin Remiorz SVD
Tekst za: Komunikaty SVD
Przedszkolaki ze szkoły oarafialnej w La Paloma del Espíritu Santo (fot. archiwum autora)
Więcej o pracy o. Beniamina Remiorza SVD w La Paloma del Espiritu Santo można przeczytać TUTAJ.