Wiadomości

ŚWIAT MISYJNY

Angola pozostaje krajem nadziei (WYWIAD)
Bp Estanislau Chindekasse SVD na ławeczce o. Mariana Żelazka w Chludowie (fot. SVD Chludowo)

Angola pozostaje krajem nadziei (WYWIAD)

W lipcu 2023 roku Polskę odwiedził bp Estanislau Marques Chindekasse SVD, ordynariusz diecezji Dundo w północno-wschodniej Angoli. Na terenie porównywalnym z powierzchnią 1/3 Polski pracuje 25 kapłanów, w tym kilku werbistów z Polski.

Oto wywiad, który z gościem z Angoli przeprowadzili werbiści z Chludowa.

Misjonarze Werbiści Chludowo: Proszę łaskawie przedstawić się: imię, nazwisko, kraj, wiek.

Bp Estanislau M. Chindekasse SVD: Mój Boże! (śmiech) Nazywam się Estanislau Marques Chindekasse. Jestem Angolczykiem, z centrum kraju, mam 65 lat. 

Mając na uwadze, że wiek emerytalny dla biskupa to 75 lat, Ekscelencja ma przed sobą jeszcze dużo pracy, co najmniej dziesięć lat!

Tak, tak to jest! Jestem misjonarzem Słowa Bożego. Dziesięć lat temu zostałem mianowany biskupem diecezji Dundo, położonej w północno-wschodniej Angoli. To region graniczący z Demokratyczną Republiką Konga. Nasza diecezja jest bardzo młoda. Powstała 21 lat temu w wyniku podziału jeszcze większej diecezji. Ale nasze terytorium ciągle jest ogromne, ponad 100 tysięcy kilometrów kwadratowych. To mniej więcej jedna trzecia Polski.

Skąd Ekscelencja ma takie imię, Estanislau? W Polsce brzmi ono bardzo swojsko - Stanisław.

Imię to nadali mi rodzice. Zapewne na cześć jakiegoś misjonarza, który pracował w naszym kraju. Moja rodzina, a zwłaszcza moi dziadkowie, mieli wiele kontaktów z misjonarzami. W Angoli było to bardzo rzadkie imię. Teraz pojawia się częściej.

Czy ksiądz biskup utożsamia się z jakimś konkretnym św. Stanisławem?

Początkowo bliższy mi był św. Stanisław Kostka. Opowiadano mi o nim.

To patron tego domu.

Tak, tak! Kiedyś byłem w Wiedniu i odwiedziłem klasztor, w którym mieszkał Stanisław Kostka. Ale nie miałem szczególnego nabożeństwa do tego świętego. Natomiast w 2004 roku odwiedziłem Kraków i byłem przy grobie św. Stanisława Biskupa. Zakochałem się w tej postaci. Modliłem się przed jego grobem i nawet trochę zainteresowałem się historią Polski. Mam małą książeczkę w języku angielskim ze zwięzłą historią Polski. Stąd narodziła się moja miłość do Polski. Oczywiście wynikła ona również dzięki kontaktom z wieloma polskimi współbraćmi, z którymi pracowałem.

Jednym z nich był chyba o. Jan Musiał, który jest członkiem wspólnoty tego domu?

O. Jan jest pierwszym polskim współbratem, którego spotkałem. Był rok 1980, wrzesień. O. Jan miał chyba 29 lat. Ja byłem wtedy kandydatem do werbistów. O. Jan był bardzo serdeczny. Wtedy dowiedziałem się o jego misji na północy Angoli, na terenie mojej obecnej diecezji.

W następnym roku powinienem iść do nowicjatu i dyskutowano, gdzie ma się on odbyć, bo w Angoli nie było nowicjatu. Była mowa o Brazylii, Portugalii, ale też o Polsce. Polska była o tyle ciekawym wariantem, że podobnie jak Angola, była krajem komunistycznym. Mało brakowało, a przyjechałbym do Polski. Ostatecznie jednak udałem się do Hiszpanii.

Po święceniach moją pierwszą misją było Kongo i tam pracowałem z o. Janem w tej samej parafii. Był moim przełożonym. Był tam także inny współbrat z Polski, obecny rektor seminarium w Pieniężnie, o. Adam Michałek. O. Adam opuszczał misję, a ja byłem jego zmiennikiem. Pokazał mi wspólnoty, w których miałem posługiwać. Zostałem tam dwa lata. Wiele lat później spotkaliśmy się z o. Janem ponownie w Angoli, ale już nie w tej samej wspólnocie.

bp chindekasse02Bp Estanislau Marques Chindekasse SVD ze współbraćmi i Wietnamczykami w Chludowie (fot. SVD Chludowo)

Czy Ekscelencja ma jakąś specjalizację, oprócz formacji seminaryjnej?

