W tym roku, po raz pierwszy w życiu, Wielkanoc spędziłem zamknięty w domu - na południe od Santa Cruz, niedaleko słynnej z biedy dzielnicy, gdzie zwykle robię zakupy, zanim dotrę do domu. (...) Ponowne, w 2020 roku, przeżycie męki i zmartwychwstania Jezusa, w obliczu zagrożenia koronawirusem zrobiło na mnie ogromne wrażenie i zmieniło mnie. Jak bardzo chciałbym, aby moje sumienie zmartwychwstało wraz z Chrystusem? Jak bardzo chciałbym, aby moje życie było zdrowe w ciele i na duchu? Jak bardzo chciałbym, aby mój bliźni był bardziej częścią mnie samego i ja częścią niego?
Wiadomości
ŚWIAT MISYJNY
Zamykanie większości miejsc pracy, w szczególności w miastach, prowadzi do problemów z przeżyciem większości biednych mieszkańców przedmieść i slumsów stolicy kraju, którzy pracują na dniówki. Jeśli od 20 marca, czyli przez prawie miesiąc nie mają z czego żyć, możecie sobie wyobrazić, co się dzieje w większości biednych rodzin z przedmieść.
Część młodych chłopaków, którzy byli wysłani przez rodziny, aby przywieźć pieniądze, teraz wraca na wieś z niczym. Zresztą na wsi sytuacja też nie jest dobra, gdyż nie mogą sprzedać wszystkich produktów na rynku, a nie mają specjalnych miejsc do magazynowania.
Od kilku miesięcy słyszymy o pandemii koronawirusa. Do Boliwii ta epidemia dotarła miesiąc temu i wprowadziła totalne załamanie na wszystkich płaszczyznach życia społecznego, publicznego i politycznego.
O pierwszym przypadku w naszym mieście Oruro dowiedzieliśmy się 11 marca i prawie natychmiast nasze władze podjęły środki ostrożności. Zostały zamknięte szkoły, targowiska, apteki i wszystkie inne punkty spotkań. Zamknięto granice między państwami, a nawet między poszczególnymi miastami i wioskami. Wszyscy utknęli w miejscu. Czas po prostu się zatrzymał, a my razem z nim.
Zbliżają się Święta Wielkanocne, a my tutaj w Papui Nowej Gwinei nie wiemy, czy jak co roku będziemy w stanie obchodzić je uroczyście i radośnie - pisze o. Zenon Szabłowiński SVD z Papui Nowej Gwinei. - Wszystko jest teraz pozamykane: kościoły, szkoły, uczelnie, a nawet część sklepów.
Sektor medyczny w tym kraju nie jest przygotowany na walkę z koronawirusem. W szpitalach nie ma nawet wystarczającej liczby masek, rękawic czy odzieży ochronnej dla personelu medycznego, nie mówiąc o innych niezbędnych środkach do leczenia i zapobiegania rozprzestrzenianiu się wirusa.
Dostosowując się do wszelkich wytycznych, aby jak najszybciej zapobiec rozprzestrzenianiu się epidemii koronawirusa i denga, do ostatniego dnia marca w parafii odwołane są wszystkie zajęcia duszpasterskie. Dlatego też nadmiar wolnego czasu wykorzystuję na zaległe sprawy: czytanie książek, oglądanie filmów religijnych. A także na lepsze przygotowanie się do Wielkiego Tygodnia, jeśli zaplanowany stan epidemiologiczny nie przedłuży się.
Jak mówi wielu parafian, jest to okres wyjątkowy. Zupełnie inny Wielki Post, przerwany w połowie. I miejmy nie tylko cichą nadzieję, aby taki sam nie był też Wielki Tydzień i same święta Zmartwychwstania Pańskiego.
18 marca 2020 roku zmarła w Raciborzu s. Dawida Wiesława Strojek SSpS, wieloletnia misjonarka w Papui Nowej Gwinei. Wielu z nas poznało bliżej jej życie i pracę dzięki dokumentowi „Polscy misjonarze” w reżyserii Simona Targeta.
Dawida nie lubiła zbytnio bycia filmowaną, choć cierpliwie odpowiadała na moje niekończące się pytania – pisze Simon Target na profilu facebookowym The Polish Missionaries. - Ale postanowiła mi pomóc i tylko dzięki niej udało mi się pokazać historię kilku ludzi, którym uratowała życie.
30 stycznia w Szkole Beatrix w Puri z wielką nostalgią obchodzono 102. rocznicę urodzin Sługi Bożego Ojca Mariana Żelazka SVD, zmarłego w 2006 roku założyciela Szkoły Beatrix, Karunalaya Leprosy Care Center oraz Ishopanthi Ashram.
Ceremonie rozpoczęły się od uroczystej Mszy Świętej odprawionej w Ashramie. Przewodniczył jej o. Baptist D'Souza SVD, dyrektor Ishopanthi Ashram i Karunalaya Leprosy Care Center. Dziękowano Bogu za błogosławieństwa otrzymane przez ojca Mariana za pośrednictwem instytucji założonych przez niego w Puri.
25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia przyszedł tajfun. Był to jeden z najpoważniejszych tajfunów, jaki do tej pory przeżyłem na Filipinach. Wyludniło się, ani żywej duszy na ulicach. Tajfun szalał cały dzień.
W niedzielę, 12 stycznia, doświadczyliśmy kolejnego kataklizmu. Na sąsiedniej wyspie wybuchł wulkan Taal. Trwało to zaledwie 10-15 minut, ale zniszczenia sięgają wielu kilometrów. W środę, 15 stycznia, byłem w Tagaytay, gdzie wybuchł wulkan. Wszystko było pokryte pyłem wulkanicznym, a w powietrzu czuć było siarkę.