Zrobiłem doktorat z filozofii w Rzymie, ale po jego ukończeniu zostałem powołany do Rady Generalnej Zgromadzenia Słowa Bożego i filozofia zeszła na boczne tory. Przez 13 lat pracowałem w administracji Zgromadzenia Słowa Bożego. Potem wróciłem do Angoli i zamierzałem poświęcić się bardziej nauce, ale zostałem biskupem.

Jako członek Rady Generalnej werbistów, Ekscelencja odwiedził wiele miejsc. Jednym z tych miejsc były Indie i miasto Puri, gdzie pracował o. Marian Żelazek. Czy Ekscelencja może podzielić się swoimi wrażeniami ze spotkania z o. Marianem?

Spotkałem ojca Mariana jeszcze przed wizytą w Indiach. On, podczas swoich przyjazdów do Europy, odwiedzał również Rzym. Wydaje się, że miał tam krewnych, przyjaciół czy dobroczyńców. Odwiedzał również i nasz dom generalny. Współbracia z Indii witali go z wielkim szacunkiem. Wiedzieliśmy, że przeszedł przez obóz koncentracyjny. W 2004 roku miałem możliwość odwiedzić Indie i miasto Puri, gdzie o. Marian zorganizował kolonię trędowatych. To było zdumiewające! Byłem pod wrażeniem jego wewnętrznego spokoju i troski, jaką się charakteryzował. Robił wszystko ze spokojem, który wydawał się w nim bardzo naturalny. To naprawdę robiło na mnie wrażenie. 

A potem poszliśmy odwiedzić chorych. Oni mieli ogromne rany. O. Marian leczył tych ludzi z uwagą i szacunkiem, które były imponujące, imponujące. Chodzi o to, że w szpitalach personel robi wszystko bardzo szybko, jak maszyny. Ale on nie! Zrozumiałem, że dla niego każdy człowiek był osobą. On dla każdego miał czas. Tego samego dnia odwiedził nas mężczyzna, Hindus. Przyjechał samochodem i przywiózł ubrania do rozdania. Powiedział mi on o o. Marianie: „To dobry człowiek!”. 

Wiem też, że o. Marian zbudował szkołę. Bez wątpienia jest on człowiekiem, który pozostawił tam swój ślad. Ale to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to jego człowieczeństwo i poczucie wewnętrznego spokoju. Tym bardziej, wiedząc przez co przeszedł, znając jego historię. Wtedy tym bardziej nabiera się przekonania, że o. Marian Żelazek ​​był kimś, kto poruszał się w przestrzeni czystej miłości.

W 2008 roku Ekscelencja odwiedził Polskę w związku z wizytacją generalną. Teraz odwiedza ją znowu. Czy są zmiany po piętnastu latach?

Wtedy wrażenie zrobiła na mnie gościnność współbraci. Jeśli chodzi o ogólną sytuację, w 2008 roku panorama była zgoła odmienna. W Chludowie byli nowicjusze. Zaprosiłem ich do pracy w Angoli. W Pieniężnie nadal funkcjonowało seminarium duchowne. Nie były to już imponujące liczby i czuliśmy, że zbliża się poważny kryzys, ale nie sądziliśmy, że nadejdzie tak szybko.

Kolejną rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie, była uroczystość Wszystkich Świętych. Pochodzę z kraju katolickiego, ale byłem pod wrażeniem tego, jak tu obchodzi się ten dzień. A było to w Chludowie. Do dziś nie zapomniałem tego, jak ludzie obchodzą ten dzień.

bp chindekasse02Bp Estanislau Marques Chindekasse SVD z o. Jane Musiałem SVd (z lewej) i o. Edwardem Sito SVD (fot. SVD Chludowo)

Cmentarze „płoną”? 

Tak, tak, płoną! Ale wrażenie zrobiła na mnie także jesień. W Europie spędziłem wiele lat. Nowicjat odbyłem w Hiszpanii, studia w Portugalii, doktorat w Rzymie, ale po raz pierwszy zdałem sobie sprawę z piękna jesieni tutaj, w Polsce.

Podczas tamtej wizyty mówiło się też o umiędzynarodowieniu Polskiej Prowincji Zgromadzenia Słowa Bożego. Pojawili się wtedy pierwsi współbracia z Indonezji i przybyli pierwsi studenci z Togo. Mówiono o umiędzynarodowieniu Polskiej Prowincji, podobnie jak ma to miejsce w innych prowincjach w Europie. Wielokulturowość jest znakiem rozpoznawczym wszystkich prowincji misyjnych. Postulowano, aby zrobić coś w tym kierunku również w Polsce i wydaje się, że to się udaje.

Tak, już kilkanaście procent werbistów w Polsce to cudzoziemcy. Chodzi przy tym o ludzi młodych i aktywnych.

Tak, taka jest rzeczywistość. Wtedy to jeszcze nie było jasne.

I trzeba zaznaczyć, że często są to osoby bardzo utalentowane i wnoszące imponujący wkład.

Tak, dzielą się swoim bogactwem. Wydaje mi się, że stanowią oni dobry wkład w Polską Prowincję werbistów i w ogóle w Kościół w Polsce. Dzisiaj, kiedy tak wiele mówi się o globalizacji, Kościół nie może pozostać w odosobnieniu.

Mamy cudzoziemców w restauracjach, na uczelniach, w Kościele też powinni być.

Wydaje mi się, że Polska Prowincja może wiele w tym zakresie zrobić. Już to zrobiła. Przez wiele lat werbiści przybliżali rzeczywistość świata lokalnej społeczności poprzez misjonarzy czy niektóre inicjatywy, takie jak muzeum w Pieniężnie. Ale teraz może to zrobić w nowy sposób – poprzez żywą obecność współbraci z zagranicy.

A teraz poproszę o trochę informacji o swojej rzeczywistości. Na początek o Afryce. W europejskiej mentalności Afryka jest uważana za kontynent biedy. A jak jest obecnie, szczególnie w Angoli? Czy to jest kraj biedny, czy raczej kraj kontrastów?

Lepiej mówić o kraju kontrastów. Mamy wiele zasobów naturalnych.To jest bogactwo. Chociaż ze względu na zmiany cen surowców jest to bogactwo niestabilne. Musimy także mieć na uwadze bogactwo i ubóstwo kulturowe. Brak dostępu do edukacji czy służby zdrowia to też oznaki ubóstwa.

Angola to kraj bogaty w surowce naturalne: ropę, diamenty, złoto, ryby, lasy. Ale kraj przeszedł przez wiele lat wojny, które spowolniły rozwój. Angola znajdowała się w najwyższym punkcie około 1973 roku, jeszcze pod rządami kolonialnymi. Wtedy, na przykład, byliśmy czwartym na świecie producentem kawy. Produkowano dużo bawełny. Wojna zniszczyła wszystko. Utracono również znaczną część infrastruktury. Począwszy od 2002 roku nastąpił duży rozwój gospodarczy, ale gospodarka w dużym stopniu zależy od cen ropy. Są też zastrzeżenia co do administracji. Przy dobrej administracji moglibyśmy posunąć się dalej. Niemniej jednak Angola pozostaje krajem nadziei.

A diecezja Ekscelencji? Powiedział Ekscelencja, że zajmuje powierzchnię równą jednej trzeciej powierzchni Polski (106 tys. km2).

Pewien współbrat zapytał mnie, czy mam samolot, aby móc dotrzeć do wszystkich parafii. Diecezja położona jest w mniej zaludnionym regionie Angoli. Według spisu powszechnego z 2014 roku, region liczy 950 tys. mieszkańców. Niekiedy można jechać dwie godziny i nikogo nie spotkać. Katolicy na terytorium diecezji stanowią około 25% mieszkańców. Pozostali ludzie praktykują głównie religię tradycyjną. Można więc powiedzieć, że żyjemy w kontekście pierwszej ewangelizacji. Pomimo, że chrześcijaństwo w Angoli istnieje od pięciu wieków, czyli jesteśmy jednym z krajów o najdłuższej tradycji chrześcijańskiej w Afryce, to mowa jest głównie o północno-zachodniej części kraju. Do nas jednak, na północny-wschód, ewangelizacja nie dotarła. Wynika to w dużej mierze ze specyfiki geograficznej Angoli. Pomimo wielu rzek, nigdy nie służyły one jako szlaki komunikacyjne, tak jak rzeka Kongo. Kongo jest rzeką żeglowną i misjonarze dość szybko dotarli w różne miejsca. W Angoli natomiast na rzekach mamy wiele progów skalnych i wodospadów, czasami co 5 lub 10 kilometrów. Regularny transport w oddalone regiony pojawił się bardzo późno.

Poza tym, jest to region bardzo bogaty w diamenty, przez co zawsze ograniczano dostęp do niego. Te ograniczenia utrzymują się po dziś dzień. A więc przyszło nam tworzyć wiele rzeczy od zera.

bp chindekasse02Bp Estanislau Marques Chindekasse SVD ze wspólnotą z Chludowa (fot. SVD Chludowo)

Czasami diecezję ocenia się po liczbie księży, którzy w niej pracują. Ilu księży jest w diecezji?

Teraz jest ich 25. Dlatego poprosiłam o pomoc współbrata werbistę, o. Edwarda Sito. Znałem go jeszcze z Portugalii.

Czy poza o. Edwardem są w diecezji inni werbiści?

Tak, są w regionie, który graniczy z dawną diecezją Saurimo. Jest tam o. Krzysztof Ziarnowski. Swoją wspólnotę otworzyły również Siostry Służebnice Ducha Świętego. Pracował u nas również świętej pamięci o. Krzysztof Łukoszczyk. Ludzie wciąż go wspominają. Pamiętają, że został porwany przez partyzantów i jak modlili się o jego uwolnienie. Pracował tam również o. Jan Musiał.

Co można uznać za najbardziej interesujące i żywe w diecezji Ekscelencji? Co przyciąga ludzi?

Jest dużo młodzieży. Ludzie mają wiarę. Ale potrzeba jeszcze dużo formacji ponieważ synkretyzm religijny jest bardzo silny. Jeśli pojawia się choroba lub śmierć, ludzie mają problem ze zrozumieniem tego z chrześcijańskiego punktu widzenia i uciekają się do tradycyjnych wierzeń, często mieszanych z magią. Musimy mocno nalegać na formację katechetyczną. Misja Kościoła w dużej mierze zależy od katechistów, których jest wielu.

Misjonarze w czasach Arnolda Janssena byli źródłem informacji o dalekich krajach. Dziś opowieści misjonarzy już nikogo nie dziwią, mamy przecież „National Geographic”, który robi to lepiej od nas. Ale może jednak przydałyby się jakieś badania o charakterze duszpasterskim?

Tak, ale w tym aspekcie czujemy pewne opuszczenie przez zgromadzenie. Kiedy prosisz o pomoc, zwykle odpowiedź brzmi: musisz zadowolić się lokalnymi współbraćmi. Nie chcę, żeby to zabrzmiało jak szukanie konfliktu, ale rzeczywistość jest taka.

Czy w diecezji są powołania kapłańskie?

Tak, do kapłaństwa tak. Podjęliśmy bardzo ciekawą pracę z młodymi ludźmi, wzywając ich do bycia ewangelizatorami własnej ziemi. Odpowiedź jest dobra. Za kilka miesięcy będą święcenia czterech diakonów i trzech prezbiterów. W diecezji mamy już czterech księży. Kolejne roczniki w seminarium to znowu 2-3 kleryków. Perspektywy są dobre. Seminarzyści studiują w stolicy, Luandzie.

Trudniej jest z powołaniami do zakonów żeńskich. W innych regionach Angoli jest wiele powołań, ale nie u nas. Za kilka miesięcy pierwsza siostra złoży śluby wieczyste. Ludzie lubią siostry. Proszą o ich obecność, ale kiedy rozmawiamy z nimi o tym, żeby zachęcali swoje córki do wstąpienia do zakonu, to odpowiedź jest negatywna. Bardzo ceniona jest wartość macierzyństwa biologicznego, co samo w sobie jest rzeczą dobrą, którą należy uszanować. Ale trzeba uświadomić ludzi, że istnieją inne formy macierzyństwa. Myślę, że z czasem zrobimy postępy w tej dziedzinie.

I jeszcze na koniec: jakie jest biskupie hasło Ekscelencji? 

Są nim słowa z Ewangelii św. Jana 10,10: „aby życie miały w obfitości”. 

Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę, żeby ta obfitość życia wylewała się na stado powierzone Ekscelencji! 

Dziękuję serdecznie za gościnność Waszego domu. Niech Pan Bóg błogosławi wszystkim jego mieszkańcom, dobrodziejom i osobom Was odwiedzającym!